Marta

W naszym archiwum znaleźliśmy krótką rozmowę z Martą Klubowicz. Przypominamy ją przed spotkaniem z aktorką 14 listopada br. w PAN Stacji Naukowej w Wiedniu.

W pięknym, schowanym wśród zieleni domu, w wąwozie przypominającym Dolinę Kościeliską, wśród malw, astrów, krzewów agrestu i głogu, ukryła się przed okiem cywilizacji subtelna i śliczna Marta Klubowicz - polska poetka i aktorka lub może raczej aktorka i poetka, szukająca tu wraz z mężem wytchnienia i energii przed kolejnym maratonem prób w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Ten domek jak z bajki - z ogniem w kominku i kotem, który schronił się tu przed zimnem i deszczem - nie leży bynajmniej w Tatrach tuż koło Zakopanego, lecz w jednej z wypoczynkowych miejscowości Dolnej Austrii, a Marta nie spędza tu niestety całego swego czasu, lecz tylko, jak twierdzi, każdą wolną chwilę - jeżeli nie jest zajęta w Teatrze we Wrocławiu lub w Warszawie, czy w Wiedniu przy zdjęciach do filmu lub nie jest po prostu w podróży do jednego z wielu miast.

W zawodzie aktorskim Marta zadebiutowała jeszcze w trakcie studiów w PWST we Wrocławiu, w filmie „Wakacje z Madonną“ i wkrótce potem w serialu „Przyłbice i kaptury“. Po ukończeniu studiów przeniosła się do Warszawy, gdzie w Teatrze Powszechnym wystąpiła pod okiem Zygmunta Hübnera w spektaklu „Garderobiany“, a także w przedstawieniu „Bal“ i „Zmierzch“ Babla. Wkrótce jak z rękawa posypały się role dla atrakcyjnej, młodej i zdolnej aktorki, która bez problemu uwodzić mogła (w filmie!) swoich partnerów. „Dziewczęta z Nowolipek“, „Jajo“, „Och, Karol“, „Tulipan“, „Rzeka kłamstwa“, „Rajski ptak“, „Pogranicze w ogniu“ czy „Labirynt“ - to niektóre tylko tytuły filmów kinowych i seriali telewizyjnych, w których zagrała ta popularna i bardzo lubiana aktorka.
W 1987 r. Marta została laureatką konkursu „Pokolenie, które wstępuje“, debiutując po raz kolejny w swoim życiu, tym razem jako poetka, tomikiem wierszy „Wyznanie“. Poezja Marty to wyznania naznaczone wrażliwością i bogactwem przeżyć, to także ironiczne niekiedy spojrzenie dojrzałej kobiety, próba oceny i refleksja nad otaczającą nas rzeczywistością.
Kilka lat temu przewrotny los zdecydował, że jej miejsce przy najbliższym sercu człowieku będzie w Austrii. Tu także Marta uczestniczy aktywnie w życiu aktorskim. Zaistniała w kinematografii krajów niemieckojęzycznych, grając dla ZDF w filmie Michaela Kliera „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma“ oraz w Austrii u boku Konstantina Weckera w filmie Petera Patzaka „1945“.
W nowy 1997 rok Marta weszla z kolejnymi rolami na swym aktorskim koncie. Praca nad nimi spowodowała dłuższą nieobecność aktorki w Austrii.


Po blisko trzymiesięcznej nieobecności znowu zawitała w Wiedniu. Czy były to miesiące udane pod względem zawodowym?
- Z pewnością tak. Dowodem na to jest rola pani Denis w spektaklu „Salon“ Grahama Greena, w reżyserii Janusza Dymka, zrealizowana dla Teatru TV, a także premiera najnowszej sztuki Edwarda Redlińskiego „Cud na Greenpoincie“ na deskach Teatru Współczesnego we Wrocławiu, która miała miejsce w w listopadzie minionego roku. Gram tu rolę Terizy. Akcja sztuki pokazuje polskie środowisko emigracyjne w Nowym Jorku, skupione, jak w soczewce w niedużym mieszkanku dzielnicy Greenpoint. Pod jednym dachem spotkali się tu profesor uniwersytetu, chłop z Bieszczad, piosenkarz rockowy, cwaniaczek z warszawskiej Pragi i jego siostra, czyli właśnie odtwarzana przeze mnie Teriza. Wszyscy jak jeden mąż pragną tu, każdy na swój sposób, zrobić karierę i....pieniądze.

