Wieczni emigranci

Emigracja jest fenomenem, który zawsze fascynuje, fot. adimas

- Większość życia jestem na emigracji - mówi jeden z naszych rozmówców. Wiadomo, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Jest to prawda uniwersalna i dotyczy każdego aspektu życia. Trzeba jednak przyznać, że wyjazd na emigrację jest czymś naprawdę wyjątkowo trudnym.

Do podjęcia tak drastycznej decyzji, która wiąże się z opuszczeniem rodziny, przyjaciół i znanego sobie otoczenia, zmusza najczęściej sytuacja finansowa i bezrobocie. Powodem wyjazdu może być też miłość a w ostatnich latach także edukacja. Są tacy, którzy z emigracji nie wracają, choć planowali wyjechać tylko na rok, czy dwa. Integrują się w nowym państwie, zakładają tam rodziny budują sobie nowe życie. Inni wracają do ojczyzny, bo zarobili już tyle, ile mieli w planach zarobić, skończyli studia, które mieli skończyć lub też czuli się w nowym otoczeniu źle i tęsknota była silniejsza od wszystkiego. Są też wieczni tułacze, którzy w poszukiwaniu pracy, domu, miłości przenoszą się z miejsca na miejsce i nie mogą oswoić się z myślą, że mieliby wrócić do ojczyzny. Takim najtrudniejszym pierwszym krokiem jest dla emigranta z pewnością pierwszy wyjazd. Często jednak, ten pierwszy krok jest początkiem długiej podróży, bez miejsca docelowego. Tacy „wieczni emigranci" opowiedzieli nam o swoich doświadczeniach. Ich historie są bardzo różne. To, co łączy naszych bohaterów, to Wiedeń. Wszyscy, po wielu zmianach miejsc zamieszkania, podróżach, perypetiach i przeprowadzkach wylądowali w ostateczności w stolicy Austrii. Nam opowiedzieli dlaczego i jak tu trafili.

Grzegorz: Austria, Dania, Grecja
Pan Grzegorz, który obecnie ma 63 lata mówi o sobie: - Większość życia jestem na emigracji. Pracowałem przez pięć lat w Niemczech, półtora roku w Danii i półtora roku w Grecji. Teraz przyjechałem do Austrii. Powody jego wyjazdów z kraju były różne, czasem zarobkowe, czasem miłosne. Pierwszym krajem, do którego udał się pan Grzegorz była Austria. Wtedy jednak nie przypuszczał, że jeszcze kilkakrotnie zmieni kraj zamieszkania a w efekcie końcowym powróci po latach właśnie do Wiednia. - Mam w Wiedniu dwóch braci i siostrę. 