Ambasadorzy muzyki polskiej

Chór Polonii Wiedeńskiej „Gaudete”. Fot. archwium prywatne

Ambasadorzy muzyki polskiej

– Wszystko, co dobre, nie jest proste – mówi Michał Kucharko, dyrygent jedynego chóru polskiego na terenie Austrii – Chóru Polonii Wiedeńskiej „Gaudete” przy Polskiej Misji Katolickiej w Austrii, Dziecięcego Chóru Polonijnego „Małe Gaudete”, a także założyciel i dyrygent wielu innych zespołów muzycznych.

Dyrygent Michał Kucharko. Fot. archwium prywatne

Od ponad dwóch dekad, od 2004 r., prowadzi Pan Chór Polonii Wiedeńskiej „Gaudete”. Jak zmieniła się od tego czasu emigracja polska i czy chór pełnił w tym procesie funkcję zespalającą?
– Emigracja zmieniła się o tyle, że wyrosły pokolenia tutaj już urodzone i to one się coraz częściej pojawiają w naszym chórze. Wielu jest oczywiście dawnych emigrantów, nie brak też osób, które przebywają w Austrii w ramach programu Erasmus i po pół roku wracają do Polski. Nasz chór z pewnością tworzy środowisko do integracji Polaków, będąc swoistą „małą Ojczyzną”. Nie tylko promujemy wartości polskiej kultury i języka, ale również nimi na co dzień żyjemy.

Istotny jest też fakt, że chcemy być w Wiedniu ambasadorami muzyki polskiej i budować mosty między obiema kulturami: austriacką i polską. Nawiązujemy kontakty ze środowiskiem austriackim, współpracujemy z zespołami austriackimi, dajemy innym możliwość zetknięcia się z kulturą polską. Zauważamy, że dzięki naszej działalności Polacy otwierają się także na inną kulturę. Przyjrzyjmy się samej organizacji koncertów: w naszym chórze nie stronię od muzyki austriackiej, a z drugiej strony wychodzę do publiczności wiedeńskiej z muzyką polską. Takie zadanie sobie postawiliśmy. Wykonujemy również wspólnie wybitne dzieła światowe przy udziale różnych orkiestr austriackich, jak i łącząc dwa chóry: austriacki i polski.

Obecnie jest Pan także dyrygentem Chóru i Orkiestry Schlosskapelle Schönbrunn, a w przeszłości pełnił rolę asystenta dyrygenta Arnold Schönberg Chor.
– Chór i Orkiestrę Schlosskapelle Schönbrunn prowadzę niezmiennie od 2007 roku. By przekazać jego kierownictwo, zorganizowano przesłuchanie, na którym wystąpiło kilku kandydatów. Zadanie było proste: poprowadzić próbę. Konkurs wygrałem i tak zostałem dyrygentem tego zespołu. Z kolei w Arnold Schönberg Chor z początku byłem śpiewakiem. Tak się złożyło, że dyrygent był również moim profesorem na uczelni, gdzie wykładał dyrygenturę chóralną. Zauważył moje zdolności i powoli zaczął mnie angażować do pomocy, by następnie uczynić swoim asystentem. Pełniłem tę rolę przez wiele lat.

W roku ubiegłym pożegnaliśmy pomysłodawcę i założyciela polskiego chóru, Mateusza Synowca. Jak chór, który powstał w 1981 roku, zmieniał się pod kierownictwem różnych dyrygentów?
– Każdy dyrygent odciska swoje piętno na chórze, realizując swoją wizję. Pan Mateusz pięknie to dzieło rozpoczął i przez wiele lat sam je prowadził. Właściwie dyrygentów w historii chóru było kilku: po Mateuszu Synowcu nastąpił Zdzisław Wysocki, znany kompozytor, związany do dziś z Wiedniem. Krótko po nim chórem kierował syn pana Mateusza, Daniel Synowiec. Pomiędzy nim i moim kierownictwem był czas dyrygentury Julii Czepiel, córki znanego dyrygenta orkiestrowego Wojciecha Czepiela. Wszyscy dyrygenci, niektórzy krótko, pełnili bardzo ważną rolę.

Chór jest żywym organizmem, złożonym ze śpiewaków amatorów, którzy oczywiście reagują na zmianę dyrygenta. Te zmiany są jednak konieczne dla dobrego funkcjonowania zespołu. Przejąłem „Gaudete”, gdy działał już jako dobrze rozwinięty chór i mam nadzieję, że godnie prowadzę to dzieło dalej.