Z jakim skutkiem? Jaki przebieg miała wymarzona kariera bohaterów sztuki?
- Myślę, że lepiej nie zdradzać przedwcześnie efektów ich działań. Tym bardziej, że polscy emigranci w Austrii będą mieli możliwość zobaczenia sztuki Redlińskiego podczas gościnnych występów Teatru Współczesnego w Wiedniu.

Twoje sukcesy zawodowe i zaangażowanie w życie teatralne w Polsce przynoszą Ci z pewnością wiele satysfakcji, także finansowej, lecz to oddanie polskiej sztuce związane jest z wyjazdami i pozostawieniem w Wiedniu Twojego męża Friedla! Jak dajecie sobie radę z tymi problemami: wzajemne zaufanie, tęsknota, zazdrość...
- Mówisz o satysfakcji finansowej?! Zdarza się często, że idąc do kasy po odbiór mojej gaży obawiam się, że będę musiała jeszcze do niej dopłacić. Winne są temu nasze rozmowy telefoniczne. W ten sposób jestem z mężem w stałym kontakcie. Odległość Wiedeń-Wrocław nie jest dla Friedla większym problemem - odwiedza mnie często, zaopatrując w wiedeńską wodę i austriackie wino.
Marta, dziękuję Ci za rozmowę i cieszę się, że zobaczę Cię wkrótce w nowej roli w Wiedniu.

Rozmawiała Dagmara Miedzińska, Polonika nr 31, marzec 1997.


Znany jest już termin gościnnych występów Teatru Współczesnego w Wiedniu. Spektakl „CUD NA GREENPOINCIE“ będą Państwo mogli zobaczyć na deskach teatru „AKZENT“, 1040 Wien, Theresianumgasse 18, 27.04.1997 r. o godz.18.00.
Informujemy, że istnieje możliwość skorzystania z bezpłatnych, podziemnych parkingów teatru, wjazd: Argentinierstr. 37.
Bilety w cenie öS 200, 250, 300 i 350 są do nabycia w kasie Teatru „Akzent“, pon. - pt. od 8.00 do 18.00 , Argentinierstr. 37, tel.50165 33 06 oraz w „Orbisie“, 1020 Wien, Lilienburgg. 5, tel. 214 76 88.

 

Edward Redliński - autor „Konopielki“, po kilkuletnim pobycie w USA powrócił przed kilkunastoma miesiącami do Polski. „Cud na Greenpoincie“ jest adaptacją jego powieści „Szczuropolacy“ (patrz: „Polonika“ nr 5/96) - to gorzka refleksja pisarza i jego satyryczne spojrzenie na Polaków - emigrantów w trudnej nowojorskiej rzeczywistości.

Sztukę Redlińskiego „Cud na Greenpoincie“ z pewnością zestawiać się będzie z „Antygoną w Nowym Jorku“ a także „Polowaniem na karaluchy“ Janusza Głowackiego czy „Emigrantami“ Mrożka. Istotnie, łączy je wspólny obraz emigracji jako klęski, a także jako stanu, z którego nie ma wyjścia, i w którym bohaterowie, zdając sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji, zapadają się jednak coraz głębiej, niczym w przepastnym grzęzawisku.
Autor nie stara się nas przekonywaź, że nie dorośliśmy do Ameryki, a nawet że Ameryka zrobiła nam krzywdę, łudząc swoją urodą i skazując na egzystencję szczurów; w końcu nikt tych ludzi do New Yorku nie zapraszał i niczego im nie obiecywał. Przy całej ironii, skierowanej w stronę emigracyjnych bohaterów, nieobce jest jednak Redlińskiemu kryjące się w podtekście pytanie, czy aby, mimo wszystko, ów prymitywny świat wyobrażeń, jaki przywieźli oni ze sobą za Ocean, nie jest przypadkiem prostszy i bardziej wartościowy niż świat wartości, który zepchnął ich na margines? Jest to pytanie niepopularne, prowokacyjne, ale ważne, które warto sobie zadawać na kolejnym zakręcie naszej historii.
Cyt. za: Krzysztof T. Toeplitz, "Wiadomości kulturalne" nr 5/1996.

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…