29 lat temu przyjechaliśmy tu szukać pracy. Bracia zostali tutaj. Ja wtedy miałem małe dzieci i nie chciałem ich opuszczać. Wróciłem, więc do Polski. Kiedy wykształciłem dzieci znów wyjechałem, tym razem do Danii. Pracowałem tam przez półtora roku, bardzo dobrze tam zarabiałem, byłem nawet starszym rzemieślnikiem. Pracowałem w firmie budowlanej i miałem18 euro na godzinę. Warunki tam były super. Niby wszystko było tam strasznie drogie, ale można też było dużo zarobić. Grzegorz musiał jednak opuścić swoje duńskie Eldorado i z powodów zdrowotnych wrócił do Polski. Przeszedł poważną operację ucha, po której chciał jak najszybciej wrócić do pracy. Stan zdrowia nie pozwolił mu jednak na szybki powrót do Danii. W Polsce musiał pozostać w szpitalu na dwa miesiące. Jego plany pokrzyżował nie tylko stan zdrowia. Akurat w tym czasie nastąpił w Europie kryzys. Do Danii nie było, po co wracać. - Straciłem pracę w Danii, ale miałem odłożone pieniądze, więc wybudowałem sobie w Polsce sklep. Miałem ten sklep przez kilka lat. Potem zaczęły się rozrastać w Polsce hipermarkety, więc pomyślałem, że znowu wyemigruję. Choć wszystko wskazywało na wyjazd typowo zarobkowy, to jednak życie po raz kolejny zadecydowało inaczej. Grzegorz wspomina to tak: - Przez Internet poznałem Polkę mieszkającą w Grecji. No i ona mnie zaprosiła do siebie. Pojechałem, więc do niej. Był to kurort na jednej z wysp. Moja przyjaciółka pracowała tam w restauracji i w hotelu. Od razu zamieszkaliśmy ze sobą. Po jakimś czasie znajomi pomogli mi załatwić pracę w hotelu. Zarobki, co prawda nie były duże, ale tam wszystko było tańsze. Dwupokojowe mieszkanie w kurorcie kosztowało 180 euro. Grecka idylla też okazała się niewypałem. Z przyjaciółką nie ułożyło się tak, jak miało a Grzegorza dogonił kolejny, europejski kryzys. - Kiedy zaczął się kryzys, przedsiębiorcy zaczęli być niewypłacalni. Z początku jakoś to funkcjonowało, ale po paru miesiącach przestali wypłacać pensję. Zaczęło brakować na życie, na opłaty. Kryzys odbijał się na turystyce. Polacy zaczęli masowo wyjeżdżać z Grecji. Po 29 latach los zagnał Grzegorza po raz kolejny do Wiednia, w którym obecnie mieszka. - W Grecji nie ma już szans. Stamtąd wszyscy uciekają, bo nie mają pracy. W Wiedniu jest praca, ale dla młodych. W moim przypadku problemem jest mój wiek. Ja nie mam dużych wymagań, ale jakoś trzeba żyć. A czy myślał o kolejnym powrocie do kraju? - W Polsce nie ma żadnych perspektyw, szczególnie dla starszych osób.

