LET'S CEE – czyli przyjdź i zobacz

- W stolicy Austrii rzadko kiedy podejmowane były wysiłki zaprezentowania wybitnych filmów z Europy Środkowo-Wschodniej w szerszym kontekście, w sposób atrakcyjny dla dużej publiczności - mówi Magdalena Żelasko, założycielka i dyrektorka wiedeńskiego LET’S CEE Film Festival.

 

Jak narodził się pomysł zorganizowania festiwalu filmowego w mieście, w którym organizowanych jest tak wiele festiwali?
- Wiedeń od zawsze pełnił ważną rolę łącznika pomiędzy krajami Europy Środkowej i Wschodniej. Fakt ten uzasadniony jest nie tylko geograficznie i historycznie, ale także ekonomicznie i kulturowo. W Wiedniu mieszka i pracuje kilkaset tysięcy ludzi z tej części Europy, można byłoby się zatem spodziewać, że temat kina środkowoeuropejskiego dawno został już tu zagospodarowany. Jednak w momencie planowania festiwalu wspólnie z Wolfgangiem P. Schwelle, jego drugim dyrektorem, najbardziej zaskoczył nas fakt, że w stolicy Austrii rzadko kiedy podejmowane były wysiłki zaprezentowania wybitnych filmów z Europy Środkowo-Wschodniej w szerszym kontekście, w sposób atrakcyjny dla dużej publiczności. LET’S CEE Film Festival w bardzo naturalny sposób wypełnił tę lukę.
Skąd się wzięła Pani prywatna fascynacja filmem?
– Wychowałam się w rodzinie, w której kultura miała spore znaczenie – częściej niż po kawę staliśmy w kolejce po książki, kilka razy w miesiącu chodziłam z rodzicami do kina. Podczas studiów na wiedeńskiej slawistyce starałam się intensywnie zgłębić filmową kulturę Europy Środkowo-Wschodniej i myślę, że dość dobrze mi to wyszło, gdyż w efekcie zostałam poproszona o prowadzenie wykładów z filmoznawstwa na Uniwersytecie Wiedeńskim. Sprawiało mi to ogromną radość i cieszyło się sporym zainteresowaniem studentów; notabene sporą część z nich udało mi się później pozyskać do pracy przy festiwalu.
Jak ocenia Pani trzy dotychczasowe edycje?
– Śmiało mogę stwierdzić, że z roku na rok jest coraz lepiej. W momencie, gdy zaczynaliśmy festiwal, nie mieliśmy pojęcia, czy nasza oferta znajdzie swoje miejsce w niezwykle bogatym kalendarzu imprez w austriackiej stolicy. Dzisiaj śmiało możemy stwierdzić, że trafiliśmy w dziesiątkę. Pomimo bardzo skromnego budżetu marketingowego, udało nam się w tym roku przyciągnąć ponad trzynaście tysięcy odwiedzających – w porówaniu z niecałymi dziesięcioma tysiącami w roku ubiegłym. To najpiękniejszy wyraz uznania, jakiego może sobie życzyć organizator imprez.
W jaki sposób dobierane są filmy z poszczególnych krajów? Czy istnieje możliwość zgłaszania filmów na konkurs, który towarzyszy festiwalowi?
– Kryteriami doboru są najwyższa jakość i kanon wartości, który leży u podstaw filozofii naszego festiwalu. Pojęcia takie jak wspólna tożsamość europejska, tolerancja, solidarność, otwartość, równość i sprawiedliwość, obrona ludzkiej godności i praw człowieka nie są dla nas tylko pustymi frazesami, ale towarzyszą nam na każdym kroku, także przy doborze filmów. Przy układaniu programu wspomagają nas znakomici kuratorzy. Chorwatka Rada Šešić wybiera filmy dokumentalne, Tomasz Raczek odpowiedzialny jest za konkurs filmów fabularnych i polski repertuar, a pochodzący z Iranu bracia Arman i Arash T. Riahi ustalają skład konkursu filmów krótkometrażowych, który jest zresztą jedynym konkursem otwartym na zgłoszenia od reżyserów. Inne filmy są po prostu wyszukiwane przez nas i zapraszane. Oczywiście cieszy nas, gdy widzowie sugerują nam pokazanie konkretnego filmu i zawsze rozważamy takie propozycje, jednak ostatecznego wyboru dokonujemy w oparciu o opinie kuratorów. Jak każdy festiwal staramy się włączyć do programu jak najwięcej austriackich premier, a klasykę kina przedstawić w nowym kontekście. Na tle innych festiwali wyróżnia nas także fakt, że niemal każdemu pokazowi towarzyszy rozmowa z zaproszonym gościem filmowym.
Z których gości festiwalu jest Pani najbardziej dumna?
– Podczas trzech edycji festiwalu powitaliśmy w Wiedniu łącznie blisko dwustu gości z zagranicy, nie sposób ich tu wszystkich wymienić! Dość wspomnieć, że nasz festiwal odwiedzili już zdobywcy Oscarów Allan Starski, István Szabó i Jan Svěrák oraz wybitni reżyserzy Agnieszka Holland i Alexander Sokurow. Do Wiednia zapraszamy również młode talenty filmowe, które chcemy odkrywać i promować na międzynarodową skalę. Każda wizyta jest na swój sposób ważna i wyjątkowa. Jednak w tym roku ze szczególną radością i wzruszeniem gościliśmy w Wiedniu chorwackiego producenta Branko Lustiga, dwukrotnego zdobywcę Oscara za „Listę Schindlera” i „Gladiatora”. Ponieważ w tym roku mija 100 lat od wybuchu I wojny światowej i 75 lat od wybuchu II wojny światowej, Branko Lustig jako jeden z ocalonych z Zagłady połączył swoją wizytę w Wiedniu z prezentacją antywojennej retrospektywy oraz Porankiem Edukacyjnym dla młodzieży, w którym wzięło udział 300 uczniów austriackich szkół. Dla tych młodych ludzi spotkanie z tym charyzmatycznym człowiekiem, który swoje dzieciństwo spędził w Auschwitz, a mimo to pozostał tolerancyjną, optymistyczną i otwartą na świat osobą, było niezapomnianym przeżyciem, podobnie zresztą jak dla nas wszystkich.
