NATCAR
BETA CAR

Jubileusz nauczania języka polskiego

– Zawsze starałam się nauczać języka polskiego nieoderwanego od rzeczywistości, przekazywać wiedzę i umiejętności, które przydadzą się w życiu codziennym, zarówno prywatnym, jak i zawodowym – mówi Dagmara Miedzińska, rodowita krakowianka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

 

Od 30 lat naucza języka polskiego w Wiedniu. Ten jubileusz to okazja do podsumowań.

Zawsze chciała Pani uczyć?
– Nie, nie jestem nauczycielem z tak zwanego powołania, ale kocham swoją pracę i z ogromną przyjemnością wykonuję w Austrii swój zawód. Przed trzydziestu kilku laty miałam zupełnie inne plany zawodowe, jednak życie zweryfikowało je całkowicie. Najpierw nie dostałam się na wymarzone studia, a potem, po ukończeniu filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim na kierunku pedagogicznym (plan B), względy prywatne spowodowały, że wyjechałam z rodzinnego Krakowa, mimo że w tamtejszym oddziale Telewizji Polskiej czekała na mnie praca. Wyjechałam do Wiednia, gdzie, jak się okazało, także czekała na mnie praca. Ta, którą wykonuję do dzisiaj.

Jakie były początki nauczania języka polskiego?
– Wszystko zaczęło się 30 lat temu. Ministerstwo Oświaty w Austrii szukało nauczyciela języka ojczystego dla uczniów polskiego pochodzenia. Ówczesna emigracja polityczna i zarobkowa była liczna. W szkołach podstawowych przybywało uczniów polskiego pochodzenia, a władze oświatowe Austrii zawsze wspierały nauczanie języków ojczystych.
Pierwsza grupa moich uczniów zaczęła naukę na początku listopada 1990 roku w 16. dzielnicy Wiednia, w szkole przy Liebhardsgasse. Szkoła ta była bardzo oddalona od miejsca mojego zamieszkania, ale nie odgrywało to żadnej roli. Bardzo zależało mi na tym, aby zajęcia mogły się odbywać. Podróże po Wiedniu stawały się częścią mojej codzienności.
Starałam się także o to, by informacja o nauczaniu trafiała do rodziców w różnych częściach miasta. Dzisiaj mamy do dyspozycji internet, media społecznościowe, telefony komórkowe. Trzydzieści lat temu jedyną możliwością dotarcia do uczniów i ich rodziców był kontakt osobisty. Pierwsze dwa tygodnie roku szkolnego przeznaczałam na podróże po Wiedniu. Wchodziłam do różnych szkół, przedstawiałam swoją propozycję dyrekcji, a potem z formularzami zameldowań odwiedzałam klasy i pytałam, czy są w nich dzieci mówiące po polsku. W ten sposób udało się w ciągu dwóch lat utworzyć dziesięć grup. Dołączyła wtedy druga nauczycielka, pani Barbara Niemirowicz. Naukę rozpoczęły dzieci w dzielnicach 9. i 12., a wkrótce potem w 22. Szybko też powstały liczne grupy w dzielnicach 12., 15. i 17.
Byłam tam, gdzie byli moi uczniowie. I tak zostało do dzisiaj.

Praca z dziećmi zapewne wygląda inaczej niż z młodzieżą.
– Praca z uczniami szkół podstawowych daje zupełnie inny rodzaj satysfakcji, niż praca z młodzieżą gimnazjalną. Wymaga także zupełnie innego przygotowania.
Prowadząc zajęcia mamy możliwość dostosowania się do potrzeb naszych uczniów. Nie jesteśmy zobligowane do realizacji programu nauczania w nieprzekraczalnych terminach. Moim zadaniem jest przede wszystkim zainteresować dzieci językiem polskim - ale nie mogę i nie chcę zrobić tego w całkowitym oderwaniu od historii państwa, w którym ludzie od ponad tysiąca lat się nim posługują.
Zważywszy, że mamy ograniczone możliwości czasowe, nie zawsze jest to łatwe: nauczyć
tego, jak poprawnie pisać i poprawnie mówić i dołączyć jeszcze fakty historyczne? Staram się więc przygotowywać ćwiczenia interdyscyplinarne: łączyć wiedzę o historii i geografii Polski z zadaniami ortograficznymi, gramatycznymi i stylistycznymi.

