Z muzyką w sercu

Oficjalnie jako trio występujemy od maja 2018 roku. Fot.©Sofija Palurovic

Z muzyką w sercu

Zapraszamy na spotkanie z muzykami Zuzanną Budzyńską i Szymonem Ogryzkiem – założycielami zespołu Cuore Piano Trio i jedynymi Polakami, którzy od trzech sezonów prowadzą własny cykl koncertów w Wiedeńskim Towarzystwie Muzycznym – Musikverein Wien.

Kiedy i w jakich okolicznościach powstało Cuore Piano Trio?

Szymon Ogryzek: Początki trio sięgają semestru zimowego 2017 roku na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Pierwotnie miał być to projekt na jeden koncert Katedry Kameralistyki Fortepianowej. Wybór repertuaru był na tyle trafny, że po koncercie dostaliśmy ofertę kolejnych występów, a ostatecznie skończyło się na wyjeździe na zagraniczny festiwal. Tam to zaczęła kiełkować myśl o założeniu trio. Od razu też pojawiła się jego nazwa.

Zuzanna Budzyńska: Oficjalnie jako trio koncertujemy od maja 2018 roku. Tak naprawdę ze studenckiego zespołu na jeden semestr, założonego właściwie tylko na zaliczenie jednego przedmiotu w sesji jesiennej 2017 roku, zrodziło się trio, jakie znamy dzisiaj. Wówczas nam, dwudziestolatkom, w głowie się nie mieściło, że można w tym wieku prowadzić profesjonalny zespół muzyczny.

Cuore Piano Trio regularnie koncertuje w Musikverein Wien
fot. Alex Michel

Proszę opowiedzieć o drodze muzycznej każdego z członków trio. Czy wszyscy urodzili się w Polsce i tam rozpoczęli edukację muzyczną?

Z.B.: Urodziłam się w Radzyniu Podlaskim, gdzie rozpoczęłam naukę w szkole muzycznej, kontynuowałam ją w Lublinie, następnie w Warszawie, aż po tamtejszy uniwersytet muzyczny. W sumie dwie dekady nieustannej edukacji muzycznej. W rodzinie o tradycjach lekarskich jako jedyna zapragnęłam grać na instrumencie muzycznym, i to od razu na… saksofonie.

Na egzaminach wstępnych do szkoły muzycznej okazało się, że saksofon jest większy ode mnie, ale ponieważ bez żadnego przygotowania poradziłam sobie z innymi zadaniami na poziomie drugiej klasy szkoły I stopnia, zaproponowano mi naukę gry na skrzypcach. Moja nauczycielka była młoda, fascynująca i stanowiła idealne uosobienie całego piękna muzyki. To ona rozbudziła we mnie miłość do muzyki, a miałam przywilej uczyć się pod jej okiem jedynie cztery lata, gdyż zmarła w wieku zaledwie 39 lat.

Wiąże się z nią wzruszająca historia: otóż jednym z jej ostatnich życzeń było, abym otrzymała jej skrzypce. Wręczyli mi je pewnego dnia jej mąż i dwie córki. Po otworzeniu futerału zauważyłam wsuniętą pod struny złotą kopertę, zawierającą jej zdjęcie z zapisanymi na odwrocie odręcznie słowami: „Niech dusza tego instrumentu ukoi Twój smutek i żal, a moja dusza doda Ci odwagi i sił zawsze, kiedy zapragniesz”. To bez wątpienia dzięki niej ja, wówczas 11-latka, kontynuowałam naukę gry na skrzypcach.

Pierwszą wiolonczelistką trio była Jadwiga Roguska, moja przyjaciółka ze szkolnej ławki. Przez kilka miesięcy graliśmy również z Antonim Orłowskim, obecnie prowadzącym grupy wiolonczel orkiestry Grazer Philharmoniker, natomiast w tym momencie możemy już oficjalnie ogłosić, że rozpoczynamy współpracę z wybitną niemiecką wiolonczelistką Juliet Wolff. Juliet uczyła się w londyńskiej Yehudi Menuhin School, nowojorskiej Juilliard School, a obecnie kończy studia na berlińskiej Hochschule für Musik Hanns Eisler w klasie światowej sławy wiolonczelisty Claudio Bohórqueza – członka Scharoun Ensemble założonego przez muzyków orkiestry Berliner Philharmoniker.

