Wiedeńska Polonia górska
O tym, jak wokół pasji do Alp powstała wiedeńska Polonia górska oraz jak góry uczą odpowiedzialności, zaufania i współpracy - wartości, które coraz trudniej odnaleźć w codziennym pośpiechu - opowiada Beata Walaszek, założycielka Polskiego Stowarzyszenia Górskiego Alpen.
Czym zajmuje się założone przez Panią Polskie Stowarzyszenie Górskie Alpen w Wiedniu?
– Jako stowarzyszenie górskie zajmujemy się propagowaniem kultury górskiej. Skupiamy ludzi, którzy lubią wypoczynek w górach, chcieliby zmierzyć się ze swoimi siłami na drogach alpejskich typu via ferrata czy rozpocząć przygodę ze wspinaniem. Prócz tego szkolimy i dajemy pierwszy szlif do tego, aby ludzie umieli poruszać się samodzielnie w górach. Dotyczy to zarówno świadomości związanej z lawinami zimą w górach, jak i chodzenia po lodowcach. Naturalnie prowadzimy też popularną rekreację, taką jak wyjazdy na narty czy spotkania przy ognisku na wiosnę. Wtedy rozpoczynamy sezon wspinaczkowy. W przyjaznej atmosferze, wśród ludzi pasjonujących się górami, można posiedzieć, pogrillować, ale też trochę się powspinać i podpytać o porady. Z kolei we wrześniu, na wynajętej ścianie wspinaczkowej, organizujemy event wspinaczkowy dla dzieci.

W ciągu wieloletniej działalności stowarzyszenia publiczność wiedeńska niejednokrotnie mogła spotkać guru polskiego alpinizmu i himalaizmu. Co to były za postaci i jakie nazwiska pojawią się w tym roku?
– Zawsze w listopadzie organizujemy spotkanie pod nazwą „Górskie opowieści”, na które zapraszamy ludzi ze świata gór i himalaizmu, i to na światowym poziomie. Na otwarcie naszego cyklu gościliśmy Aleksandra Lwowa, autora książki „Zwyciężyć znaczy przeżyć”, swoistej biblii polskiego himalaizmu, zawierającej informacje na temat niemal każdego człowieka gór. Przed dwoma laty gościem specjalnym był Krzysztof Wielicki, którego specjalnie przedstawiać nie trzeba – wybitny himalaista, autor wielu rekordów. W tym roku mieliśmy Piotra Krzyżowskiego, również jednego z czołowych himalaistów, którzy w czasach komercyjnych potrafią jeszcze zdobyć szczyt sportowo.

Wśród gości są także twórcy filmowi, np. Eliza Kubarska, reżyserka wspaniałych filmów górskich, m.in. o Wandzie Rutkiewicz – „Ostatnia wyprawa”. Na spotkania przybywają również pracownicy TOPR-u i ratownicy górscy, ale także sportowcy, jak Zuza Witych, mistrzyni świata w freeride i wyścigach Red Bull, czy Mamba on Bike (Dorota Juranek), popularyzatorka jazdy na rowerze enduro i szosowym, prowadząca blog i vlog o tej nazwie. W roku 2026 planujemy zaprosić Andrzeja Bargiela, który zjechał na nartach z Mount Everestu w 2025 roku, a jeszcze wcześniej z K2.
To faktycznie duże nazwiska.
– Zgadza się. I wiąże się to z ogromnym budżetem. Ale żeby przyciągnąć wiedeńską publiczność, trzeba mieć duże nazwiska.
Jak dużą popularnością cieszą się spotkania górskie, wyjazdy i inne imprezy organizowane przez stowarzyszenie Alpen? Czy są one kierowane tylko do publiczności polskojęzycznej?
– Zimą ludzie nie są tak aktywni, jak w innych porach roku. Popularne są wówczas wspólne wyjazdy na narty. Natomiast na rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego na wiosnę przychodzi ponad 100 osób. W roku po pandemii pojawiło się blisko 180 uczestników. Bardzo nas zaskoczyła, ale i ucieszyła tak wysoka frekwencja. „Górskie opowieści” przyciągają z reguły od 150 do 200 osób, choć jesienią odbywa się w Wiedniu mnóstwo różnorodnych imprez, więc konkurowanie z innymi nie jest łatwe. Nasza oferta w większości skierowana jest do polskiej publiczności, lecz z okazji przybycia gwiazd międzynarodowych, takich jak Eliza Kubarska, zapraszaliśmy również kluby austriackie. Tak samo będzie w przypadku znanego na całym świecie Andrzeja Bargiela.