Proszę opowiedzieć, jak wyglądają zajęcia w gimnazjach.
– Integralną częścią naszych zajęć były – i mam nadzieję, będą – wycieczki. Najczęściej są one związane z historią Wiednia, jego zabytkami i tajemnicami. Nigdy nie udałoby nam się ich odkryć, gdyby nie pani Małgorzata Nowak, licencjonowany przewodnik po Austrii. Kolejne roczniki moich gimnazjalistów miały możliwość wysłuchać jej opowieści i z jej pomocą odwiedzić m.in. archiwum Wiednia przy placu Minoritów. Mogliśmy tam w białych rękawiczkach dotknąć dokumentów rozbiorowych, podpisanych przez Marię Teresę, lub listów pisanych przez Jana Sobieskiego. Byliśmy też w Albertinie, w Muzeum Miasta Wiednia, spacerowaliśmy polskimi śladami po centrum miasta. Wielokrotnie odwiedziliśmy siedzibę zakonu krzyżackiego przy Singerstrasse. Są to niezwykle ważne doświadczenia, zwłaszcza dla tych uczniów, którzy nie byli jeszcze w 1. dzielnicy, nie widzieli Opery. To dla nich znakomita okazja zobaczyć Wiedeń z innej, niecodziennej perspektywy.
Nasze spacery po mieście dają także możliwość wzbogacenia słownictwa. Jestem przekonana, że nawet spacer do parku sprzyja zapamiętaniu nazw drzew, krzewów i kwiatów. Dlatego często na wiosnę opuszczamy naszą klasę w gimnazjum w 1. dzielnicy i idziemy do Parku Miejskiego szukać brzóz, dębów i kwitnących krzewów forsycji. Wybieramy się na dach Pałacu Sprawiedliwości, by tam rozejrzeć się na wszystkie cztery strony, zapamiętać nazwy kierunków świata, odszukać ważne budowle w centrum miasta. Idziemy do Muzeum Historii Sztuki, by opisywać obrazy, zobaczyć, jak na płótnie Bruegla karnawał walczy z postem. Czasami udaje nam się – jak na przykład w tym roku - mimo niesprzyjających warunków, wsiąść do pociągu i po kilkunatu minutach znaleźć się za miastem i zobaczyć letnią siedzibę zakonu krzyżackiego, a potem przespacerować się wśród winnic.
Nasze zajęcia – jak już wspomniałam – są dopasowane do możliwości i zainteresowań uczniów. Muszą mieć oni świadomość, że uczestnicząc w lekcjach języka ojczystego poszerzają swoją wiedzę w różnych dziedzinach. Poznając życiorysy Skłodowskiej-Curie lub Kopernika, uczą się mądrze argumentować w dyskusjach, jakie przyjdzie im poprowadzić na zajęciach historii lub geografii w swoich szkołach. Poszerzając zasób pojęć wyrażanych w języku polskim, wzbogacają wiedzę ogólną, którą mogą posłużyć się na lekcjach języka niemieckiego, szukając synonimów, antonimów i homonimów.

Co jest Pani zdaniem najważniejsze w nauczaniu języka polskiego za granicą?
– Zawsze starałam się nauczać języka polskiego nieoderwanego od rzeczywistości, przekazywać wiedzę i umiejętności, które przydadzą się w życiu codziennym, zarówno prywatnym, jak i zawodowym. Poszerzanie zakresu słownictwa w różnych dziedzinach jest niezwykle ważne dla obecnego pokolenia dzieci i młodzieży. Można to robić na różne sposoby: spacerując po mieście, odwiedzając muzea, czytając, słuchając innych, prowadząc konwersacje na rozmaite tematy. Ważne, by były one bliskie rozmówcom. Martin Pollack powiedział mi kiedyś, że jego studenci na slawistyce w Grazu umieją wymienić dwie nazwy kwiatów: tulipan i róża. Pamiętam te jego słowa, mając nadzieję, że kolejne pokolenia wzbogacą swoją wiedzę o chabry i niezapominajki – na przykład!
Ostatni rok szkolny był szczególny, a z nowym rokiem też wiąże się wiele niewiadomych.
– Ostatnie miesiące minionego roku szkolnego były zaprzeczeniem tego, co bardzo cenię sobie w moim zawodzie – bezpośredniego kontaktu z dziećmi i młodzieżą. Wolę widzieć najbardziej krnąbrnych uczniów przez cały tydzień od poniedziałku do piątku, niż milczący ekran mojego komputera.

