W wojsku zawsze coś się dzieje

O austriackim wojsku, przygotowaniach do obchodów święta narodowego Austrii i swoich związkach z Polską opowiedział nam kapitan Martin Malinowski.

 

 

Dlaczego zdecydował się Pan zostać zawodowym wojskowym?
- Do wojska poszedłem mając 19 lat. Wojsko dawało mi wiele możliwości, których nie otrzymałbym, zatrudniając się w jakiejkolwiek innej firmie. Zawsze lubiłem kontakt z naturą, lubiłem chodzić po górach i spędzać czas aktywnie. Kiedy zaczynałem swoją pracę, byłem szeregowym piechoty, pracowałem w jednostce wojskowej Pułk Piechoty Wiedeń. Teraz jestem w sztabie i służę w Dowództwie Garnizonu Wiedeń. To jednostka, która zajmuje się reprezentacyjnymi zadaniami, ale też serwisem, m.in. zakwaterowaniem i wyżywieniem żołnierzy. Mamy też batalion reprezentacyjny, jedyny taki w Austrii, nazywa się die Garde.

Kapitan Martin Malinowska, fot. Olga Zgórniak
Mówi Pan płynnie po polsku. Skąd ta znajomość języka?
- Moi rodzice pochodzą z Polski, z Warszawy. Do Austrii przyjechali w latach 60., a ja się tutaj urodziłem. W naszym domu rozmawiało się po polsku. Moi rodzice zawsze mówili, że muszę uczyć się polskiego. Jako chłopak chodziłem raz w tygodniu na zajęcia z języka polskiego. Próbuję nie zapomnieć języka, dlatego z rodzicami, którzy mieszkają w Austrii, zawsze rozmawiam po polsku. Dawniej często odwiedzałem Polskę, teraz już niestety trochę rzadziej: brakuje mi czasu, nie mam tam też tak wielu członków rodziny. Teraz na Wszystkich Świętych jedziemy razem do Polski. W Austrii najbardziej brakuje mi polskiej kuchni, choć moja żona, Austriaczka, nauczyła się przygotowywać niektóre polskie potrawy, np. robi przepyszne śledzie. W domu mówimy po niemiecku, choć żona uczyła się polskiego i trochę rozumie. Wracając do kuchni, uwielbiam też bigos. W Polsce wojskową potrawą jest grochówka, tutaj w Austrii jest to gulasz, a najlepszy kucharz przyrządzający gulasz w Austrii zawsze pracuje dla wojska (śmiech).

fot. Harald G.M. Minich/Bundesheer
Ma Pan kontakty z polskim wojskiem?

– Tak, z Dowództwem Garnizonu Warszawa mamy umowę partnerską w ramach CCC (Capitals Commands Cooperation). Ta umowa daje nam możliwość uczestnictwa we wspólnych zawodach sportowych i ogólnej wymianie informacji między komendanturami tych dwu miast. Przy szczególnych okazjach organizujemy często wspólnie pokazy i występy. Teraz przyjeżdża do nas drużyna z Dowództwa Garnizonu Warszawa na nasze święto narodowe w Austrii około 15 wojskowych, którzy na Heldenplatz zorganizują pokaz musztry. Wojsko ma również służbowy kontakt z ambasadą polską i attaché wojskowym. W zeszłym roku wspólnie z polską ambasadą w Wiedniu zorganizowaliśmy święto naszej jednostki. Dzień bitwy pod Wiedniem w 1683 roku został wyznaczony jako tradycyjny dzień Garnizonu Wiedeń. W Polsce ten sam dzień jest świętem polskich Wojsk Lądowych. Ponieważ w zeszłym roku przypadała okrągła 330. rocznica bitwy pod Wiedniem, Polska wysłała do nas kompanię reprezentacyjną Wojsk Lądowych i wspólnie obchodziliśmy tę uroczystość na Minoritenplatz, tam gdzie kiedyś mieściła się główna kwatera obrony Wiednia. To była wojskowa uroczystość, przed pałacem prezydenckim grała orkiestra wojskowa, dwie kompanie reprezentacyjne, z Polski i Austrii, pokazały musztrę, a Landtagspräsident Wiednia, prof. Harry Kopietz, odebrał honory wojskowe.

Czy obcokrajowcy mogą służyć w austriackim wojsku?
- Jeżeli ktoś posiada austriackie obywatelstwo, wtedy możliwa jest służba w austriackiej armii. Ja mam austriackie obywatelstwo, ponieważ urodziłem się w Wiedniu.
Jeżeli chodzi o służbę zasadniczą, może okazać się, że służba odbyta w kraju pochodzenia jest zaliczona na terenie Austrii, jeśli Austria ma z tym państwem podpisaną umowę. Każdy mężczyzna posiadający austriackie obywatelstwo, który jest zdolny do służby i nie ukończył 36. roku życia, może być powołany do wojska.