Czy udało się zainteresować także austriacką publiczność kinem z Europy Środkowo-Wschodniej?
– Jak najbardziej! Udało nam się przyciągnąć międzynarodową publiczność, w tym nie tylko migrantów, ale i bardzo wielu Austriaków, żywo zainteresowanych filmami z tej części Europy. Nasz festiwal, będący pewną formą międzykulturowego dialogu, kierujemy do wszystkich bez wyjątku. Austriacy mogą dzięki niemu jeszcze lepiej poznać Europę Środkowo-Wschodnią i jej mieszkańców, a mieszkającym w Wiedniu migrantom dajemy poczucie dumy z ich kulturowego dziedzictwa. Dla osób ciekawych świata, potrafiących docenić głębokie, autentyczne i aktualne treści, filmy z Europy Środkowo-Wschodniej są doskonałą alternatywą w czasach zdominowanych przez banalne komercyjne produkcje. Dzięki temu, że filmy festiwalowe pokazujemy w oryginalnych wersjach językowych z napisami w języku angielskim lub niemieckim, a ceny biletów są niższe niż w przypadku zwykłych biletów do kina, nasz program dostępny jest dla każdego.
W czasie festiwalu nie zabrakło polskich akcentów. Jakim zainteresowaniem cieszyły się polskie filmy?
– Ogromnym. Dość wspomnieć, że niemal każdy pokaz polskiego filmu, a było ich niemało, był wykupiony do ostatniego miejsca. W konkursie filmów fabularnych Polskę reprezentował film „Papusza” w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauzego – i chociaż to film niełatwy, sala wypełniona była po brzegi. Po raz kolejny świetnie sprawdziła się formuła Polskiego Weekendu, podczas którego pokazaliśmy filmy „Jack Strong”, „Pod Mocnym Aniołem”, „Hardkor Disko” oraz „Płynące Wieżowce”. W programie znalazło się również „Podwójne życie Weroniki”, uznane przez międzynarodowych krytyków najlepszym polskim filmem ostatniego ćwierćwiecza, oraz szereg filmów krótkometrażowych. Polskich akcentów nie zabrakło również w cyklu „Film & Muzyka”, w ramach którego zaprezentowaliśmy świetnie przyjęty przez publiczność koncert muzyki filmowej Elżbiety Towarnickiej. Całości dopełniła prezentacja książki „Arka Czasu” Marcina Szczygielskiego. Ale LET’S CEE to nie tylko pokazy filmów, ale również spotkania z ich twórcami i intensywne rozmowy po seansach. W tym roku gościliśmy m.in. odtwórczynię roli tytułowej Papuszy Jowitę Budnik oraz reżyserów Tomasza Wasilewskiego i Krzysztofa Skoniecznego. Tak bogaty program nie byłby możliwy bez dodatkowego wsparcia ze strony polskich instytucji, głównie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej z Warszawy oraz Instytutu Polskiego w Wiedniu, z którymi współpracujemy od pierwszej edycji festiwalu.
Festiwalowi towarzyszyło wiele dodatkowych imprez, a program festiwalu obejmował 138 punktów. Jak organizacyjnie udało się to wszystko „ogarnąć”?
– Biorąc pod uwagę niewielki budżet festiwalu, wydaje się to wręcz niewiarygodne! Patrzę wstecz z niemałą satysfakcją, że udało nam się zaprezentować w Wiedniu 91 filmów, trzy koncerty i siedem warsztatów mistrzowskich, skierowanych do osób zawodowo zainteresowanych filmem. Dodatkowo, wspólnie z Österreichischer Integrationsfonds mieliśmy okazję powitać w kinie Urania ministra Sebastiana Kurza, byliśmy również wspólnie z Branko Lustigiem zaproszeni do burmistrza Michaela Häupla, który wręczył naszemu gościowi odznaczenie „Goldener Rathausmann”. W organizację i realizację festiwalu włączonych było w sumie ponad 150 osób, niemal tyle samo migrantów co rdzennych Austriaków. Dzięki ogromnej pasji oraz bardzo serdecznej, motywującej atmosferze praca nad festiwalem była często stresującym, ale przede wszystkim niezwykłym i bardzo satysfakcjonującym wyzwaniem.
Najbardziej wzruszające sytuacje dla Pani w czasie tych ostatnich edycji to
– Najbardziej wzruszającym momentem jest dla mnie zawsze ceremonia rozdania nagród. Z refleksją patrzę wtedy wstecz na szalenie intensywny czas festiwalu i cieszę się razem ze zwycięzcami konkursów, którym wyróżnienia na wiedeńskim festiwalu często otwierają drogę na inne festiwale lub pokazy filmowe. A w chwili, gdy ceremonia dobiega końca i do pamiątkowego zdjęcia na scenie ustawiają się nie tylko zwycięzcy i goście festiwalu, ale również osoby współtworzące festiwal, patrzę na nich z dumą, że znów nam się udało!
Czy o czymś zapomnieliśmy?
– Może jeszcze tylko: LET’S CEE you soon again! Jestem pewna, że w przyszłym roku spotkamy się na kolejnym festiwalu.

Rozmawiała Halina Iwanowska, Polonika nr 10(238), listopad 2014

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…