Warning: strpos(): Empty needle in /polv34/libraries/mavik/thumb/generator.php on line 657

Warning: Division by zero in /polv34/libraries/mavik/thumb/generator.php on line 396

Warning: Division by zero in /polv34/libraries/mavik/thumb/generator.php on line 397

Krzyżacy w Wiedniu

Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego, dr Bruno Platter, fot. W. Piechocki

Dnia 15 lipca 2010 obchodzimy jubileusz 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Z tej okazji rozmawialiśmy z Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego, Bruno Platterem, w głównej siedzibie Zakonu, w Wiedniu przy Singergasse.

Jak liczny jest dziś Zakon Krzyżacki?
- Nasze zgromadzenie jest obecnie elitarne: jest w nim dzisiaj jedynie 87 braci, w tym 11 bez święceń, 150 sióstr zakonnych oraz przeszło 700 familiares. Tym łacińskim wyrazem oznaczającym „przyjaciół" określamy ludzi wykonujących różnorodne zawody, ale przestrzegających naszej reguły. Wśród nich jest na przykład Otto von Habsburg, pretendent do tronu, gdyby w Austrii ponownie wprowadzono monarchię.

W Polsce nadal dominuje negatywny obraz Zakonu Krzyżackiego.
- Wiem, że Polacy kojarzą nasz zakon z czarno-białym obrazem: Krzyżacy zaproszeni na Mazowsze do misji chrześcijańskiej, począwszy od XIII wieku, stworzyli niemal wojskowe państwo w państwie. Zaczęły się niesnaski, otwarte konflikty. Apogeum tych różnic interesów była właśnie bitwa pod Grunwaldem, podczas której zginął Wielki Mistrz, Ulryk von Jungingen. Dopiero w XIX wieku powstał negatywny obraz naszego zakonu. Mam tu na myśli głównie powieść Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy". Nadal jej nie przeczytałem, ale widziałem film „Krzyżacy" w reż. Aleksandra Forda. Nie zasłużyliśmy sobie na tak negatywną ocenę! Przypomnę jedynie, jak instrumentalnie naziści w Niemczech, a potem komuniści we Wschodniej Europie traktowali historię.

Jak zostaje się Wielkim Mistrzem?
- Nie mam paszportu ani niemieckiego, ani austriackiego, lecz włoski. Pochodzę z Południowego Tyrolu. Po maturze zastanawiałem się co studiować: medycynę, a może prawo. Opatrzność podyktowała mi co innego: jestem absolwentem teologii katolickiej. Jestem 65. Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Służba Bogu jest zawsze dobrym wyborem.
Jak się zostaje Wielkim Mistrzem? Podobnie jak zostaje się papieżem, któremu jesteśmy bezpośrednio podporządkowani. Gremium o nazwie Kapituła Generalna, złożona z kilkunastu osób, wybiera demokratycznie Wielkiego Mistrza. W tym gremium zasiada wtedy prokurator generalny, czyli nasz łącznik z Watykanem, mieszkający w Rzymie. Zatem każdy, podkreślam, każdy zakonnik „nosi buławę w swoim tornistrze", jeśli wolno sparafrazować Napoleona, tak mawiającego o swoich żołnierzach, na których czekały teoretycznie szlify generalskie.