– Nasz chór z pewnością tworzy środowisko do integracji Polaków, będąc swoistą „małą Ojczyzną”. Fot. archwium prywatne

W 2026 roku chór będzie obchodził 45-lecie istnienia. W jaki sposób na przestrzeni lat zapisał się w świadomości austriackiej publiczności i w środowisku Polonii?
– W środowisku Polonii jesteśmy znanym i cenionym zespołem, a za sprawą współpracy z instytucjami polonijnymi, takimi jak Ambasada RP w Wiedniu czy Instytut Polski, stajemy się rozpoznawalni również w innych kręgach. Wśród Austriaków notujemy wzrost popularności dzięki współpracy m.in. z Towarzystwem Chopinowskim, które promuje zespół na festiwalach organizowanych dla publiczności austriackiej. Procentują też moje kontakty z dyrygentami innych chórów, dzięki czemu śpiewaliśmy m.in. wielkie dzieła muzyki światowej w słynnym Konzerthaus.

Austria należy do rozśpiewanych krajów. Działa tu około 3 tysięcy chórów, ale wiele chórów usłyszeć można jedynie przy okazji uroczystości narodowych. A jednak Chór Polonii Wiedeńskiej „Gaudete” jest rozpoznawalny.
– Regularnie uczestniczymy w cyklach chóralnych koncertów w Wiedniu „Vocumenta”, do udziału w których zapraszane są wyłącznie najlepsze zespoły. Byliśmy niejednokrotnie zaszczycani możliwością śpiewania dla papieża Jana Pawła II, czy to w Wiedniu, czy w Rzymie. Odbywaliśmy liczne tournee po krajach europejskich, w tym w Polsce.

Angażowaliśmy się – i wciąż to czynimy – we współpracę z innymi zespołami muzycznymi, co zaowocowało występami w Konzerthaus, czy też podczas jubileuszu 25-lecia posługi kardynała Schönborna w Katedrze św. Szczepana. Dawaliśmy również koncerty w słynnej MuTh, tj. najnowocześniejszej sali koncertowej w Wiedniu, wyposażonej w przestrzeń sceniczną i wielofunkcyjny kanał dla orkiestry, będącej zarówno salą koncertową, jak i teatralną.

– Warunkiem przyjęcia do chóru jest po prostu chęć śpiewania, nie wymagana jest umiejętność czytania nut. Fot. archwium prywatne

Z ilu członków składa się dzisiaj chór i jakie warunki należy spełniać, by do niego dołączyć?
– Obecnie zespół liczy ponad 30 śpiewaków. Warunkiem przyjęcia jest po prostu chęć śpiewania, nie wymagana jest umiejętność czytania nut. Po okresie próbnym, służącym wzajemnemu poznaniu się, zapada decyzja o pozostaniu w chórze. Jesteśmy otwarci na każdą osobę, która chętnie podejmuje nowe wyzwania. Z pewnością pomocne są takie cechy charakteru, jak systematyczność, poczucie obowiązku i odpowiedzialność.

Śpiewanie oferuje najlepszą formę przeżywania muzyki, jaką jest tworzenie muzyki samemu. W końcu nasz instrument, czyli głos, jest zawsze z nami, a muzykowanie przynosi ogromną radość. Poza tym bycie w chórze ma jedną wielką zaletę: nie śpiewa się samemu, gdyż zawsze kilka osób śpiewa tym samym głosem.

Czy należy wylegitymować się polskim paszportem lub pochodzeniem?
– Niekonieczny jest polski paszport. W naszym zespole mamy Petera, Austriaka zafascynowanego kulturą tej części Europy. Dołączył do nas przed laty, a następnie poznał Polkę. Obecnie ma 80 lat i wciąż świetnie śpiewa, a chór jest ważną częścią jego życia. Śpiewała też z nami pani, której zięć był Polakiem, i dołączyła do chóru, by nauczyć się polskiego. W większości jednak członkami chóru są oczywiście Polacy. Co ciekawe, repertuar jest nie tylko polski. Promujemy polską muzykę religijną, ludową i patriotyczną, ale też wielkie dzieła polskich i zagraniczych kompozytorów, niekiedy pisane po łacinie. Śpiewamy również dobrą muzykę po niemiecku czy angielsku.

– Praca z chórem to praca z ludźmi, których wspólnym celem jest muzykowanie. Fot. archwium prywatne

Dyrygent powinien być chyba też dobrym psychologiem. Musi sprawić, by wokaliści o różnych osobowościach, temperamentach i ambicjach odkładali na bok swoje ego i śpiewali ensemble, a niekiedy unisono.
– Istotnie, praca z chórem to praca z ludźmi, których wspólnym celem jest muzykowanie. Ludzi trzeba poznać, wejść z nimi w kontakt, trzeba ich lubić, mieć do nich dużo cierpliwości, empatii i akceptacji. Osoby w chórze są różne, i to jest piękne. Dzięki temu obdarzamy się różnorodnością.

