Ciągle myślę o pływaniu

– W basenie zawsze czułam się swojsko, byłam szybsza od innych i trener bardzo szybko zauważył mój talent – mówi Sandra Świerczewska, wielokrotna mistrzyni Austrii na dystansie 200 m stylem klasycznym.

 

 

 

Urodziła się Pani w Polsce, jednak reprezentuje Pani Austrię na zawodach pływackich. Dlaczego?
– Tak się złożyło. Po prostu mieszkam w tym kraju już od dziesięciu lat. A mieszkam dlatego, że mój tata, Marek Świerczewski, dostał kontrakt w Austrii. Pochodzę z bardzo usportowionej rodziny. Mój tata jest piłkarzem i nie pozostało mi nic innego, jak również wybrać sobie jakąś dyscyplinę sportową. Na mistrzostwach Austrii osiągnęłam pierwszy raz limit na mistrzostwa Europy, w związku z tym austriacka federacja bardzo szybko na to zareagowała. Dostałam propozycję jak najszybszych startów. Polacy nie robili mi trudności ani też nie naciskali na moje starty w polskich barwach. Gdyby tak zrobili, to pewnie bym się zastanawiała, dla którego kraju chciałabym startować, bo to nie było tak, że chciałam koniecznie występować dla Austrii.
Czyli zrządzenie losu?
– Chyba tak. Pływałam też w Polsce, bo ze względu na sportowe kontrakty taty wciąż podróżowaliśmy między Polską a Austrią. W Polsce w wieku 12 lat zdobyłam wicemistrzostwo Polski, ale gdy wróciliśmy do Austrii, to jednak Austria bardziej się mną interesowała i starała się jak najszybciej załatwić mi austriackie obywatelstwo.
Z którego sukcesu jest Pani najbardziej dumna?
– Hm… najbardziej jestem dumna z czasu, który uzyskałam w 2009 roku, to jest 2:22,89 na 200 m stylem klasycznym. To były zawody „niespodzianka”. Chciałam się tylko zakwalifikować na kolejne mistrzostwa i wyszło mi to bardzo szybko (śmiech). Nie pobiłam wtedy rekordu, ale byłam blisko.
Czy weźmie Pani udział w olimpiadzie w Rio de Janeiro?
– Tak, przygotowuję się do tego, to jest mój największy cel. Kwalifikacje odbędą się w roku olimpijskim, czyli za dwa lata.
Jakim stylem i na jakich dystansach Pani pływa?
– Specjalizuję się w stylu klasycznym, to jest tzw. żabka na najdłuższym dystansie, czyli 200 m, pływam również zmiennym, to jest mix ze wszystkich czterech stylów.
Czy styl zmienny jest najtrudniejszy?
– Żabka jest technicznie najcięższa i najwolniejsza, dlatego profesjonaliści uważają żabkę za styl najtrudniejszy. Styl zmienny jest kombinacją wszystkiego po trochu, nie jest najtrudniejszy, bo można sobie strategicznie wszystko wykombinować, nadaje się bardziej dla tzw. osób myślących.
I Pani do nich należy.
– Tak, chodzę i ciągle myślę o pływaniu (śmiech). Tyle mam terminów, że muszę sobie wszystko zorganizować w głowie.
Jak ocenia Pani szanse Polaków, a jak Austriaków na najbliższej olimpiadzie?
– Austriacy muszą się jeszcze dużo podszkolić. Myślę, że Polacy lepiej wypadną. Oczywiście na tę chwilę, bo mamy jeszcze dwa lata. Austriacy specjalizują się jednak bardziej w sportach zimowych i lepiej radzą sobie na zimowych olimpiadach. Jeśli chodzi o dyscypliny letnie, to brakuje im obiektów sportowych i w ogóle moim zdaniem austriacki system sportowy nie jest dobrze zorganizowany. W Polsce, gdy chodziłam do szkoły, było tak, że szkoła sportowa miała basen w szkole i to świetnie funkcjonowało. Dzieci w bardzo młodym wieku osiągały znakomite rezultaty i bardzo dobrze przebiegała współpraca między dzieckiem, trenerem, nauczycielem a rodzicami, bo wszystko znajdowało się w jednym obiekcie. W Austrii dziecko uczęszcza do zwykłej szkoły, a nauczyciela nie interesuje, co ono robi popołudniu. Jeśli dziecko jest utalentowane, to idzie po szkole na basen. W Polsce miałam większą pomoc i wsparcie. Tutaj musiałam zgłaszać się zawsze z pismem od trenera, że jadę na obóz. Nauczyciel nie był zadowolony. Austria, a przede wszystkim Wiedeń, słynie z tradycji muzycznych. Gdy chodziłam do szkoły, to przynajmniej połowa klasy grała na jakimś instrumencie. Było to o wiele lepiej widziane niż uprawianie sportu i nawet kiedyś nauczyciel zapytał mnie, gdy nie było mnie długo w szkole: „A co będzie, gdy będziesz miała kontuzję? Po co wtedy te roczne treningi?” Nie było to dla mnie motywujące, miałam wtedy 12 czy 13 lat i pamiętam, że trener był wściekły na nauczyciela.