Czym zajmuje się dziś Zakon Krzyżacki?
- Nadal aktualna jest nasza dewiza „pomagać i leczyć". Wyszliśmy wszak z tzw. zakonu szpitalniczego. Pierwszy lazaret prowadzony przez Krzyżaków powstał w Akce na Bliskim Wschodzie, przeszło 800 lat temu. Bracia zakonni robili bandaże dla rannych i chorych z płótna żaglowego. Przybywali przecież statkami do Jerozolimy. Ale to historia.
Od roku 1929 zakon stał się instytucją charytatywną. Po prostu – już nie ma rycerzy z białymi opończami, na których jest naszyty czarny krzyż. Ja z urzędu noszę na szyi. srebrny krzyż na łańcuchu Prowadzimy sierocińce, hospicja, domy studenckie, liceum w czeskim Ołomuńcu, przytułki dla osób niepełnosprawnych, domy starców oraz, co jest nowością, ośrodki leczenia narkomanów. Jesteśmy w dzisiejszych Niemczech największą instytucją zakonną zajmującą się leczeniem ludzi zależnych od narkotyków. Mamy pięćdziesiąt takich ośrodków na terenie Niemiec, a nasze siostry w Passau w Bawarii prowadzą szkołę dla przedszkolanek. Natomiast w Opawie na Morawach istnieje prowadzone przez Krzyżaków konserwatorium muzyczne. Nasz chór wystąpił już przed papieżem Benedyktem XVI.

Czy miał Ojciec kontakty z Janem Pawłem II?
- Z polskim papieżem spotkałem się tylko raz w trakcie jego misyjnej wizyty na Słowacji. Chwilę rozmawialiśmy. Na koniec podaliśmy sobie prawice. Wiedział, że należy ona do Krzyżaka.
Słyszałem, że w Ełku jest do kupienia zamek krzyżacki. Ale nas to nie interesuje. Na pewno nie wrócimy do Polski, kupując bastiony wybudowane w średniowieczu przez nasz Zakon. Jestem bardzo wdzięczny Polsce, że zachowuje te zamki w tak doskonałym stanie, adaptując je do różnych aktualnych celów, głównie turystycznych. Wydaje mi się, że nadszedł moment, aby zmienić panujące wśród Polaków negatywne mniemanie o Krzyżakach. Ono częstokroć nie odpowiada prawdzie. Zapewne na polu bitewnym rycerze krzyżaccy nie byli dżentelmenami. Ale ich przeciwnicy też nimi nie byli...

Dlaczego macie główną siedzibę w Wiedniu?
- Nasza kongregacja miała swą siedzibę w Mergentheim, w Badenii-Wirtembergii. Ale właśnie w burzliwych czasach napoleońskich w 1809 roku przenieśliśmy się do Wiednia. A kiedy Hitler wkroczył do Austrii, najpierw pozbawił nas wszelkich dóbr materialnych, a następnie zlikwidowano zakon! Dopiero po 1945 roku reaktywowano nasze zgromadzenie. A kiedyś? Komturie to nie były tylko bastiony, zamki, fortece ze zwodzonymi mostami, lecz również konwenty, klasztory i kościoły, gdzie się modlono. Sądzę, że nasz zakon jest tą samą kongregacją podobnie jak w czasach jerozolimskich, pod Grunwaldem, jak również w XXI w. Oczywiście zmieniły się funkcje, formy działania, zakres i rodzaj niesienia pomocy. Proszę pamiętać, że w Austrii i w północnych Włoszech do dziś istnieją parafie założone przez Krzyżaków.

Czy Wielki Mistrz odwiedził kiedyś Polskę?
- Byłem już dwa razy w Polsce, najpierw prywatnie w Malborku, potem w 2006 roku jako Wielki Mistrz. Wzruszony, odprawiłem tam mszę świętą w kaplicy pod wezwaniem św. Anny. Związki z Polską są przecież nierozerwalne. W jubileuszowym roku 2010 będę dwukrotnie w Polsce, głównie w Olsztynie, gdzie będę miał spotkania z duchowieństwem tego regionu i w Kwidzynie, gdzie pochowanych jest trzech mistrzów naszego zakonu. Przypomnę, iż jeden z Wielkich Mistrzów miał polską krew w swych żyłach. To Klemens August Wittelsbach, kierujący Zakonem w latach 1732 - 1761. A był on wnukiem króla Jana III Sobieskiego!

Rozmawiał Wiesław Piechocki

Polonika nr 186/187, lipiec/sierpień 2010

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…