BETA-CAR
NATCAR

Nic nie dzieje się bez przyczyny

Od 6. roku życia pasjonuje ją folklor. Jest wulkanem energii: organizuje wydarzenia kulturalne, uczy się gry na skrzypcach, śpiewa. W Wiedniu założyła i prowadzi Zespół Folklorystyczny „Mazurki”. Przedstawiamy Wam Alicję Zell.

 

Wiedeń jako miejsce zamieszkania to raczej przypadek czy zamierzona decyzja?
– To była świadoma decyzja, choć szybka, bo podjęta w ciągu 7 dni we wrześniu 2018 roku. Nie był to też mój pierwszy wybór, ale jestem pewna, że spośród wielu możliwości wybrałam tę najlepszą. Cieszę się, że znowu mieszkam w Wiedniu.

Znowu? Czyli już wcześniej była Pani w stolicy Austrii?
– Tak, mieszkałam tutaj przez rok w czasie studiów w ramach programu Erasmus.

Czy trudno jest ułożyć na nowo swoje życie w nowym kraju?
– Na pewno jest to wyzwanie. Jednak już od początku miałam wizję mojego życia tutaj, wiedziałam, kim jestem i jaki mam cel. Poza tym z czasu studiów przetrwało jeszcze wiele znajomości, które dawały mi oparcie. Wiedziałam też mniej więcej, jak funkcjonuje miasto, znałam niemiecki, co było dużym ułatwieniem.

Założyła Pani i prowadzi Zespół Folklorystyczny „Mazurki”. Skąd wziął się pomysł na tego typu inicjatywę?
– Właśnie to był ten jasny cel związany ze zmianą miejsca mojego życia. Pomysł miała moja koleżanka Hanna Góral, którą poznałam na kursie instruktorskim tańca ludowego w Krakowie. Obie już przekonałyśmy się, że brakuje w Wiedniu takiej grupy. Zaczęłyśmy prowadzić zajęcia dla dzieci, potem też dla dorosłych. W lutym „Mazurki” miały swój roczek. W międzyczasie założyłyśmy Stowarzyszenie Tańca i Folkloru „Mazurek”, któremu przewodzę i które nie tylko wspiera zespół, ale także wychodzi działaniami poza Polonię.

Ale skąd w ogóle pomysł na folklor? To raczej nietypowa pasja dla młodej osoby.
– Rzeczywiście, może tak się wydawać, jednak dla mnie to niegasnąca pasja, która towarzyszy mi 19 lat, czyli od 6. roku życia. Gdy ktoś słyszy o tańcu ludowym, od razu pyta, czy jestem góralką. A mnie było bliżej do Berlina niż do Zakopanego – pochodzę z Gorzowa Wielkopolskiego w woj. lubuskim, gdzie nie ma tradycji regionalnych. Wszystkiego uczyłam się na zajęciach i na scenie, to było dla mnie jak odkrywanie świata, do którego na co dzień nie mam wstępu. Może dlatego tak mnie to zafascynowało.

Co jest Pani celem, a nawet marzeniem, jeżeli chodzi o zespół „Mazurki”?
– W tym roku naszym celem jest uszycie strojów ludowych dla wszystkich grup zespołu, a to ogromne przedsięwzięcie. Moim marzeniem jest, by zespół powiększał się i osiągnął taki poziom artystyczny, abyśmy mogli regularnie wyjeżdżać na międzynarodowe festiwale i konkursy taneczne.

Prowadzi Pani swój blog Alicjazell.pl. Jakiego rodzaju informacje tam Pani zamieszcza?
– Życie w Austrii i zawiłości wokół studiów za granicą spowodowały, że chciałam podzielić się moimi doświadczeniami. Również od dziecka sporo podróżowałam, jako tancerka odwiedziłam 24 kraje w Europie i Azji, potem zaczęłam jeździć solo. Miałam więc o czym pisać, choć muszę przyznać, że nie jestem już aktywna na tradycyjnej stronie internetowej, obecnie stawiam na Facebooka i vlogowanie.

Ma Pani kontakty z młodymi ludźmi innych narodowości. Co nowego wniosły one w Pani życie?
– Naprawdę nie byłabym sobą, gdyby nie moi międzynarodowi znajomi. Najbardziej cenię to, że dzielimy podobne, otwarte spojrzenie na świat, szacunek do innych kultur, tolerancję, zachwyt nad światem. Niektórzy mieszkają w Wiedniu, z innymi odwiedzamy się w różnych krajach. Szczerze mówiąc, od kiedy zaczęłam poznawać ludzi na festiwalach tanecznych, potem podczas podróży i na Erasmusie, moje życie weszło na zupełnie niespodziewane tory! Te kontakty niesamowicie poszerzyły moją perspektywę, zrozumiałam, że mogę więcej. Bez tego na pewno nigdy nie odważyłabym się zamieszkać na stałe poza Polską.

Czy ma Pani inne pasje poza tańcem i podróżami?
– Oczywiście! Z ogromną chęcią zajmuję się organizacją wydarzeń kulturalnych, social mediami, turystyką i psychologią. W wolnym czasie uczę się gry na skrzypcach i śpiewam, zwiedzam muzea, uprawiam sport, oglądam filmy hollywoodzkie. Chciałabym dodać do tej listy wycieczki motocyklowe, ale to jeszcze marzenie do spełnienia.

Co jest Pani mottem życiowym?
– „Nic nie dzieje się bez przyczyny”. Wierzę, że cokolwiek się nam przytrafia, ma to wnieść coś wartościowego do naszego życia, nawet jeśli trudno jest nam to zrozumieć.

Rozmawiała Patrycja Brzoza, Polonika nr 277, marzec/kwiecień 2020

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…