Sz.O.: Pochodzę z Rudy Śląskiej, choć urodziłem się w Mikołowie. Edukację muzyczną podjąłem w wieku 7 lat, zatem przy instrumencie spędziłem już 22 lata. Moja mama była najpierw pianistką, a potem studiowała wychowanie muzyczne. Stąd w domu zawsze był fortepian, dlatego wybór instrumentu był dla mnie oczywisty. Mój tata jest miłośnikiem muzyki, śpiewał w zespole wokalnym, amatorsko gra na gitarze. Mój dziadek jest trębaczem amatorem. Muzyka była naturalnym towarzyszem mojego dzieciństwa.

U mnie poszło wszystko bardzo prosto. Zacząłem w popołudniowej szkole muzycznej pierwszego stopnia w Chorzowie, potem w Katowicach w szkołach muzycznych I i II stopnia.Wtedy byłem już pewny tego, że chcę grać na fortepianie. Po maturze pomyślnie zdałem egzaminy wstępne do uczelni muzycznych w Katowicach i Warszawie, więc mogłem dokonać wyboru. Studia rozpocząłem w stolicy, gdzie na drugim roku poznałem Zuzię, a następnie Jadzię.

Zuzanna Budzyńska i Szymon Ogryzek prywatnie są małżeństwem. Bądźmy przez chwilę romantyczni i posłuchajmy, jak Państwo się poznali i czy równocześnie poczuli, że są dla siebie stworzeni nie tylko w życiu, ale i w pracy.

Z.B.: Z nami było odwrotnie: poznaliśmy się przez pracę, a dopiero potem przyszło życie we dwoje.  My nie znaliśmy się nigdy wcześniej inaczej, jak w pracy, zatem jeśli kłócimy się w pracy, na próbach, to w domu już nie ma takiej potrzeby lub nie są to sprawy dużego kalibru.

Jako studentka pierwszego roku otrzymałam propozycję od profesora Andrzeja Gębskiego, by zgłosić się na stypendium banku Société Générale. Zostały zaledwie trzy dni na opracowanie projektu, a zwycięzca w nagrodę miał nagrać debiutancki album. W tamtym czasie w Warszawie żyłam już od sześciu lat i obracałam się w środowisku profesorów i muzyków, jednak nie poznałam jeszcze osoby, z którą wyobrażałabym sobie współpracę w postaci nagrania płyty. A do znalezienia pianisty i skompletowania wniosku została godzina.

Udałam się więc do profesor Krystyny Makowskiej-Ławrynowicz, po pomoc w znalezieniu pianisty. Była akurat w trakcie lekcji z Szymonem. Sięgnęła po telefon w poszukiwaniu numeru telefonu jednego z doktorantów. Długo szukała, lecz bezskutecznie, w końcu podniosła głowę, spojrzała na swojego ucznia i zwróciła się do mnie: „A wiesz co, on nieźle gra i szybko się uczy. Szymon, czy nie chciałbyś nagrać płyty z Zuzią?” Po miesiącu okazało się, że wygraliśmy stypendium. Od lutego do sierpnia ćwiczyliśmy wspólnie, uczestniczyliśmy w konkursach i koncertach. Po paru miesiącach wszystko inne się splotło tak, że zostaliśmy parą.

Sz.O.: Okazuje się, że znalazłaś męża w pół godziny (śmiech). Z mojej perspektywy było to bardziej stresujące, gdyż przyjechałem z Katowic do Warszawy, nie znając tu nikogo. Zuzia była już ze środowiskiem doskonale zaznajomiona, a ja byłem człowiekiem znikąd. Pod koniec pierwszego semestru drugiego roku studiów podczas standardowej lekcji kameralistyki fortepianowej do sali zajrzała Zuzia i naraz zostałem przez panią profesor zaskoczony propozycją nagrania płyty. Sytuacja była kompletnie surrealistyczna, pamiętam tylko, jak bardzo trzęsły mi się ręce, gdy próbowałem wprowadzić numer Zuzi do mojej komórki. Stosunkowo szybko zgraliśmy się, wystarczyły dwie sesje zapoznawcze. Było tak, jak pani profesor powiedziała: „Szybko się uczy”.

Po pierwszej próbie, aby się bliżej poznać, zaprosiłem Zuzię do uniwersyteckiej kafejki na kawę i ciastko. Wybór ciast był stosunkowo duży, spytałem, które by chciała. Odpowiedziała: „Zaskocz mnie”. Wiedziałem od tego momentu, że mam przed sobą nadzwyczajną osobę z charakterem. I tak zaczęła się nasza wspólna droga, we wrześniu tego roku będziemy obchodzić trzecią rocznicę ślubu.

W jakich okolicznościach Cuore Piano Trio przeniosło się do Wiednia? To chyba odważna decyzja zamieszkania w najbardziej muzycznej stolicy Europy, w której konkurencja jest ogromna.

