Podążać za pasją

Tomasz Konieczny
Swą karierę zawodową rozpoczynał jako aktor, występując w filmach Andrzeja Wajdy czy Jerzego Hoffmana. Wybrał jednak operę – występuje na najlepszych scenach w Austrii i w Niemczech. Rozmowę z Tomaszem Koniecznym przeprowadziliśmy po jego adwentowym, wyjątkowym koncercie w kościele św. Józefa na Kahlenbergu.



 

 

 

 

 

 

 

 

Jest Pan z wykształcenia aktorem i absolwentem uczelni muzycznych w Warszawie i Dreźnie. Grał Pan w filmach i spektaklach teatralnych, pracował także jako reżyser, ale międzynarodową karierę zrobił Pan jako śpiewak operowy. Dlaczego ostatecznie wybrał Pan operę, a nie aktorstwo?
– Aktorstwo to był mój pierwszy zawód i rzeczywiście w tamtym czasie w Warszawie zrealizowałem bardzo dużo produkcji teatralnych, telewizyjnych i filmowych. Jeśli chodzi o wybór zawodu śpiewaka operowego, stało się to troszkę przez przypadek. Przyjechałem na studia do Niemiec do Drezna i po kilku miesiącach otrzymałem mój pierwszy angaż – czyli pracę w operze – i tak już zostało. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że w tej chwili uprawiam właśnie ten zawód.

W Złocie Renu, fot. materiały prasowe
W Polsce swego czasu najbardziej znanym śpiewakiem, dysponującym taką skalą głosu jak Pan, a więc basem-barytonem, był Bernard Ładysz. Czym się charakteryzuje taka skala głosu, czy jest wiele ról dla takich śpiewaków?
- Bernard Ładysz był śpiewakiem o wspaniałym, niezwykle bogatym głosie. Aż żal, że tak niewiele zaśpiewał na międzynarodowych scenach operowych. Był wymarzonym wykonawcą oper, na przykład mozartowskich. Z tego co wiem, nie śpiewał Wagnera. Moim repertuarem natomiast jest repertuar niemiecki. Tam silny bas-baryton czuje się jak w ryba w wodzie. Wagner czy Strauss komponowali chętnie dla takiego właśnie rodzaju głosu partie swoich najważniejszych protagonistów. W zasadzie, jeśli dysponuje się tym odpowiednim głosem, to śpiewanie repertuaru tak zwanego niemieckiego jest już tylko logiczną konsekwencją. Oczywiście trzeba jeszcze znać język niemiecki. Mnie się po niemiecku śpiewa bardzo dobrze. Lubię ten język. Wszystko się więc poukładało: aktorstwo, głos i znajomość języka. Teraz po latach widzę, że wszystkie etapy mojego artystycznego rozwoju były potrzebne właśnie po to: by wyśpiewywać Wotana w Ringu, Amfortasa w Parsifalu, Johanaana w Salome czy Mandryke w Arabelli...

Mieszka Pan poza Polską. Jak się Panu mieszka za granicą?
– Od kilku już lat mieszkam z rodziną w Niemczech. Ale ze względu na mój zawód muszę bardzo dużo podróżować, na przykład w tej chwili częściej mieszkam w Wiedniu niż w Niemczech. Taki jest wymóg mojego zawodu, podróży się nie uniknie. Jeśli chodzi o życie w Niemczech, to muszę przyznać, że w wyniku kryzysu sytuacja zmienia się niekoniecznie na lepsze, dotyczy to również kultury.

Otrzymał Pan wykształcenie artystyczne – jak to się stało? Ambicje rodziców, dziecięce marzenia, przypadek?
– Mój nieżyjący już ojciec był inżynierem, mama jest ekonomistką. Ani jedno, ani drugie z rodziców nie zajmowało się sztuką, dlatego nie chcieli, abym został artystą. Ale mnie od najwcześniejszego dzieciństwa ciągnęło do teatru, do sztuki. Moje życie szkolne było wypełnione udziałem w różnego rodzaju wydarzeniach artystycznych, teatralnych, parateatralnych. Od zawsze wiedziałem, że będę w życiu uprawiał teatr w taki czy inny sposób. Miała to być z początku reżyseria, ale zaczęło się od aktorstwa, a skończyło się na operze. Opera to bodaj najwyższa forma sztuk teatralnych. Okazała się też moją pasją.

Pamięta Pan swój pierwszy występ? Była trema?
–Już we wczesnym dzieciństwie zetknąłem się ze sceną. Był to teatr kukiełkowy w szkole podstawowej i nie pamiętam szczerze mówiąc żadnej tremy. Pamiętam, że od samego początku byłem zafascynowany byciem na scenie. Mój pierwszy kontakt z operą wiązał się z zaskoczeniem. Spodziewałem się, że opera będzie bardziej przypominać doświadczenie teatru dramatycznego, jednak praca na scenie operowej wygląda zupełnie inaczej. Opera wymaga o wiele więcej koordynacji. Śpiew musi być podporządkowany orkiestrze i z dyrygentowi. To z tym miałem na początku ogromne problemy i to na tym głównie musiałem się na początku skupić. Dlatego moje pierwsze występy operowe nie były wyłącznie przyjemnością, były przede wszystkim ogromnym wysiłkiem intelektualnym z koniecznością ogromnej koncentracji.