W warstwie muzycznej staram się przekazywać zasady i pomysły, aby to co śpiewamy brzmiało w różnych warstwach muzycznych wyrównanie, a jednocześnie zyskiwało na wyrazie. To praca, która wymaga ciągłych starań. Pamiętajmy, że członkowie chóru są amatorami, przez co niekiedy takie procesy trwają dłużej. Ja stosuję podobną receptę jak na zgraną rodzinę, w której trzeba się umieć komunikować, dostrzegać i przede wszystkim słuchać jeden drugiego, zawsze sobie wzajemnie przebaczać, a wtedy moje solo przeradza się w unisono.

– Chór „Małe Gaudete” prowadzony jest przez Joannę i Michała Kucharków. Fot. archwium prywatne

Chór „Gaudete” doczekał się też swojej wersji dziecięcej – „Małe Gaudete”. Praca z dziećmi to zupełnie inna aktywność. Jak się w niej Pan odnajduje?
–Ten pomysł wielokrotnie podsuwali mi znajomi rodzice, nie sądziłem jednak, że temu podołam, i długo go od siebie odsuwałem. Ale w końcu wraz z moją małżonką przełamaliśmy się i zaczęliśmy prowadzić chór dziecięcy, z którego zrodziły się już dwie grupy wiekowe.

Dość niespodziewanie bardzo dobrze odnalazłem się w tej pracy, która daje wiele radości, jest wdzięczna, choć jest rzeczywiście bardzo wymagająca.. Ale co w życiu przychodzi bez trudu? Wszystko, co dobre, nie jest proste. Już teraz z żoną widzimy owoce naszego działania, nie tylko muzyczne, ale i kulturowe. Dzieci uczą się czytać po polsku, ćwiczą teksty z pamięci, poznają pieśni patriotyczne, które chętnie śpiewają przy okazji różnych świąt religijnych i patriotycznych. Przed próbami bawią się i biegają. Wspaniała jest ta rodzinka, a liczy już ponad 35 dzieci. Niektóre z nich wyrosły i śpiewają już w chórze Gaudete.

Jaka była Pana droga do Austrii? Co przyczyniło się do sukcesu w pracy artystycznej oraz działalności edukacyjnej?
– Jeszcze będąc w Polsce, widziałem moją przyszłość, dość konkretnie ją sobie wyobrażałem. Jako muzykolog myślałem, że zostanę dyrygentem chóralnym. Pracowałem już wówczas na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, chciałem spróbować jednak czegoś więcej. Miałem kontakty ze studentami, którzy kontynuowali studia za granicą. Zafascynowało mnie to.

Wziąłem urlop dziekański i w 2002 roku przyjechałem do Austrii. Zdałem egzaminy na muzykę kościelną i wsiąknąłem w tutejszy świat. Sposób muzykowania mi się podobał, mogłem stykać się z dyrygentami, których płyt słuchałem w Polsce. To spowodowało ogromną różnicę w moim podejściu i doświadczeniach muzycznych.

Postanowiłem rozpocząć w Wiedniu studia i zobaczyć, co będzie dalej. Dzięki licznym kontaktom moja działalność muzyczna się rozwinęła, a talent, który we mnie tkwił, został rozpoznany i doceniony. W 2003 roku byłem już śpiewakiem w Schönberg Chor. Z czasem pozycja asystenta w tym zespole umożliwiła mi możliwość pracy z najwybitniejszymi dyrygentami światowej sławy. Wspaniale było jeździć po świecie i przygotowywać dla nich chóry.

Postacią, która wywarła na mnie ogromny wpływ, był nieżyjący już Nikolaus Harnoncourt, dyrygent i wiolonczelista, który jeszcze szerzej otworzył mi drzwi do świata muzyki. W dziedzinie muzyki chóralnej kształcił mnie profesor Erwin Ortner, dyrygent chóralny, z którym do dziś mam świetny kontakt.