Współcześni tułacze, nomadowie Europy, którzy mimo porażek, podnoszą się i podejmują kolejne wyzwaniefot. Perrush

Kazimierz: NRD, Anglia, Austria
Pan Kazimierz, który ma obecnie 58 lat, swoją historię emigracyjną rozpoczął ponad 30 lat temu. Jego droga życia prowadzi od DDR-u poprzez Berlin Zachodni, Wiedeń do Londynu. O powodach pierwszego wyjazdu opowiada tak: - Pierwszy raz za granicę wyjechałem w roku 1976 do NRD. A dlaczego? Zawsze jest ten sam powód. Z Polski ludzie wyjeżdżają dla pieniędzy. Wtedy w NRD zarabiało się minimum dwa razy tyle, co w Polsce. Później wróciłem do kraju, pracowałem w Polsce. Jednak Kazimierz nie potrafił już usiedzieć na miejscu i w głowie snuł plany na kolejne wojaże. - Starałem się o paszport. Na szczęście go dostałem! Wyjechałem do Berlina Zachodniego i mieszkałem tam 10 lat. Tym czasem zmieniła się sytuacja polityczna w Polsce. Kazimierz, tak jak Grzegorz, postanowił dać sobie jeszcze jedną szansę na życie w ojczyźnie. - Do Polski wróciłem dokładnie w dniu zjednoczenia Niemiec. Wróciłem m.in. ze względów osobistych z nadzieją, że coś się w tym naszym kraju zmieniło, że będzie normalnie. Okazało się, że wcale normalnie nie jest. W Polsce byłem niecałe 3 lata i znów wyjechałem. Do Wiednia. Wtedy na czarno. Kazimierz, pomimo wielu rozczarowań, ciągle myślał o powrocie do kraju. Gdy zarobił w Austrii taką sumę, aby móc wystartować z własnym biznesem, znów powrócił w rodzinne strony. - Okres w Polsce był dość dobry. Założyłem firmę. Za wykonaną pracę dostawałem pieniądze. Potem się tak podziało, że przestano płacić. To mnie wygoniło z kraju, podobnie jak mentalność Polaków. Miałem dobrą znajomą w Londynie, która przysłała mi zaproszenie. Dlaczego wtedy wybrałem Anglię? Tam można było dosyć szybko załatwić sobie legalną pracę. Pomimo świetnych warunków pracy i legalnemu zatrudnieniu, życiem Kazimierza pokierował los, który dotknął wielu mieszkańców Europy: kryzys. - Do momentu, kiedy przyszedł kryzys nie było problemu z pracą. O pracę było łatwo i zarabiało się dobre pieniądze. Gdy nastał kryzys, wszystko się zmieniło. Z firmy zostałem zwolniony. Od tamtej pory nie znalazłem już pracy na stałe. W Londynie mieszkałem z rodziną. Wziąłem jakiś kredyt, coś na raty. Wszystkie pieniądze, całe oszczędności się rozeszły. Córka studiuje w Anglii i muszę mieć pieniądze, żeby mogła te studia kontynuować. Nie są to bardzo wysokie koszty, ale potrzeba pieniędzy na opłacenie mieszkania i wyżywienia. Wziąłem sprawę w swoje ręce. Wyszukałem adresy firm budowlanych w Wiedniu i po szóstym telefonie dostałem pracę. Rozmawiałem z szefową i powiedziała żebym przyjechał. Pracuję więc w Austrii jako pracownik z pełnymi prawami. Miesięcznie zarobię tutaj mniej niż w Anglii, ale przynajmniej będę miał pewność, że będę miał pieniądze na edukację mojej córki, że nie będę miał np. miesięcznej przerwy w pracy i nie zacznę mieć znowu kłopotów finansowych. W Anglii ciężko o stabilizację. Co jest najważniejsze, gdy chce się wyjechać? Kazimierz każdemu radzi najpierw nauczyć się języka danego kraju. - O pracę, gdy nie zna się języka jest trudniej. Polak będzie zmuszony pracować u swojego rodaka, który zazwyczaj będzie go wykorzystywał. Nie znając języka będzie, jako fachowiec zarabiać stawkę pomocnika. O tym jak ważna jest znajomość języków niech świadczy opowieść Kazimierza o tym, jak niemiecki uratował Kazimierzowi skórę, gdy pracował nielegalnie na budowie w Austrii. - Pracowałem na czarno obawiając się kontroli. Najśmieszniejsze, że taka kontrola mnie spotkała, ale nie zapytano mnie nwet o dokumenty. Budowaliśmy dom w Baden. Pracowałem z czterema Austriakami i dwoma Jugosłowianami. Gdyby pojawiła się policja miałem uciekać w pobliskie krzaki. Gdy podjechali siedziałem sobie akurat w biurze nad planem, już nie miałem wyjścia. Weszli, przedstawili się. Zapytali ilu jest ludzi na budowie, czy wszyscy mają dokumenty i pozwolenie na pracę. Powiedziałem, że tak. Sprawdzili dokumenty Jugosłowianom, bo Austriaków od razu poznali. Poszli sprawdzić stan techniczny budowy. Nie mieli żadnych zastrzeżeń. Kontrolujący mnie zapytał, skąd właściwie jestem. Jako że mój niemiecki to gwara berlińska, powiedziałem, że jestem z Berlina. To był akurat ten rok, Niemcy mogli być zatrudniani w Austrii, a Polacy jeszcze nie. Powiedział, że zauważył, że mówię inaczej po niemiecku i zapytał, dlaczego tu przyjechałem. Odpowiedziałem, że zaproponowano mi tu dobrą pracę. Podziękowałem, a oni pojechali. Gdyby Kazimierz nie znał niemieckiego, jego historia potoczyłaby się inaczej...

