Rowerem zwiedzamy Austrię

Zwiedzajcie z nami Austrię rowerem! Fot. archwiwum prywatne

Rowerem zwiedzamy Austrię

W Wiedniu wsiadają do pociągu z rowerami, wysiadają kilkadziesiąt kilometrów dalej i ruszają przed siebie. Po drodze są zamki, winnice, pikniki i odkrywanie mniej znanych zakątków Austrii. Tak od ponad dziesięciu lat wyglądają wycieczki organizowane przez Ewę Pająk. O tym, jak zrodziła się ta inicjatywa, jak z wycieczek narodziła się zgrana grupa i dlaczego uczestnicy chętnie wracają na kolejne wyprawy, rozmawiamy z Ewą Pająk.

Jedna z wielu wypraw. Fot. archiwum prywatne

Wiele osób zna Panią jako osobę, która zaprasza Polonię wiedeńską na wspólne wyprawy rowerowe i piesze. Skąd wziął się pomysł na organizowanie takich spotkań?
– To właściwie wydarzyło się zupełnie spontanicznie. Pewnego dnia kupiłam rower i zaczęłam jeździć ścieżkami nad Dunajem. Początkowo bardzo mi się to podobało, ale po pewnym czasie uznałam, że chcę zobaczyć coś więcej niż tylko okolice Wiednia. Zaczęłam więc wyjeżdżać dalej i odkrywać kolejne miejsca. Pomyślałam wtedy: skoro ja mam z tego tyle radości, to może warto zaprosić innych. Zamieściłam ogłoszenie na Facebooku i okazało się, że chętnych nie brakuje. Tak zaczęła się przygoda, która trwa już ponad dziesięć lat.

Dziś moje wycieczki noszą nazwę „Rowerem zwiedzamy Austrię”, bo właśnie o to w nich chodzi – nie tylko o jazdę, ale przede wszystkim o poznawanie kraju, jego historii, przyrody i ludzi.

Na początku trzymaliśmy się okolic Wiednia, ale z czasem zaczęliśmy jeździć pociągami znacznie dalej. Wysiadamy np. w Retz, Wiener Neustadt, Mistelbach, St. Pölten czy Krems, robimy rundę 50, 60 czy 70 kilometrów i wracamy do Wiednia. Kupujemy bilety zbiorowe ÖBB, co daje nam elastyczność, bo możemy wsiąść w pociąg powrotny na dowolnej stacji.

Czy pamięta Pani pierwsze wspólne wyprawy?
– Nie. I to chyba najlepsza odpowiedź. Wycieczek było już tyle, że czasem uczestnicy wspominają jakieś wydarzenie czy trasę, a ja zastanawiam się: „To wy tam byliście ze mną?” Trudno bowiem zapamiętać poszczególne osoby z każdego wyjazdu.

Największą satysfakcję daje mi jednak to, że wiele osób jest z nami od lat. Dołączają też nowe osoby i bardzo szybko stają się częścią grupy.

Z nami nie można się nudzić! Fot. archiwum prywatne

Co sprawia, że zamiast podróżować tylko dla siebie, postanowiła Pani dzielić się tym z innymi?
– Lubię przygotowywać trasy. To dla mnie niemal osobna pasja. Inspiracji szukam na austriackich portalach turystycznych. Najpierw oglądam zdjęcia, później sprawdzam, gdzie znajduje się dane miejsce, jaka prowadzi tam droga, ile kilometrów liczy trasa, jakie są przewyższenia i czy będzie odpowiednia dla uczestników.

Ale na tym nie kończę. Interesuje mnie historia. Czytam o zamkach, pałacach, dawnych bitwach, legendach, znanych ludziach związanych z danym miejscem. Dzięki temu wycieczki mają też swój temat przewodni. Nie jedziemy tylko po to, żeby przejechać pięćdziesiąt kilometrów. Jedziemy zobaczyć coś ciekawego i dowiedzieć się czegoś nowego. 

Jak wygląda typowy dzień podczas takiej wyprawy?
– Na pewno nie wygląda jak sportowy trening. Oczywiście jedziemy na rowerach, ale równie ważne są postoje. Zatrzymujemy się przy zamkach, pałacach, kościołach, pomnikach czy punktach widokowych. Dowiadujemy się o historii miejsc, które odwiedzamy. Czasem robimy piknik, czasem zatrzymujemy się na obiad w restauracji.

Jest też wesoło. Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy. Zdarzało się nawet, że tańczyliśmy albo robiliśmy wspólne ćwiczenia czy krótką medytację. To są wycieczki dla ludzi, którzy chcą odpocząć od codziennego pośpiechu.

Wieczorem wracamy zmęczeni, ale szczęśliwi. Bardzo lubię obserwować uczestników w pociągu do Wiednia. Są strudzeni, ale uśmiechnięci. Pokazują sobie zdjęcia, wspominają najciekawsze przeżycia i już pytają, dokąd pojedziemy następnym razem.


Wybierzcie się z nami na wyprawę rowerową! Fot. archiwum prywatne

Czy podczas tych wyjazdów rodzą się przyjaźnie?
– Tak, i to chyba najpiękniejsza część tej historii. Ludzie poznają się na rowerach, a później spotykają się także poza wycieczkami. Powstały też przyjaźnie. To pokazuje, że te wycieczki są czymś więcej niż wspólną jazdą. 

Ma Pani za sobą wiele wyjazdów. Czy któryś szczególnie utkwił Pani w pamięci?
– Takich historii jest naprawdę wiele. Jedna z nich wydarzyła się podczas wycieczki w kierunku Payerbach. Wysiedliśmy wcześniej, a w pociągu zostawiłam plecak z dokumentami. Byłam przekonana, że wszystko przepadło. Zadzwoniłam jednak na policję przy stacji końcowej w Payerbach i poprosiłam o pomoc. Policjanci odnaleźli plecak i zabrali go na komisariat. Po przejechaniu zaplanowanych czterdziestu kilometrów odebrałam go osobiście. Wtedy pomyślałam, że policja naprawdę potrafi pomagać.