Co jest najtrudniejsze w Pani pracy?
- Zdarzają się sytuacje, które wymagają decyzji niewzbudzających sympatii. Jestem także egzaminatorem eksternistycznym. Oznacza to stawianie wymagań, stanowczość, unikanie łatwych kompromisów, a w końcu także ocenianie.
Nie zawsze są to sytuacje przyjemne – ocena niedostateczena z języka polskiego? Jak to, przecież kandytat mówi i nawet co nieco rozumie … Ale to nie wystarcza nawet na egzaminie z języka polskiego jako obcego. I tutaj pojawia się problem. Przecież muszę być solidarna z rodakami i powinnam postawić ocenę pozytywną! Jest to błędnie pojęta solidarność. Moim zadaniem – podobnie jak każdego nauczyciela i egzaminatora - jest oceniać sprawiedliwie. Oceniać wiedzę i umiejętności praktycznego posługiwania się językiem, a nie cwaniactwo. Uczniowie i kandydaci przystępujący w Wiedniu do egzaminów eksternistycznych z języka polskiego jako obcego mają wielką przewagę nad tymi, którzy zdają łacinę, hiszpański czy francuski – języki, które naprawdę są dla nich obce. Niektórzy tę przewagę próbują wykorzystać w niewłaściwy sposób.

Jak radzi sobie Pani z konfliktami i krytyką?
– Każdy człowiek wykonujący zawód, którego integralną częścią jest kontakt z ludźmi, musi liczyć się z krytyką. Bardzo cenię sobie konstruktywne uwagi, które pomagają mi nie tylko w planowaniu zajęć, zachęcaniu dzieci i młodzieży do nauki, ale także pozwalają unikać błędów. Mniejszą wagę przywiązuję do plotek i opinii rozpowszechnianych z innych pobudek: bezinteresownej zawiści, niewiedzy, potrzeby zepsucia opinii. Każdy nauczyciel musi się z tym liczyć.
Jak podsumuje Pani swoje 30-letnie doświadczenie?
– Nauczanie języka polskiego przeszło w ciągu 30 lat długą drogę. Na początku przez 15 lat nasz język ojczysty nauczany był wyłącznie w szkołach podstawowych. W roku 1991 dołączyła pani Barbara Niemirowicz, z którą doskonale współpracowało nam się ponad 25 lat. Ja jednak odczuwałam wielki niedosyt – chciałam, aby język polski trafił także do wiedeńskich gimnazjów. Na początku nie spotkałam się z pozytywnym odzewem, odwiedziłam wiele szkół, przeprowadziłam wiele rozmów z dyrektorami gimnazjów – aż wreszcie trafiłam do szkoły w 22. dzielnicy, gdzie ówczesny dyrektor podał mi kontakt do mojego późniejszego przełożonego.
Pan dr Blüml okazał się miłośnikiem Krakowa, znaleźliśmy więc od razu wiele wspólnych tematów. Przede wszystkim jednak doceniał on znaczenie znajomości języków słowiańskich dla gospodarki europejskiej. Wielokrotnie podkreślał w listach do dyrektorów szkół, jak często spotyka się z krytyką i uwagami ze strony osób związanych z bankowością, instytucjami europejskimi czy gospodarką, że absolwenci gimnazjów nie posługują się językami krajów Europy Środkowej. Twierdził, że znajomość języka angielskiego to za mało. Apelował więc do dyrektorów gimnazjów o wspieranie języków ojczystych. Dzięki jego zaangażowaniu, jak i mojej stanowczości – bo mówiąc wprost, nie dałam się zbyć – język polski stał się przedmiotem nadobowiązkowym, a krótko później trafił do gimnazjum jako drugi język obcy oraz przedmiot maturalny.
Dzisiaj mamy więc szereg możliwości, z których mogą korzystać wszyscy uczniowie szkół publicznych i prywatnych: mają oni prawo uczestniczyć w zajęciach z języka ojczystego, w jednej z kilkunastu szkół podstawowych w Wiedniu. Uczniowie gimnazjów także mogą wybrać jedną ze szkół i kontynuować naukę w szkole średniej. W obu typach szkół otrzymują na świadectwie szkolnym zaświadczenie, że brali w takich lekcjach udział.