Barbara: Anglia, Austria
Barbara, lat 26 przyznaje, że w jej przypadku brak znajomości języka niemieckiego nieco skomplikował jej życie. Początkowo wyjechała do Austrii, ale nie mogła podjąć żadnej sensownej pracy, nie była też przez nikogo zatrudniona legalnie. Ze względu na otwarcie przez Anglię rynku pracy dla Polaków, postanowiła opuścić Austrię i udała się do Londynu. Po kilku latach zrozumiała, że popełniła wielki błąd. Teraz znowu mieszka w Wiedniu i ciężko pracuje z nadzieją na sprowadzenie tu swojej rodziny. Barbara tak opowiada o swoich początkach: - Wyjechałam do Austrii. Na początku zajmowałam się 2-letnim dzieckiem. Potem pracowałam w kuchni. Nie próbowałam szukać innej pracy, bo nie znałam języka. Pracowałam tak przez rok. To była nielegalna praca, a mi zależało na tym, żeby mieć ubezpieczenie. Zadzwoniłam do koleżanki, która mieszkała w Londynie, zapytałam czy mnie przenocuje przez kilka nocy i zdecydowałam, że wyjadę do Anglii. W Wielkiej Brytanii rynek pracy dla Polaków był już wtedy otwarty. Z perspektywy czasu widzę, że źle zrobiłam. Nie wiedziałam jak tam jest, inaczej to sobie wszystko wyobrażałam. Ale dorosłam. Wyciągnęłam na pewno jakieś doświadczenia z pobytu w Anglii. Doceniłam to, jak jest w Austrii. Najbardziej przytłaczające był dla Barbary styl życia w Londynie oraz różnice kulturowe, których się nie spodziewała. - W Londynie jest bardzo dużo muzułmanów, hindusów, czarnoskórych. Znalazłam pracę w restauracji, gdzie pracowało bardzo dużo osób, różnych narodowości. Różnice były bardzo duże, zachowania też były różne. To nie dla mnie, nie mogłam się przyzwyczaić. Choć w Londynie zarabia się więcej, to koszty utrzymania w Anglii są wyższe. Mieszkania są zdecydowanie droższe niż w Wiedniu. Barbara przyznaje, że w Londynie jest o wiele łatwiej o znalezienie pracy. W Wiedniu początki są trudniejsze. Mimo to Barbara zdecydowała się na kolejną przeprowadzkę do Wiednia. Bardzo długo szukała zatrudnienia i nawet bała się, że się nie utrzyma. Jak sama twierdzi, było to bardzo „dołujące". Barbarze udało się jednak po raz kolejny zacząć w Austrii wszystko od nowa.

- Powysyłałam CV do hoteli na ewentualnie jakieś sprzątanie. Dodatkowo sama chodziłam i pytałam. Tak trafiłam do restauracji, w której pracuję". Barbara patrzy w przyszłość z optymizmem, chce zostać w Austrii, bo jak sama mówi, wie jak tu jest. Jej marzeniem jest ściągnięcie męża, który nadal pracuje w Anglii oraz córeczki, którą obecnie zajmują się dziadkowie w Polsce. O powrocie do ojczyzny na stałe nie ma mowy. Basia otwarcie mówi: - Do Polski nie chcę wracać.