Bardzo ważną wyprawą była również wycieczka do byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen. Przed polskim pomnikiem złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze i odśpiewaliśmy hymn. Wielu uczestników nigdy wcześniej tam nie było. Cieszę się, że mogli poznać to miejsce i jego historię. Po drodze przepłynęliśmy jeszcze promem przez Dunaj, odwiedziliśmy Enns – jedno z najstarszych miast Austrii – i poznaliśmy wiele ciekawostek historycznych. Takie dni zostają w pamięci.

Ogromnym powodzeniem cieszą się również nasze wyprawy do Wachau na Noc Kupały. Jedziemy pociągiem do Krems, później rowerami do Spitz. Wieczorem całe wzgórza rozświetlają ogniska i pochodnie. Spotykamy się z zaprzyjaźnionymi Austriakami, grillujemy, śpiewamy i podziwiamy niezwykły spektakl świateł. O godzinie trzeciej nad ranem wyruszamy w drogę powrotną do Krems. To nocny rajd rowerowy, dlatego każdy uczestnik musi mieć dodatkowe oświetlenie roweru. Pierwszym porannym pociągiem wracamy do Wiednia. To jedna z tych wycieczek, o które uczestnicy pytają co roku. 

Gdyby miała Pani polecić naszym czytelnikom jedną trasę na wakacyjny dzień, którą by Pani wybrała?
– Bardzo lubię trasy prowadzące przez Wienerwald. Latem biegną w cieniu drzew, wzdłuż potoków, w których można schłodzić nogi. Są piękne krajobrazy, ruiny zamków i wiele ciekawych miejsc.

Szczególnie polecam Piestingtal z legendarnym Türkensturz, a także Tristingtal i Helenental. Zachwyca również Wachau z Dürnstein i Spitz. To miejsca, które można odwiedzać wiele razy i za każdym razem odkrywać coś nowego. Moim ulubionym łatwiejszym celem jest również Laxenburg z pięknym zamkiem położonym na wodzie.

Organizuje Pani również piesze wędrówki.
– Tak, bardzo je lubię. Szczególnie bliski jest mi Sonnwendstein. To nie tylko piękne widoki, ale także niezwykle ciekawa historia tego miejsca. Polecam również Flazerwand z jaskiniami i pięknymi panoramami oraz Sonnschienalm w paśmie Hochschwab. Widoki z tego miejsca naprawdę zapierają dech w piersiach.

Oprócz Austrii podróżuje Pani po całym świecie. Co dają Pani takie podróże?
– Pokazują, jak różnorodny jest świat. Byłam między innymi w Meksyku, Wietnamie, na Tajwanie i ostatnio na Maderze. Każdy z tych wyjazdów czegoś mnie nauczył.

Największe wrażenie zrobił na mnie Meksyk – kultura Azteków i Majów, piramidy, dżungle, wulkany. Przeżyliśmy tam także bardzo niebezpieczną sytuację, kiedy nasz autokar został zatrzymany przez uzbrojonych rebeliantów. Kilka godzin żyliśmy w ogromnym napięciu. Później jeszcze przeżyliśmy niewielkie trzęsienie ziemi. To były emocje, których nigdy nie zapomnę.

Bardzo ciekawa była także Madera. Przygotowałam tam dla naszej grupy program zwiedzania i pieszych wędrówek. Madera nazywana jest wyspą wiecznej wiosny. Duże wrażenie zrobiły na mnie lasy wawrzynowe oraz lewady – charakterystyczne kanały doprowadzające wodę z gór do niżej położonych miejscowości. To niezwykła wyspa, którą naprawdę warto odwiedzić. Zaskoczyło mnie również, jak wiele można tam odnaleźć polskich śladów historycznych.

Jedna z wielu wypraw. Fot. archiwum prywatne

Jak przekonałaby Pani osoby, które twierdzą, że nie mają kondycji albo że takie wyjazdy nie są dla nich?
– Powiedziałabym, żeby spróbowały choć raz. Nasze wycieczki nie są wyścigami. Zawsze podaję stopień trudności trasy. Jedziemy spokojnym tempem, robimy wiele przerw i nikt nikogo nie pogania. W grupie nawet pięćdziesiąt kilometrów mija szybciej, niż można się spodziewać.

Jestem przekonana, że najlepszym lekarstwem na stres są przyroda, ruch i dobrzy ludzie. Wracamy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi. I właśnie to szczęśliwe zmęczenie sprawia, że uczestnicy wracają na kolejne wycieczki. 

Jakie ma Pani plany na najbliższe miesiące?
– Pomysłów nigdy mi nie brakuje. Przygotowuję już trasę prowadzącą przez pola lawendy, a także nową wyprawę szlakiem zamków w Weinviertel. Jak zwykle będzie trochę historii, piękne krajobrazy i wiele ciekawych miejsc.

Zapraszam wszystkich do śledzenia moich ogłoszeń na Facebooku – na grupie „Rusz Dupę” oraz na moim profilu. Wystarczy zabrać dobry humor, coś do jedzenia, picia i chęć przeżycia kolejnej przygody. Resztą zajmiemy się już wspólnie.

Rozmawiała Anna Bargiel, Polonika nr 315, lipiec/sierpień 2026

BIEŻĄCY NUMER

PRZEGLĄD IMPREZ

Nasz Wiedeń

Deutschsprachige Texte

So sind wir

POGODA w WIEDNIU