Kyselak tu był!
Co może zrobić znudzony cesarski urzędnik, który marzy o tym, by przejść do historii? Joseph Kyselak wybrał sposób dość nietypowy – zaczął malować swoje nazwisko na murach, skałach, pomnikach i ruinach. Dziś uznawany jest za ojca nowoczesnego graffiti. Jego metoda z pewnością nie wszystkim się podobała, ale cel osiągnął: niemal 200 lat później wciąż szukamy jego podpisów w całej Austrii.
Pewnego dnia jeden ze skromnych urzędników cesarskich, Joseph Kyselak, zostaje wezwany przed oblicze cesarza Franciszka I do Hofburga. Rozgniewany cesarz chce wiedzieć, dlaczego urzędnik wypisał na jednej z kolumn w parku Schwarzenberg swoje nazwisko czarną farbą, chce też dostać przyrzeczenie, że urzędnik zaprzestanie wandalizmu. Mężczyzna przyrzeka, kłania się posłusznie i odchodzi. Po opuszczeniu przez niego gabinetu cesarz stwierdza ze zdumieniem, że na blacie jego stołu widnieje wypisana data i nazwisko urzędnika: Kyselak.

To jedna z opowieści o człowieku, który bardzo chciał przejść do historii i zrealizował swój plan. Wydawało się, że nie ma na to szans. Życiorys banalny: wyrósł w rodzinie dworskiego urzędnika, uczęszczał do gimnazjum pijarów, zaliczył dwa semestry na Uniwersytecie Wiedeńskim. Potem, idąc w ślady ojca, rozpoczął żmudną pracę urzędnika cesarskiego. Zmarł w wieku zaledwie 32 lat na panującą wówczas w Wiedniu cholerę w tym samym domu, w którym przyszedł na świat – przy Kirchberggasse 37, w siódmej dzielnicy Wiednia.
Wiódł nudne i banalne życie jednego z wielotysięcznej rzeszy urzędników cesarskich. Monotonię tę przerwał kilkumiesięczny urlop, o który poprosił. Wykorzystał go na przejście pieszo Austrii i części Bawarii. Swoje zapiski wydał w dwutomowej książce „Szkice z pieszej wyprawy przez Austrię”. Książka ukazała się w 1829 roku.

Jednak książka nie przyczyniła się do tego, że Kyselak przetrwał w pamięci potomnych. Sprawiła to jego dziwaczna maniera, że jak szerokie i długie były ziemie monarchii habsburskiej, w niezliczonych miejscach pozostawił wypisane w widocznych miejscach czerwoną lub czarną farbą olejną swoje nazwisko: „Kyselak” lub „Kyselak tu był”. Jakie były powody takiego dziwactwa? Podobno zakład. Kyselak w wesołej kompanii kolegów, przy wznoszeniu kolejnych toastów, miał stwierdzić, że w ciągu trzech lat jego imię będzie znał każdy w cesarstwie austriackim. Zakład przyjęto. Nie wiemy, jaka suma wchodziła w grę, wiemy, że została wypłacona w półtora roku od tego spotkania w jednej z wiedeńskich kawiarń.
W setkach widocznych miejsc, na latarniach, na murach, ławkach, pomnikach, drzewach, ale także w trudno dostępnych górach, pojawiło się nazwisko wypisane dużymi literami: Kyselak. Gdy oddano do użytku most na Dunaju – Donaubrücke – Kyselak miał podobno dostać zakaz wypisania gdziekolwiek swego imienia. Po kilku dniach jeden z kapitanów statków dostrzegł wymalowany na sklepieniu mostu wielkimi literami napis: Kyselak. Dziś te napisy można znaleźć na skałach przy Leopoldsberg, na ruinach wieży w pobliżu Mödlingu, na ruinach zamku Kapfenberg w pobliżu Bruck an der Mur, na wieży obronnej w Perchtoldsdorf, w Wachau, a także w wiedeńskiej Lobau – na jednym z Napoleonsteine przy Napoleonstraße. Ślad Kyselaka znajdziemy również w Schwarzenbergpark, na jednym z obelisków przy Schwarzenbergallee, choć autentyczność tego napisu jest kwestionowana.

Niektórzy twierdzą, że za tą dziwną manią Kyselaka kryła się zawiedziona miłość, że Joseph chciał, by niewierna dziewczyna wszędzie napotykała jego imię. Ale ta wersja jakoś mało pasuje do Kyselaka.
W swej podróży po Austrii Kyselak przemieszczał się szybko, w niektóre dni po 50 km. Niektórzy badacze przypuszczają, że pośpiech ten wynikał stąd, że Kyselak chciał, by jego imię uwiecznione zostało w jak największej ilości miejsc w całej monarchii. Nie ulega wątpliwości, że wypisywanie swojego nazwiska musiało sprawiać mu wielką przyjemność, że było to coś, co w nudne życie urzędnika wniosło posmak wielkiej przygody. I w ten sposób Kyselak już za życia stał się sławny, trafił nawet do biograficznego leksykonu Constantina von Wurzbacha, czyli Who’s who cesarstwa austriackiego.
Ostatnią wyprawę, która wiodła do Włoch, Węgier, Czech, Prus i na Morawy, podjął Kyselak w dwa lata przed swoją śmiercią i relacji z tych podróży już nie zdążył opublikować. Badacze zastanawiają się, ile jeszcze autografów Kyselaka zostanie odnalezionych w najróżniejszych zakątkach Europy.
W 1831 roku w Wiedniu wybuchła epidemia cholery. Kto mógł, w pośpiechu opuszczał miasto. Kyselak został. Według przekazów jadł niemyte owoce, a gdy się zaraził, nie chciał, by wezwano lekarza. Oryginalne samobójstwo? Kryzys? Koniec jego romantycznej misji? Nazwisko Joseph Kyselak pojawia się w „Wiener Zeitung“ obok kilkudziesięciu innych osób, zmarłych tego samego dnia na cholerę. Ale to on należy do tych, o których do dziś pamiętamy.

Joseph Kyselak uznawany jest za ojca nowoczesnego graffiti, a na blogach graficiarzy przy nazwisku Josepha Kyselaka pojawiają się komentarze: – respekt, szacun, jesteś wielki! Czym są graffiti? – Graffiti są formą graficznego krzyku. Ktoś chce, aby jego racje zostały dostrzeżone. Ponieważ kryzys komunikacji będzie trwał wiecznie, graffiti będą wieczne – stwierdził Ryszard Kapuściński.
Patrycja Brzoza, Polonika nr 197.