Z.B.: Studiować w Wiedniu chciałam już jako jedenastolatka, kiedy to w 2008 roku na kursie muzycznym w Łańcucie poznałam profesora Edwarda Zienkowskiego, wykładającego na Uniwersytecie Muzyki i Sztuk Scenicznych w Wiedniu. Dopiero 9 lat później odważyłam się go spytać, czy miałby dla mnie miejsce w swojej klasie. Zachęcił mnie do zgłoszenia się do programu Erasmus. Namówiłam też Szymona do złożenia wniosku i wkrótce razem przyjechaliśmy do Wiednia. Działalność trio miała teraz charakter zdalny, ale po roku i Jadzia dołączyła do nas w ramach Erasmusa. Zapragnęliśmy z Szymonem pozostać w tym mieście na dłużej i mieć, jak studenci stacjonarni, większy dostęp do profesorów oraz ciekawych zajęć. Przystąpiliśmy zatem do egzaminów wstępnych na studia dzienne. Musieliśmy przy tym pokonać barierę językową.

Sz.O.: Dla mnie decyzja ta była tym bardziej przerażająca, że zaledwie poznawszy środowisko warszawskie, miałem oto rzucić się na głęboką wodę Dunaju, nie mając pojęcia o niczym i nie znając nawet profesora Zienkowskiego. Jednak miałem w sobie tę młodzieńczą bezczelność, by „z plecakiem udać się w dal” (śmiech). Z perspektywy czasu zachęcam młodych ludzi do podejmowania wyzwań i odważnego wskoczenia na głębszą wodę, co ma szczególne znaczenie w zawodzie muzyka. Studiowanie za granicą pomaga w interpretacji muzyki kompozytorów chociażby austriackich czy niemieckich m.in. poprzez poznanie melodii języka i dialektów, gdyż bardzo ważnym elementem kompozycji klasycznych były charakterystyczne elementy danego języka. Znajomość akcentacji frazy językowej pomaga utworzyć frazę w utworze. Wyłącznie teoretyczna nauka języka nie da tej dodatkowej umiejętności.

Muzyka polska — zwłaszcza twórcy mniej znani — od zawsze jest nam bardzo bliska…Fot. Magda Mewal

Trio osiągnęło niezaprzeczalny sukces, gdyż zagościło na stałe na muzycznej scenie Wiednia. Od 2022 roku koncertuje regularnie w sali Brahmsa Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego – Musikverein Wien, daje koncerty na festiwalach również poza Wiedniem, uczestniczy w licznych konkursach muzycznych w stolicy i innych miastach. Czemu zawdzięczają Państwo ten sukces?

Sz.O.: Ciężkiej i wytrwałej pracy w celu nieustannego podnoszenia poziomu artystycznego oraz podejmowaniu decyzji umożliwiających ten nieustanny rozwój. Nigdy nie poddawaliśmy się, lecz staraliśmy się sprytnie i inteligentnie pokonywać napotkane po drodze trudności. Nie idziemy z prądem, lecz świadomie dokonujemy wyboru niestandardowego repertuaru, jak np. zapomniane utwory muzyki polskiej.

Z.B.: Doceniamy to, że robimy rzeczy, jakie wcześniej nam przez myśl nie przechodziły. Prowadzenie własnego cyklu koncertów w Musikverein to bez wątpienia coś, o czym trudno marzyć jako dwudziestoparolatek. Ważne jest jednak nie osiąść na laurach, lecz traktować każde osiągnięcie jako kolejny stopień na schodach w górę.

Do działalności dodać należy liczne tournée zagraniczne, w tym w Polsce. Proszę wymienić sceny, na jakich trio koncertowało. Jak wygląda kalendarz na rok 2025?

Z.B.: Niewątpliwie kamieniem milowym były koncerty z cyklu „Souvenir” w Brahms-Saal Musikverein Wien. Z kolei w przyszłym sezonie występujemy w Musikverein 14 razy: podczas cyklu „Souvenir”, „High Class I” oraz „Agathes Wunderkoffer”, zarówno w trio, jak i w duecie.

Równie ważne były koncerty w Kanadzie, gdzie byliśmy dwukrotnie: raz na festiwalu PRISMA w Powell River, a następnie podczas własnej trasy, promującej nasz debiutancki album triowy „Never Twice the Same”. W tym roku koncertować będziemy w Waterloo, niedaleko Toronto.

