Alfred Freyer – sportowiec, który ocalił rękopis „Pana Tadeusza”
Był jednym z najlepszych polskich biegaczy lat dwudziestych, mistrzem kraju i rekordzistą, którego sportowa kariera zapowiadała się na europejską.
Alfred Freyer zapisał się jednak w historii nie tylko jako wybitny lekkoatleta, lecz także jako bohater – człowiek, który w płonącym dzikowskim zamku oddał życie, ratując bezcenne skarby polskiej kultury, w tym rękopis „Pana Tadeusza”.
Alfred Freyer urodził się na początku XX wieku w Dzikowie jako jedno z pięciorga dzieci Alfreda i Karoliny z Bisanzów. Pół wieku wcześniej ich dziadek został sprowadzony do Polski, do pracy w posiadłości Tarnowskich. Rodzina miała korzenie angielskie, lecz potomstwo dorastało w duchu polskości i przywiązaniu do wartości patriotycznych.
Naukę w tarnobrzeskiej szkole powszechnej Alfred rozpoczął w 1908 r. Po jej ukończeniu, po czterech latach, kontynuował edukację w Szkole Realnej. Dzięki swojemu towarzyskiemu i wesołemu usposobieniu zjednywał sobie rówieśników. Jako młodzieniec uprawiał wiele dyscyplin, wyróżniał się szczególną sprawnością fizyczną, przez co dodatkowo zyskał respekt wśród otoczenia.
Gdy wybuchła wojna z Bolszewicką Rosją Zdzisław hrabia Tarnowski został zobligowany do przekazania swoich koni dla kilkunastu zmobilizowanych z okolicy. Freyer dowiedziawszy się o tym, że ukochane zwierzęta jego ojca mogą być zostawione na pastwę losu, bezzwłocznie postanowił dołączyć do armii jako ochotnik. Do Tarnobrzega powrócił w marcu 1921 r. i znów zatrudnił się w biurze podatkowym. Zaczął też występować w nowoutworzonej drużynie „Dzikovia”.
Do domu, pracy i lokalnej „Dzikovii” powrócił w 1923 r. Drużyna miała dobrą passę, a Freyer ogromną frajdę z gry na boisku. Miał umięśnione nogi i rozbudowaną klatkę piersiową, co znamionowało dużą pojemność płuc.
Przygoda z wyczynowym bieganiem Alfreda Freyera rozpoczęła się od niecodzienego zdarzenia, gdy pewnego dnia założył się ze znajomym o to, że na kilkunastokilometrowym odcinku (Tarnobrzeg-Sandomierz) przegoni bryczkę zaprzężoną przez jednego konia. Wszystkim wydawało się, że zakład przykładnie przegra. Tymczasem okolice obiegła sensacyjna wieść: Freyer nie dość, że był pierwszy to jeszcze dokonał tego z imponującą przewagą… A rok później, gdy w Tarnobrzegu organizowano bieg przełajowy z okazji uchwalenia Konstytucji 3 maja na 1500 m bezapelacyjnie zwyciężył.
Nie było więc możliwości, aby taki talent biegowy dalej (w sensie sportowym) się marnował. Freyer, najpierw w barwach IFC Katowice, a później Polonii Warszawa, zrobił na arenie krajowej niebywałą karierę, na międzynarodowej – niestety już nie zdążył, choć niewątpliwie leżała ona w zasięgu jego możliwości. W 1925 r. był już mistrzem Polski na 5 i 10 km, rok później zdoybł złoty medal w maratonie. Łącznie zdobył 10 medali w mistrzostwach kraju oraz ustanowił 13 rekordów Polski. Kilkukrotnie z powodzeniem startował na zawodach międzynarodowych, odnosząc trzy zwycięstwa w meczach międzypaństwowych. Szwed Thorwald Norling, zatrudniony wówczas na stanowisku trenera objazdowego Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, o najlepszym polskim biegaczu powiedział w następujących słowach: „Nie można określić możliwości tego człowieka – fenomena (…). Już teraz jest pierwszą klasą europejską. Za mało ma jednak rutyny i nie zna tempa. W silnej konkurencji obniżyłby znacznie swe wyniki”.
Niestety wszelkie ambitne plany zawodnika i nadzieje kibiców zostały przekreślone w czasie nocy z 20 na 21 grudnia 1927 r….

O godzinie 2.00 w dzikowskim zamku wybuchł pożar. Zaalarmowani przez służbę mieszkańcy okolicznych zabudowań rzucili się na pomoc. Jednym z nich był powszechnie znany i lubiany przez środowisko sportowe w całym kraju oraz miejscową ludność Alfred Freyer. Ludzie robili wszystko aby uratować zgromadzone w zamku obrazy, srebra, rzeźby i imponujących rozmiarów bibliotekę. Jednym z dzieł, które ocalało dzięki bohaterstwu naszego lekkoatlety, był rękopis „Pana Tadeusza”, zakupiony niedawno przez Zdzisława Tarnowskiego od najstarszego syna naszego wieszcza – Władysława. Tak się złożyło, że ze wszystkich utworów Mickiewicza to właśnie „Pana Tadeusza” Freyer lubił najbardziej. Jak informowała „Gazeta Poranna”: „Freyer ratował przede wszystkiem zbiory muzealne i biblioteczne na I piętrze, nie bacząc na groźne niebezpieczeństwo. Kiedy już było rzeczą jasną, że dalsze wchodzenie do sal I p. grozi niechybną śmiercią, kierujący akcją urzędnicy polecili zaprzestać akcji, jednakże Freyer z okrzykiem: Jeszcze można dużo wyratować skoczył na piętro w towarzystwie kilku studentów szkoły tarnobrzeskiej. W tym samym niemal momencie zawaliła się podłoga II p., gniotąc ośmiu bohaterskich ratowników”.
Ciało lekkoatlety zidentyfikował jego brat Bronisław, ale tylko dzięki rozpoznaniu scyzoryka, który ongiś mu podarował…
Dzięki odwadze i zachowaniu zimnej krwi wielu osób uczestniczących w ratowaniu skarbów, z biblioteki ocalało około 60 % starodruków z inkunabułami (książkami wydanymi do 1500 r. włącznie), większość rękopisów oraz nowszych książek, całe archiwum i wszystkie oryginalne obrazy.
Pogrzeb polskiego sportowca odbył się 23 grudnia 1927 r. Zgodnie z życzeniem rodziny Alfred Freyer pochowany został na cmentarzu w Miechocinie. Dyrektor Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, który kierował polskim sportem w owym czasie, wysłał do rodziców lekkoatlety depeszę o następującym brzmieniu: „Łącznie z całym polskim światem sportowym przesyłam Sz. Państwu wyrazy współczucia z powodu straty ich syna, chluby polskiego sportu i wspaniałego maratończyka, który zginął śmiercią bohaterską przy ratowaniu bezcennych skarbów polskiej kultury narodowej”.
Krzysztof Szujecki: polski historyk sportu, specjalizujący się w dziejach współczesnego ruchu sportowego. Autor książek, m.in. kilkutomowej „Historii Sportu w Polsce” ,”Encyklopedia igrzysk olimpijskich” czy „Życie sportowe w PRL”.