Czy poleciłby Pan osobom polskiego pochodzenia służbę wojskową w Austrii?
– To musi być decyzja danej osoby. Trzeba być pewnym, że tego właśnie chce się w życiu. To nie ma nic wspólnego z pochodzeniem. Dobrze jest, jeśli ktoś chce wykonywać ten zawód z powołania.

Austria od czasów II wojny światowej jest neutralna. Co to oznacza w praktyce?
– Po II wojnie światowej, kiedy działały dwa pakty: Wschód i Zachód, Austria leżała dokładnie w centrum, przez co pełniła dyplomatyczną rolę pośrednika między Wschodem i Zachodem. Neutralność oznacza, że Austria nie może dołączyć się do jakiegokolwiek związku czy bloku wojskowego. Nie może też pozwolić innym żołnierzom stacjonować na austriackim terytorium. Oczywiście chodzi tu o dłuższy pobyt, a nie o ćwiczenia czy krótkie manewry.

Załóżmy, że jakieś państwo jest agresywne i napada na Austrię. Co wtedy się dzieje?
– To samo, co w każdym innym kraju, który zostałby napadnięty, nie ma tu żadnej różnicy. Wojsko jest po to, żeby bronić kraju i ludności. Tak jest zapisane w konstytucji.

W 2013 roku przeprowadzono w Austrii referendum. Prawie 60% Austriaków było za utrzymaniem obowiązkowej służby wojskowej, a około 40% za powstaniem armii zawodowej. Co jest według Pana lepsze?
– Ludność austriacka zdecydowała, że woli mieć wojsko poborowe. Dyskusja, co jest lepsze, nie należy do wojska, a do polityków. Moim zdaniem najlepsze jest demokratyczne podejmowanie decyzji.

Młodzi Austriacy dziś mają więc wybór: idą do wojska na pół roku albo na 9 miesięcy cywilnej służby zastępczej.
– Po 18. roku życia zaczyna się obowiązek wojskowy. Na dzień dzisiejszy wciąż jest więcej ludzi, którzy wybierają służbę wojskową, bo około 2/3 młodych chłopaków w Austrii, zaś 1/3 decyduje się na służbę cywilną. Dobrze, że jest możliwość wyboru. Zivildienst, czyli służba zastępcza trwająca 9 miesięcy, dostarcza wielu instytucjom pomocowym młodych osób, np. w Czerwonym Krzyżu, w Samariterbund, szpitalu czy innych instytucjach. Osoby, które wybiorą 9-miesięczną służbę cywilną, nie mają szkolenia wojskowego. Osoba taka, w razie np. napaści na Austrię, nie jest powoływana do wojska.

Jak wygląda ta 6-miesięczna służba w wojsku?
- Przyszły rekrut składa wniosek, w którym może zaznaczyć do jakiej jednostki chciałby zostać przydzielony, a także podaje proponowany termin odbywania służby. Przez pierwszy miesiąc jest się skoszarowanym, bo służba trwa codziennie do późnego wieczora. Nazywamy to Basisausbildung, podczas którego uczy się najważniejszych rzeczy związanych z wojskiem, tzn. musztry, jak obchodzić się z bronią. Dopiero później idzie się do jednostki, w której spędza się następne miesiące. Tam można się szkolić w wyspecjalizowanej funkcji. W Austrii wszystkie jednostki podlegają wojsku lądowemu.

Wojsko austriackie bierze udział w obronie cywilnej, np. ratując ofiary katastrof żywiołowych. Kiedy taka sytuacja miała miejsce ostatni raz?
– To zadanie obrony cywilnej wypełniane jest w Austrii prawie codziennie, ponieważ nie chodzi tylko o te sytuacje, które dotyczą dużej liczby jednostek i żołnierzy, ale też o drobne zadania. Przykładowo, gdy ktoś się zgubi w górach, to kilkuosobowa grupa żołnierzy lata helikopterem i szuka takiego turysty. Często się zdarza, że małe grupy żołnierzy pomagają cywilnym instytucjom. Większe akcje pomocy czy katastrofy, podczas których potrzebna jest większa ilość żołnierzy, zdarzają się w Austrii dość rzadko. W ostatnim roku była to powódź. Wojsko wykonywało wówczas prace inżynierskie: umacniało tamy i wały przeciwpowodziowe.

