Nie można być tchórzliwym

O drodze do realizacji swych marzeń rozmawiamy z Nicole Urbanek, młodą Polką z Wiednia, która pragnie zostać aktorką.

 

Nicole, jak zaczęło się Twoje zainteresowanie aktorstwem?
– Gdy miałam pięć lat, moja mama zabrała mnie do kina. Od tamtej pory zakochałam się w filmach. Pamiętam, że wtedy w kinie siedziałam na skraju mojego fotela, mocno się go trzymając, jakbym zaraz miała się teleportować do filmu na ekranie. Od tamtego czasu stało się dla mnie jasne, że to jest to, co chcę robić w przyszłości. Chcę opowiadać historie, chcę je czuć, tworzyć i wyrażać. Chcę odkrywać siebie i tworzyć sztukę.
Na początek zapisałaś się na kursy aktorskie Romy Gąsiorowskiej w Warszawie.
– Planowałam iść do szkoły teatralnej w Londynie, ale wiedziałam, że nie jestem jeszcze gotowa i potrzebuję trochę treningu, zanim będę aplikować. Nie miałam wtedy żadnego doświadczenia w teatrze ani w filmie. Zajęcia w Warszawie były interesującym doświadczeniem, dużo lekcji było prowadzonych przez ludzi, których twarze są ogólnie rozpoznawalne.
Czułam, że granie przynosi mi spełnienie i ogromną przyjemność, intuicja mi mówiła, że idę w dobrym kierunku i mam talent. Prowadzący zajęcia potwierdzili to, co bardzo mnie ucieszyło i dało większą mobilizację oraz pewność siebie. Z językiem polskim nie mam problemów, chociaż urodziłam się w Wiedniu. W moim domu zawsze rozmawialiśmy po polsku.
Potem pojawił się pomysł, by aplikować do szkoły aktorskiej w Los Angeles. To drugi koniec świata…
– Myślałam też o aplikowaniu do szkół w Londynie. Ale coś mi mówiło, że szkoła w Los Angeles byłaby najlepszą opcją dla mnie. Koszt nauki przeraził mnie i moją mamę, bo wiedziałyśmy, że nie mamy takich środków finansowych. Na szczęście w idealnym momencie zgłosił się kupiec na mieszkanie mojej mamy, które odziedziczyła po swojej babci. Uznałam to za dobry znak, więc przystąpiłam do rekrutacji, która przebiegła dość szybko. Szkoła przeprowadza też przesłuchania w Londynie, aby osoby, które nie mieszkają w Ameryce, nie musiały lecieć kilka tysięcy kilometrów tylko w tym celu. Otrzymałam termin na czerwiec 2015 roku. Miałam za zadanie przeczytać kilka monologów i je odegrać. Następnie była rozmowa, dlaczego chcę grać i czemu aplikuję akurat do tej szkoły. Tydzień później dostałam telefon, że zostałam przyjęta.
Ludzie często rezygnują ze swoich marzeń, bo dociera do nich, że ich spełnienie jest niemożliwe. Jak się motywowałaś, by nie poddać się w dążeniu do celu?
– Przez dłuższy czas mojego życia z nikim nie dzieliłam się tym, że chcę być aktorką. Myślałam, że ludzie tego nie zrozumieją, wyśmieją mnie. Miałam 18 lat, gdy wreszcie powiedziałam o moich planach i marzeniach mojej mamie. Początkowo była zaskoczona, ale od tamtej pory wspiera mnie jak nikt inny.
Zdaję sobie sprawę, że jest to trudny zawód, bo nie brakuje ludzi, którzy chcą zostać aktorami i panuje duża konkurencja. Ale nie można się tym przejmować, bo to negatywnie wpływa na mobilizację. Trzeba być skoncentrowanym na sobie, nie porównywać się do innych. Każdy realizuje marzenia w swoim tempie. Jeśli czasem doświadcza się frustracji, trzeba zrozumieć, że jest to tego częścią i nie zawsze tak będzie. Trzeba jedynie ciężko pracować i mieć szczęście po swojej stronie. 
W Los Angeles wylądowałaś sama. Długo zajęło Ci zaklimatyzowanie się w nowym otoczeniu?
– Pamiętam, że pierwszy tydzień w Los Angeles był bardzo dziwny. Nie znałam miasta, nie znałam mojej nowej szkoły, nie znałam ludzi. Otoczenie wydawało się bardzo obce. Większość przyjaciół, których tu mam, poznałam właśnie dzięki uczelni, to dzięki niej mogłam się zaaklimatyzować. The American Academy of Dramatic Arts była naszym bezpiecznym miejscem w tym wariackim mieście, zwłaszcza na początku. Bardzo dobrze się tu poczułam i po 2,5 roku pobytu czuję się tu jak w domu. Miasto ma dużo wad, nie uważam, że jest perfekcyjne, ale jestem tu szczęśliwa. Los Angeles ma w sobie coś, co przyciąga.
Masz niewiele ponad 20 lat. Jakie są Twoje plany na przyszłość? Chciałabyś „wkręcić się” w rynek amerykański czy myślisz o Europie?
– Przez następne kilka miesięcy będę w Europie, bo potrzebuję trochę czasu na złożenie dokumentów o kolejną wizę do Ameryki. Przez jakiś czas będę mieszkać w Berlinie, zobaczę, jak wygląda europejski rynek. Planuję wrócić do Los Ageles w przyszłym roku, a jeśli chodzi o przyszłość, chciałabym być aktywna zarówno na rynku amerykańskim, jak i europejskim.
Czy masz jakieś rady, które chciałabyś udzielić osobom mającym duże ambicje?
– Rada ode mnie? Nie można być tchórzliwym, gdy ma się duże aspiracje. Trzeba ryzykować i próbować różnych nowych rzeczy. I nie można się poddawać tylko dlatego, że w danym momencie jest ciężko albo sprawy nie idą tak, jakbyśmy chcieli. Nic nie może iść płynnie i bez problemów. Jednak jak się włoży w coś pracę i pasję, to prędzej czy później będą rezultaty.

Rozmawiała Ewa Pawęzka, Polonika nr 268, wrzesień/październik 2018

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…