W Polsce byliśmy laureatami pierwszej edycji Sceny Muzyki Polskiej, programu Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca. Dzięki temu mogliśmy dać recital w trzech filharmoniach: Świętokrzyskiej w Kielcach, Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie i w Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej w Warszawie, gdzie naszym koncertem zainaugurowaliśmy pierwszy cykl koncertów organizowanych w ramach tego programu. W Filharmonii Narodowej wystąpiliśmy ponownie w 2022 roku, wykonując drugie trio Johannesa Brahmsa. Wyjątkowy był też dla nas występ w finale jednego z konsursów w Finlandii w 2023 roku.

Muzykę jakich twórców najchętniej Państwo grają?

Sz.O.: Chętnie gramy wszystko i wszystkich, lecz patrząc na przebieg naszej kariery, muzyka polska – a zwłaszcza utwory i twórcy mniej znani – od zawsze jest nam bardzo bliska. Po przyjeździe do Wiednia okazało się, że ten repertuar bardzo podoba się również zagranicznej publiczności.

Z.B.: Tak było w przypadku choćby bardzo energetycznego Trio Artura Malawskiego, nauczyciela Krzysztofa Pendereckiego. Z kolei na naszej płycie „Polonaises”, nagrywanej jeszcze jako duet, znalazło się siedem najpiękniejszych polonezów na skrzypce i fortepian autorstwa Wieniawskiego, Młynarskiego, Chopina i Lipińskiego. Ten ostatni jest mi szczególnie bliski, gdyż pochodził z mojej rodzinnej miejscowości, ale też przebywał i tworzył w Wiedniu.

Z kolei debiutancka płyta trio jest pokłosiem grania nieznanych kompozycji, ale nie tylko polskich. Znalazła się na niej Rapsodia op. 33 Ludomira Różyckiego, Trio Germaine Tailleferre, jedynej przedstawionej na płycie kompozytorki, a także utwór Paula Schoenfielda, amerykańskiego twórcy żydowskiego pochodzenia, którego crossoverowy utwór „Cafe Music”, jest perełką przełamującą schematy standardowego repertuaru. Są też „Cztery Pory Roku” Astora Piazzolli, teraz już dość popularne, ale w nowym opracowaniu na trio fortepianowe, wzbogaconym o nasze improwizacje.

Szczególne miejsce w Państwa sercu zajmuje promocja muzyki polskiej. Jak jest realizowana?

Sz.O.: Na horyzoncie mamy jedną publikację, którą realizujemy w ramach działalności założonej przez nas w Polsce Fundacji Il Cuore Dell’Arte, której celem jest m.in. promocja muzyki polskiej za granicą oraz promocja młodych zagranicznych artystów w Polsce i na świecie. Z programu MKiDN „Muzyczny Ślad” 2025 otrzymaliśmy dofinansowanie na nagranie albumu dwupłytowego z twórczością kameralną Romualda Twardowskiego, którego znaliśmy osobiście, a który niestety zmarł w 2024 roku w wieku 94 lat. Na pierwszej płycie znajdą się utwory na skrzypce i fortepian, a drugą wypełni mieszanka składów kameralnych od duetu do trio. Do współpracy w ramach niniejszego projektu zaprosiliśmy polskich muzyków tak jak my związanych z Wiedniem: Wiktorię Borkowską, Weronikę Strugałę oraz Michalinę Matias. Jako fundacja współorganizujemy również koncerty w Europie i Ameryce Północnej, często w kooperacji z polskimi instytucjami. Od czterech lat fundacja współpracuje z Województwem Lubelskim, które często jest patronem organizowanych przez nas wydarzeń w ramach programu „Lubelskie – Smakuj życie!”.

Z.B.: A skoro o tym mowa, w tym roku w kilku miejscowościach województwa lubelskiego odbędzie się pierwsza edycja naszego autorskiego festiwalu Frieman International Summer Music Festival. Zagramy jako duet, ale na scenie pojawią się też inni muzycy z Wiednia. Celem jest, by ta piękna muzyka rozbrzmiała w mniejszych miejscowościach, które niejednokrotnie posiadają przepiękne architektonicznie obiekty, takie jak chociażby kościoły z doskonałymi organami. Jako fundacja organizujemy także cykl koncertów w Bank Austria Salon. Staramy się zatem importować zagraniczne wpływy do Polski, zwłaszcza do małych miejscowości, oraz eksportować polską muzykę do wielu krajów Europy i Ameryki. Mamy w planach z większym rozmachem prowadzić działalność trio i poprzez fundację promować muzykę klasyczną w Europie, wciąż najchętniej z centrum życia i aktywności w Wiedniu.

Rozmawiała Anita Sochacka, Polonika nr 309, lipiec/sierpień 2025.

BIEŻĄCY NUMER

PRZEGLĄD IMPREZ

Nasz Wiedeń

Deutschsprachige Texte

So sind wir

POGODA w WIEDNIU