Czy w związku z tym gra Pani na jakimś instrumencie?
– Nie, nie, nie!
Dlaczego akurat wybrała Pani pływanie?
– Jako dziecko uprawiałam różne dyscypliny sportowe. Nie należałam do tych najszczuplejszych dzieci, a w basenie czułam się zawsze swojsko, byłam szybsza od innych i trener bardzo szybko zauważył mój talent.
Trener, a nie tata? (Marek Świerczewski jest sześciokrotnym reprezentantem Polski w piłce nożnej, przyp. red.)
– Trener, zdecydowanie trener!
Jak często Pani trenuje, jak wygląda trening?
– Trenuję od szóstego roku życia, jeden trening trwa dwie godziny, a trenuję dwa razy dziennie – bardzo wcześnie rano, od 7 do 9, a także później po południu jeszcze raz. Do tego dochodzą albo ćwiczenia siłowe, albo biegi, stretching – zależy od tego, w jakim okresie przygotowawczym się znajduję. Treningi odbywają się sześć razy w tygodniu, w niedziele zazwyczaj mam wolne, ale nie zawsze.
Co jest najtrudniejsze w uprawianiu tego sportu?
– Dyscyplina, bo jednak trzeba wstać bardzo wcześnie rano, wskakiwać do zimnej wody. To nie jest gra zespołowa, gdzie można żartować, bawić się piłką itp. W basenie nie widzi się nic oprócz ściany i dna. Nie ma rozmów w basenie, tylko krótkie polecenia trener – pływak. Przerwy są bardzo krótkie, tak więc trzeba być bardzo zdyscyplinowanym.
Czy pamięta Pani moment, w którym miała Pani dość?
– Nie, nie miałam takiego momentu, kocham wodę i bardzo lubię pływać. Myślę, że rodzice mnie tej dyscypliny nauczyli, ja to wyniosłam z domu.
Czuje się Pani bardziej Austriaczką czy Polką?
– To jest bardzo trudne pytanie. Mieszkam tutaj, trenuję tutaj i bardzo rzadko podróżuję, jeśli już, to ze względu na zawody. Pływanie wymaga ode mnie codziennego bycia w wodzie, dlatego bardzo rzadko odwiedzam babcię w Polsce. Chyba jestem parę procent bardziej Austriaczką niż Polką.
Zostawiła Pani w Polsce jakichś przyjaciół?
– Byłam wtedy bardzo mała, więc raczej to się wszystko urwało.
Czy ma Pani czas dla siebie, na naukę czy pracę?
– Ciągnę studia, idzie mi to powoli, chciałabym móc je ukończyć.
Które baseny poleciłaby Pani naszym czytelnikom?
– Bardzo ładnym basenem jest Krapfenwaldbad, znajduje się on na Kahlenbergu, na samej górze. To jest basen z pięknym widokiem, ale wiele się w nim nie popływa, bo jest krótki. Dla sportowców bardziej polecam Stadionbad, tam jest kompleks wielu basenów, także malutki basen dla dzieci.
Czy zna Pani polskich pływaków osobiście? Ma Pani z nimi kontakt?
– Znamy się tylko z zawodów międzynarodowych i tylko na nich się widzimy, ale prywatnie nie utrzymujemy kontaktów. Dla mnie rywal to rywal, nieistotne jest, jakiej jest narodowości.
Czy Austriacy nauczyli się już poprawnie wymawiać Pani nazwisko?
– Tak. Ci, którzy mnie znają, potrafią też dobrze je wymawiać.
Najbliższe zawody?
– Grand Prix w Bratysławie. Startuję tylko na jednym dystansie, 200 m stylem klasycznym. Potem wracam do Wiednia i startuję w kolejnych zawodach, są to zawody treningowe, gdzie mam również możliwość startowania na tym samym dystansie.
Które miasto w Polsce należy do Pani ulubionych?
– To, z którego pochodzi moja rodzina, czyli Nowy Sącz, oprócz tego Kraków.
Jaki jest Pani cel do osiągnięcia na najbliższy rok?
– Chciałabym się zakwalifikować na mistrzostwa Europy na długim basenie, które w tym roku odbywają się w Berlinie.
Czy chciałaby Pani kiedyś startować w barwach Polski?
– Jest to w tym momencie niemożliwe, ponieważ startowałam już w zawodach międzynarodowych i w takiej sytuacji, jeżeli się zmienia barwy, dostaje się automatycznie karę wymierzoną przez Światową Federację Pływacką. Jest się wykluczonym z zawodów przez dwa lata. Nie można sobie tak co jakiś czas zmieniać barw. Startuję więc w austriackich.

Rozmawiała Ewa Kunecka, Polonika nr 233, czerwiec 2014

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…