Dzięki pracy artystycznej pojawiały się wciąż nowe propozycje, dotyczące np. wykładów na uczelni i prowadzenia zespołów, również zawodowych. Założyłem projektowy zespół Wiener Solisten Chor, z którym realizuję zamówienia na wykonanie określonych dzieł. W 2020 roku poprowadziliśmy przepiękne prawykonanie dzieła Nikolety Burzyńskiej, napisanego na skrzypce i 16 solistów, które zostało nagrane. Wykonujemy dzieła polskiej muzyki dawnej we współpracy m.in. z Elżbietą Sajką i jej zespołem muzyki dawnej Pandolfis Consort Wien. Zrealizowaliśmy też nagranie Pasji Janowej Bacha dla radia ORF1.

W 2012 roku dostałem propozycję pracy dla diecezji jako referent muzyki kościelnej, a rok później otrzymałem propozycję pracy jako wykładowca na Wiedeńskim Uniwersytecie Muzycznym w Instytucie Muzyki Kościelnej. Prowadzę też biuro artystyczne tego wydziału. Od 2021 roku pracuję w Konserwatorium Diecezjalnym, gdzie uczę między innymi dyrygentury chóralnej.

Jaki jest Pana ulubiony repertuar chóralny?
– Mój ulubiony repertuar chóralny to przede wszystkim dobra muzyka. Może być z każdego stylu, nawet z muzyki popularnej, jeśli tylko została dobrze napisana. Cenię wysoko piękne dzieła sztuki, które mają wielorakie poziomy wyrazu, jakie ciągle odkrywam wracając do tych utworów.

Podjęte przeze mnie studia muzyki kościelnej są o tyle fascynujące, że kształtują profil muzyka wszechstronnego. Miałem kiedyś w życiu pomysł, aby zająć się organami w Szwajcarii, ale uznałem, że to zamknęłoby mnie tylko na ten jeden instrument, który zresztą bardzo cenię. A muzyk kościelny jest w istocie i śpiewakiem, i dyrygentem, i organistą, i trochę kompozytorem. Może prowadzić zarówno chór a capella, jak i małe ensemble, potężne oratorium z wielką orkiestrą i muzykę współczesną, zespół popowy, czy gospelowy. Wszystkie te gatunki muzyczne w tej roli się mieszczą. Nie brak też przestrzeni na kontakt z ludźmi w kościele, porozumiewanie się z nimi poprzez muzykę.

Miałem w swoim życiu epizod bluesowy i jazzowy, co pomaga mi teraz w muzykowaniu z dziećmi, którym odsłaniam kolejne gatunki muzyczne. Najtrudniejszą muzyką chóralną jest muzyka a capella, ponieważ wymaga dużych umiejętności i śpiewaczych i muzycznych.


– Wspaniała jest ta rodzinka, a liczy już ponad 35 dzieci. Fot. archwium prywatne

Prócz dyrygentury, zajęć na uniwersytecie i konserwatorium oraz w licznych zespołach muzycznych, znajduje Pan czas na grę na organach. Czy to rodzaj świadomej odskoczni?
– Rzeczywiście, to inne doświadczenie, choć wciąż związane z ludźmi, ale już w inny sposób. Organy to instrument wszechstronny, oferujący wiele możliwości wykonywania muzyki. W kościele grając na organach prowadzę przede wszystkim śpiew wspólnoty. Drugim elementem jest improwizacja, którą po prostu uwielbiam. Organy i litugia dają niesamowite możliwości i przestrzeń do tego rodzaju muzykowania. Jeśli chodzi o literaturę organową to dosyć szybko się zorientowałem, że bardziej interesuje mnie praca zespołowa niż dziesiątki godzin spędzonych samemu na ćwiczeniu na organach.

Pośród tej różnorodności zajęć artystycznych w jaki sposób staje się Pan twórcą?
– Poprzez improwizację właśnie i aranżowanie. Choć przyznam, że chciałbym mieć na kompozycję więcej czasu, bo część pomysłów wciąż leży w szufladzie. Na razie realizuję się jako improwizator, grając na organach, fortepianie czy akordeonie. Piszę nuty robiąc  aranżacje, zwłaszcza dla małego „Gaudete”, dla którego piosenki rozpisujemy na głosy i instrumenty. Tak, kompozycja wciąż na mnie czeka.

Gdzie w najbliższym czasie możemy posłuchać Chóru Polonii Wiedeńskiej „Gaudete” lub małego „Gaudete”?
– Zapraszamy na Facebook i Instagram, gdzie publikujemy plany naszych występów. Zapraszam również na stronę internetową Chóru i Orkiestry Schlosskapelle Schönbrunn.

Rozmawiała Anita Sochacka, Polonika nr 307, marzec/kwiecień 2025

BIEŻĄCY NUMER

PRZEGLĄD IMPREZ

Nasz Wiedeń

Deutschsprachige Texte

So sind wir

POGODA w WIEDNIU