Na co rodzice powinni zwracać szczególną uwagę?
– Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że obecność mediów społecznościowych w życiu naszych dzieci i naszej młodzieży ma także skutki negatywne. Wypowiedzi ustne i pisemne stają się lapidarne, ograniczone tylko do niezbędnych informacji. Dawny zwyczaj, jakim było pisanie listów i wiadomości, wymagał od piszącego respektu i odpowiedniej formy – dzisiaj jest często wysiłkiem ponad możliwości piszącego. Wysyłamy krótkie, niepodpisane, nieprzemyślane informacje.
Wydaje mi się, że wielka odpowiedzialność leży tutaj po stronie nauczycieli. To właśnie dorośli powinni uświadamiać uczniom, że język – także ojczysty – to czasami najlepsza broń człowieka. To sposób na nawiązywanie kontaktów zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, narzędzie wymiany myśli, celnego argumentowania. Czy uda mi się zainteresować mojego interlokutora swoimi poglądami, jeżeli nie potrafię zbudować pełnego zdania?

Najpiękniejsze wspomnienia związane z nauczaniem?
– Wyjątkowym i niezapomnianym okazał się rocznik 2015. Nie wiem, czy za sprawą przypadku, czy innych czynników, w jednej grupie spotkały się niezwykłe osobowości młodych ludzi, którzy z każdym tygodniem stawali się dojrzalsi i pewniejsi siebie. Spotykaliśmy się w piątki na ostatnich dwóch godzinach lekcyjnych. Pomimo zmęczenia całym tygodniem zajęć uczniowie przychodzili przygotowani, gotowi do dyskusji, do tego, aby w rzeczowy, mądry sposób zaprezentować swoje myśli, poglądy, wiedzę.
Wszyscy oni: Ania, Melanie, Angelika, Patrycja, Vanessa, Florian, Karol, Anabel, Nicole i Sara, wiedzieli, co chcą w życiu osiągnąć, mieli plan i z pewnością go teraz realizują. Na zajęciach poznali zarówno trudną gramatykę, jak i zawiłości stylistyczne naszego języka – jestem pewna, że do dzisiaj umieją rozszyfrować w tekstach pleonazmy i kontaminacje. Czytali książki pozwalające spojrzeć na historię Europy z różnych perspektyw: w ten sposób kształtowali swoje poglądy i umieli zaprezentować je w mądrej, konstruktywnej dyskusji, z szacunkiem dla poglądów innych.

Co jest Pani największą pasją, oprócz języka polskiego?
– Kiedyś odpowiadałam bez namysłu – teatr. Czasami mam jednak wrażenie, że zmiany, które nie ominęły i tej dziedziny sztuki, powodują, że piękne wspomnienia o teatrze krakowskim, o wielkich spektaklach Wajdy, o mistrzowskich kreacjach aktorskich Treli, Nowickiego czy Stuhra, przeważają nad chęcią podziwiania eksperymentów reżyserów współczesnych. Tak, czasami przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm. Pomimo że bardzo lubię Wiedeń, czuję się krakowianką z krwi i kości i często idealizuję wspomnienia. Wracam tak często jak mogę do Krakowa, potrafię godzinami snuć się między Collegium Maius a ulicą Kanoniczą. Zawsze znajduję coś nowego, niezwykłego. Ostatnio było to muzeum w Pałacu Biskupa Erazma Ciołka, a także oddalone od centrum muzeum przy ul. Pomorskiej i fantastyczna wystawa w dawnych celach gestapo „Krakowanie wobec terroru 1939–1945–1956”.
Moją wielką pasją teraz są podróże – te dalekie i te bliskie. Tam czerpię wiedzę, której nie podają żadne podręczniki, tam nierzadko znajduję inspiracje do moich zajęć. Podróże są niezastąpioną okazją do nabrania dystansu do siebie, otoczenia i wszelkich problemów. Kontakt z nowymi ludźmi uczy tolerancji wobec innych kultur, religii, poglądów – tolerancji, której często nam niestety brakuje, respektu, o którym zapominamy, i szacunku do tego, co inne.

Rozmawiała Patrycja Brzoza, Polonika nr 280, wrzesień/październik 2020

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…