Skąd wziął się pomysł na Alpen w Wiedniu? I jaka była Pani droga do Austrii? Możliwe, że te dwie rzeczy się łączą.
– Pochodzę z Jastrzębia-Zdroju i moją przygodę z górami zaczęłam w tamtejszym klubie wysokogórskim, stale podnosząc sobie poprzeczkę. Od 2008 roku aktywnie działałam w górach na całym świecie, organizując wyprawy na pięcio- i sześciotysięczniki. Wspinanie uprawiałam w różnych formach: sportowej, wielowyciągowej, tradowej, zimowej i lodowej. W 2011 roku przyjechałam do Austrii. W 2013 roku dołączyłam do Grupy Kobiecej Polskiego Związku Alpinizmu we wspinaczce wysokogórskiej, gdzie w Morskim Oku uczestniczyłam w unifikacji polskiego himalaizmu kobiecego.
Po przyjeździe do Austrii szukałam dla siebie odpowiedniego grona do wspinaczki i szlifowania umiejętności. Pewnego razu zorganizowałam na hali spotkanie wspinaczkowe, licząc na to, że uda mi się wyszkolić i ukształtować środowisko wspinaczkowe. W ten sposób w 2017 roku powołałam Polskie Stowarzyszenie Górskie Alpen w Wiedniu. Tak utworzyła się wiedeńska Polonia górska, a ponieważ działamy głównie w Alpach, w nazwie naszego stowarzyszenia mamy słowo Alpen.

Pani pasją są podróże, alpinizm, turystyka, żeglarstwo, ale też organizacja imprez turystycznych i formowanie środowiska. Musi się to jednak opierać na określonych wartościach.
– Taką wartością jest zaufanie do partnera – czy to w górach, na morzu, czy w podróży – oraz bycie dla drugiego człowieka godnym zaufania partnerem. Obecnie żyje się w pośpiechu i szybko konsumuje usługi, a w życiu ważna jest konsekwencja w dążeniu do celu. Od młodzieńczych lat uprawiałam sport: przez dziewięć lat trenowałam judo, następnie biegi przełajowe. Sport nauczył mnie zasad fair play, lojalności i konsekwencji. Góry wymagają tych samych cech, jeśli ludzie mają ze sobą współpracować. Nie wszyscy muszą się lubić, ale wszyscy potrzebujemy konsekwencji i niezawodności partnera. Czy się lubimy, czy nie, idziemy razem w góry i musimy razem z nich wrócić. Nawet jeśli się na siebie obrazimy, musimy wrócić razem, bo od tego zależy nasze bezpieczeństwo.
W górach, w przeciwieństwie do jazdy samochodem, nie można po prostu się zatrzymać, wysiąść i zakończyć przygody. W trudnościach jesteśmy razem i musimy sobie pomóc, a dopiero po powrocie na niziny możemy się pożegnać. Trzeba być empatycznym i konsekwentnie lojalnym. Tak jak na morzu – nie da się wysiąść z jachtu, trzeba żyć ze sobą na małej przestrzeni i wspólnie dobić do brzegu.