To, co Pan robi, to pasja. A jak zachęcić młodych ludzi do podążania za pasją w czasach, gdy liczy się głównie pieniądz?
– Wierzę, że mimo czasów, w jakich żyjemy, w ludziach pozostaje dużo zdrowego rozsądku. Nawet jeśli początkowo pójdą w jakimś kierunku, na przykład pod wpływem opinii bliskich, to w pewnym momencie zdadzą sobie sprawę, że powinni robić to, do czego są stworzeni, to, czym naprawdę chcą się zajmować. Dlatego zachęcam młodych ludzi do poszukiwania i do podążania za pasją. Oczywiście nie jest to najprostsza droga, trzeba bowiem często włożyć ogrom pracy w szansę jakiegokolwiek „zaistnienia", ale ta droga procentuje. W ostatecznym rozrachunku człowiek jest dużo szczęśliwszy.

W Opowieści Hofmana, fot. materiały prasowe
Wiedeń – miasto muzyki. Wielu obcokrajowców mówi, że spokojne, czyste, ale niektórzy narzekają, że wręcz nudne. A na Panu, jako muzyku, jakie robi wrażenie?
– Mam trzech synów, jeden ma 16, drugi 13, a trzeci 11 lat. Dlatego na brak „temperamentu" w moim otoczeniu nie narzekam. Z tego względu wiedeński spokój bardzo dobrze na mnie działa. Natomiast jeśli chodzi o to, z czym mamy do czynienia na wiedeńskiej scenie operowej, to na pewno nie jest to spokój. Wydarzenie za wydarzeniem, spektakl za spektaklem – to miasto żyje muzyką. Uwielbiam ten muzyczny klimat Wiednia. Poza tym świetnie się tutaj mieszka. Czuję się tutaj bardzo dobrze, mogę wręcz powiedzieć, że jestem zakochany w tym mieście.

Czy w roku 2014 będzie można Pana usłyszeć na scenach Wiednia?
– Oczywiście będzie można mnie zobaczyć, a właściwie usłyszeć na scenach wiedeńskich, ponieważ to tutaj najczęściej występuję. W Operze Wiedeńskiej w tym sezonie będzie można mnie usłyszeć w Fideliu w roli Pizarra, natomiast na wiosnę będę śpiewał Wotana w Pierścieniu Nibelunga, potem czekają mnie występy w Salzburgu.

Dla laików – aby zacząć słuchać opery, od czego, od kogo zacząć?
– Przede wszystkim trzeba starać się zobaczyć spektakl na bardzo dobrej scenie operowej. Ja osobiście polecam Wagnera i Straussa właśnie w Wiedniu czy w Monachium. Zachęcam do odwiedzenia takich miejsc, gdzie orkiestra gra wspaniale, gdzie widz jest od pierwszych dźwięków, od pierwszych akordów zauroczony, gdzie nie może się wręcz „pozbierać", bo jest pod tak ogromnym wrażeniem tego, co usłyszał. Właściwie każda wiedeńska scena operowa jest godna polecenia. Odradzam zaczynanie od scen prowincjonalnych, oper w małych miejscowościach, wtedy można się zrazić do opery, a po co?


Tomasz Konieczny, bas-byryton, ur. 10.01.1972 w Łodzi, studiował aktorstwo w PWSFTviT w Łodzi, śpiew solowy w Akademii Muzycznej w Warszawie oraz w Wyższej Szkole Muzycznej w Dreźnie. Debiutował jako aktor w filmie Andrzeja Wajdy pt. Pierścionek z Orłem w Koronie, potem występował w licznych produkcjach filmowych telewizyjnych i teatralnych w Polsce. Pracował także jako reżyser teatralny. Jako śpiewak operowy zadebiutował w Teatrze Wielkim w Poznaniu w grudniu 1997. Potem zaczęlo się pasmo sukcesów, m.in. Opera w Lipsu, Teatr Miejski w Lubece, Opera w Stuttgarcie, Opera Niemiecka w Düsseldorfie, Filharmonia Narodowa w Warszawie, Teatro Real w Madrycie, Opera Niemiecka w Berlinie, Opera Narodowa w Paryżu, Teatr Narodowy w Monachium, Opera Wiedeńska. I zapewne lista ta będzie coraz dłuższa.

Rozmawiała Karolina Sima, Polonika nr 229, luty 2014.

 

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…