fot.© Kitty

Monika: Hiszpania, Austria
Monika, która ma obecnie 30 lat, jest przykładem nowej emigracji, którą można nazwać edukacyjną. W Polsce studiowała iberystykę. Odkąd pamięta, interesowała ją Hiszpania, jej język i kultura. Była to fascynacja tak silna, że wpłynęła na wybór studiów. Na czwartym roku studiów dostała stypendium na roczny wyjazd do Walencji. Miała głowę pełną pomysłów i plan na życie. Okazało się, że pewnych rzeczy nie można zaplanować. - Dostawałam skromne stypendium, ale na miejscu od razu złapałam „fuchę", jako kelnerka. Plan Moniki był taki, żeby wrócić do Polski, napisać pracę magisterską, obronić ją i jak najprędzej wyjechać na stałe z ojczyzny i zamieszkać w wymarzonej Hiszpanii. Życie podesłało jej niespodziankę. -W barze, w którym pracowałam, zaczął pojawiać się młody mężczyzna, który bardzo zwracał na mnie uwagę. Mnie też wpadł w oko. Nie powiem, żeby to była miłość od pierwszego spojrzenia, ale zaiskrzyło od razu! Gdy się dowiedziałam, że to Austriak na kilkumiesięcznej delegacji, ręce mi opadły. Przecież nie będę się wiązać z kimś, kto mieszka w zupełnie innej części Europy. Poza tym, jaką przyszłość miał nasz związek? Nie znałam nawet niemieckiego. Jednak zauroczony Austriak nie dawał za wygraną. - Peter nie dawał mi spokoju, telefonował, pisał, przyjeżdżał do Polski. Czasem obiecywałam sobie, że na drugi dzień zadzwonię i z nim zerwę. Gdy rano sprawdzałam e-maile, to w skrzynce czekały na mnie listy miłosne pisane przez niego w nocy. W końcu po obronie pracy magisterskiej postanowiłam dać szansę naszemu związkowi. Pojechałam do Wiednia na dwa miesiące wakacji. Po wakacjach wróciłam do Polski już tylko po to, aby spakować swoje rzeczy. Teraz jestem w Austrii już 5 lat. Nadal jesteśmy razem i planujemy ślub. Życie Moniki może się wydawać proste, ale jej też nie ominęły problemy młodej emigrantki. Początkowo we znaki dał jej się brak znajomości języka niemieckiego. Pomimo ukończenia studiów, musiała podjąć pracę opiekunki do dzieci i sprzątaczki. Austriacka mentalność, brak otwartości i serdeczności też nie pomogły w zaaklimatyzowaniu się. Monika zaczęła tęsknić za rodziną. - Czułam, że jestem sama jak palec, nie znałam nikogo, a Peter wracał późno wieczorem z pracy. Postanowiłam jak najszybciej nauczyć się niemieckiego, aby móc pracować, poznać ludzi. Tu w Austrii było mi psychicznie bardzo ciężko, w Hiszpanii już po tygodniu miałam grupkę znajomych. W Austrii dopiero po kilku latach czułam się zintegrowana. Monika nie narzeka jednak na austriacką mentalność bo wie, że sama wybrała sobie ten kraj. Może nie był to całkowicie samodzielny wybór, ale gdy podjęła decyzję o wspólnym życiu z ukochanym, postanowiła nie narzekać na los. - Ja też zaczynałam od opieki nad dziećmi i sprzątań, co dla kogoś po studiach nie jest wielkim marzeniem. Trzeba zacisnąć zęby, a dumę schować do kieszeni. Kluczem do sukcesu okazała się nauka niemieckiego. - W porównaniu do hiszpańskiego, niemiecki jest bardzo, bardzo trudnym językiem! W pewnym momencie myślałam, że się poddam i będę do końca życia mówić po angielsku. Dzięki językowi wyszła z „dołka". - Gdy się zna język można podjąć „lepsze" prace, a wtedy Austria staje się bardzo fajnym krajem do życia. W pracy poznałam nowych ludzi. System pracy biurowej też okazał się zaskakująco przyjemny. Austriacy są tak leniwi, że sami nie wyciskają z ciebie ostatnich soków. Nie tak jak to bywa w Polsce. W Austrii jak już się ma posadę w biurze, to nie ma się o co martwić. Nikt się nie spieszy, nikogo nic nie goni. To już nie chodzi tylko o zarobki, które są wyższe niż w Polsce, to jest taki komfort psychiczny, z którego trudno jest zrezygnować.

Emigracja istniała zawsze. Jest jednak fenomenem, który zawsze fascynuje. Szczególnie w przypadku „seryjnych emigrantów". Dla wielu osób opuszczenie ojczyzny w innym celu niż urlop wydaje się niemożliwe! Kto chciałby dobrowolnie udać się w nieznane, bez pewności, że plan się powiedzie? Kto mimo porażki w jednym kraju, nie rozpakowując walizki udałby się w kolejną podróż bez gwarancji na sukces? To współcześni tułacze, nomadowie Europy, którzy mimo porażek, podnoszą się i podejmują kolejne wyzwanie. Dla nich miejsce zamieszkania jest sprawą drugorzędną. Poradzili sobie w różnych miejscach i sytuacjach. Poradzą sobie wszędzie.

Barbara Bartusiak, Magdalena Chrukin, Magdalena Marszałkowska

Polonika nr 205, luty 2012

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…