Rozmawiamy na początku nowego roku. Proszę podzielić się z naszymi Czytelnikami planami stowarzyszenia na najbliższe miesiące.
– Po walnym zgromadzeniu mamy nowy zarząd, z czego bardzo się cieszę. Dołączyła nowa sekretarz, Iwona Kot, która dużo trekuje i wnosi wiele pomysłów do naszego kalendarza wyjazdowego. Marcin Duran nadzoruje projekty i dba o konsekwentne dążenie do celu. Mamy też nowe osoby chętnie angażujące się w organizację wydarzeń. Otwieramy się jeszcze bardziej na Polonię, również na osoby, które niekoniecznie chcą się wspinać i podejmować ekstremalne wyzwania, ale chętnie wyjadą na narty czy pójdą w niewysokie góry. W marcu zaczynamy cykliczne spotkania integracyjne, 3–4 razy w roku, podczas których będą prowadzone prelekcje z naszych wyjazdów oraz zwyczajne rozmowy przy herbacie z sympatykami turystyki górskiej. Planujemy także kursy trekkingowe dla amatorów wędrówek.
Jak można zostać sympatykiem i zaangażować się w działalność stowarzyszenia?
– Zachęcam do śledzenia naszej strony na Facebooku, gdzie zamieszczamy aktualne informacje i zaproszenia na wydarzenia. Zainteresowanych członkostwem odsyłam na stronę internetową www.psgalpen.pl.
Zapisać się można za pomocą formularza zgłoszeniowego. Każdy nasz członek objęty jest ubezpieczeniem górskim, obejmującym akcje ratownicze. Wiemy, jak kosztowne są takie usługi w warunkach górskich – w Austrii to około 8 tysięcy euro. Wystarczy chwila nieuwagi, złamanie nogi i pojawia się poważny problem. Członkostwo w naszym stowarzyszeniu zapewnia takie ubezpieczenie. Można też pozostać sympatykiem i uczestniczyć w wybranych imprezach. Terminy i miejsca spotkań publikujemy na Facebooku.

Jakie Pani marzenia wciąż czekają na realizację? A może woli je Pani nazywać wyzwaniami?
– Pierwszym marzeniem alpinistów, a zatem i moim, jest zdobycie Alpamayo. To bardzo trudna góra, niemal sześciotysięcznik, z pięciusetmetrową ścianą lodową, na którą chcemy się wspiąć drogą lodową WI5, czyli o najwyższym stopniu trudności. W ramach przygotowań jedziemy w lutym na lodospady w Dolomitach. Alpamayo to według mnie najpiękniejsza góra świata – lodowa piramida w paśmie Białej Kordyliery w Andach Peruwiańskich, pokazana w poruszającym filmie „Czekając na Joe”. Choć dla Joe historia ta zakończyła się dramatycznie, ja od momentu, gdy zobaczyłam tę górę, zapragnęłam się na nią wspiąć. Wyprawa zaplanowana jest na lipiec.

Kolejnym marzeniem jest powrót na Antarktydę. Zostałam zaproszona przez Piotra Kuźniara, kapitana „Selma Expedition”, legendarnego polskiego jachtu wyprawowego typu kecz, do pionierskiego przejścia płaskowyżu antarktycznego. Tym razem planuje on w ośmioosobowym zespole przejść w trzy tygodnie płaskowyż na nartach skiturowych. Każdy uczestnik będzie ciągnął sanie o masie 80 kg, załadowane żywnością i niezbędnym sprzętem. Płaskowyż ma przewyższenie od 800 do 1800 metrów, a po drodze znajdują się dwa szczyty o wysokości 3000 metrów. Byłyby to pierwsze wejścia w historii, gdyż są to góry dziewicze. Towarzyszyć nam będzie kartograf sporządzający mapy, gdyż teren Antarktydy wciąż nie jest dostatecznie opisany. Czterech innych uczestników pozostanie na jachcie i dopłynie do miejsca naszego spotkania. Do wyprawy zostałam zaproszona ze względu na moje doświadczenie w poruszaniu się po lodowcach i w alpinizmie, a także udział w poprzedniej antarktycznej wyprawie na pokładzie „Selmy”, podczas której nauczyłam się sterować jachtem w warunkach sztormowych, płynąc przez Cieśninę Drake’a.
Trzecim marzeniem, które już realizuję, jest uzyskanie licencji pilota helikoptera, by brać udział w dużych projektach górskich z jego użyciem. Tę pasję zamierzam rozwijać w ramach lotnictwa górskiego Austrii.
Rozmawiała Anita Sochacka, Polonika 312, styczeń/luty 2026