W jakich misjach zagranicznych bierze udział austriacka armia?
– Obecnie są to trzy misje: w Kosowie, w Bośni i Hercegowinie oraz w Libanie. Stacjonują tam kontyngenty, tzn. większe grupy żołnierzy. W Kosowie, Bośni i Hercegowinie działają misje stabilizacyjne, tzn. próbuje się tam utrzymać pokój i stabilizację po konfliktach. W Libanie, gdzie ONZ utrzymuje pokój pomiędzy Libanem, Hisbollahem i Izraelem, na misji przebywa ok. 150 żołnierzy. Na innych misjach, tzw. obserwacyjnych, są tylko pojedynczy austriaccy żołnierze. Łącznie obecnie ok. 800–1000 osób jest na misjach zagranicznych.

Czy Pan był kiedyś na jakiejś misji zagranicznej?
Tak, przez rok na przełomie lat 2008 i 2009 byłem w Syrii. To była misja pokojowa pomiędzy Izraelem i Syrią. Była tam strefa separacyjna, a naszym zadaniem było utrzymać pokój w tej strefie tak, aby zarówno jedne, jak i drugie wojska do niej nie wkraczały. Austria zrezygnowała z tej misji rok temu. Realizacja mandatu ONZ była praktycznie niemożliwa ze względu na zbyt duże zagrożenie.

Które rzeczy najbardziej podobają się Panu w wojsku?
– Różnorodność, ciągłe zmiany, to, że nieustannie coś się dzieje. Nie jest tak, że każdego dnia przychodzę do biura, pracuję po 8 godzin przed tym samym komputerem, robiąc to samo. W wojsku można robić wiele różnych rzeczy, również zadania, których nie mógłbym wykonywać w żadnym innym zawodzie, na przykład jechać czołgiem, latać helikopterem, desantować się. Co prawda służę w sztabie, więc jestem również urzędnikiem i czasem siedzę za biurkiem, jednak są liczne zadania podczas służby, które można wykonywać poza biurem.

Powiedział Pan „z kolegami". Czy w austriackim wojsku są też kobiety?
– Oczywiście, kobiety mają możliwość odbycia służby, jednak jest to tylko służba zawodowa. Jest ona dobrowolna i nieobowiązkowa, inaczej niż w przypadku mężczyzn. Kobiety, tak samo jak poborowi, spędzają 6 miesięcy na służbie ogólnej, a potem przechodzą na kontrakt czasowy. Nie wiem, jak dużo jest kobiet w wojsku austriackim, ale jest to coraz popularniejsze zajęcie. Niedawno dr Andrea Leitgeb jako pierwsza kobieta została generałem brygady.

fot. Harald G.M. Minich/Bundesheer
Wspomniał Pan, że 26 października współorganizuje święto narodowe Austrii. Jak ono będzie wyglądało?

– My, jako wojsko, w tygodniu poprzedzającym to święto, rozpoczniemy na Heldenplatz oprawę tej wielkiej uroczystości. Część tej uroczystości będzie można oglądać już od 24 października. Do udziału zapraszamy wszystkie szkoły, żeby uczniowie, a przyszli rekruci, mogli zobaczyć, czym zajmujemy się na co dzień. Z Warszawy przyjedzie drużyna, która uprawia musztrę pokazową. Ponadto będą żołnierze z Pragi, Bratysławy, Budapesztu i Lublany. 26 października od godz. 8:00 rozpoczną się wszystkie protokolarne uroczystości na Heldenplatz, m.in. składanie wieńców przez prezydenta Austrii i przedstawicieli rządu. Później będzie zaprzysiężenie przed pałacem cesarskim. Co roku taką przysięgę składa około 1000 żołnierzy. Później wszyscy zebrani mogą obejrzeć sprzęt, urządzenia, broń, czołgi, helikoptery, które jako wojsko wystawiamy. Swoje osprzętowanie i umiejętności pokaże też jednostka alpejska, a także jednostka zajmująca się ogromnym szpitalem polowym. Na pewno każdy, kto przyjdzie na Heldenplatz, znajdzie coś, co go zainteresuje.

Czy to prawda, że, jak mówi polskie przysłowie, „za mundurem panny sznurem"?
– (śmiech) Myślę, że lepiej będzie pytanie to skierować do mojej żony.

Czy ma Pan jakieś motto życiowe?
– Jest taki zespół muzyczny w Austrii – STS. Bardzo lubię tę piosenkę Niemals Gewalt, alles bereden. Aber auch ka Angst vor irgendwem.

 

Rozmawiał Sławomir Iwanowski, Polonika nr 237, pażdziernik 2014

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…