Podzielmy się tym, co dla nas drogie

- W czasie ważnym, takin jak na przykład święta Bożego Narodzenia, szukamy siebie nawzajem, jesteśmy jedną Polską - mówi ks. Dariusz Schutzki, który objął we wrześniu 2011 roku funkcję wikariusza biskupiego dla Miasta Wiednia. 

 

 

 

 

 

Z ks. Dariuszem  Schutzkim rozmawiamy o jego nowych obowiązkach oraz o polskiej i austriackiej tradycji bożonarodzeniowej.

Minęło ponad dwadzieścia lat od przyjazdu Księdza do Austrii. Bezpośrednio po święceniach w 1990 roku w Krakowie, znalazł się Ksiądz w Wiedniu, gdzie został kapłanem w kościele parafialnym St. Othmar w trzeciej dzielnicy. Dlaczego właśnie tutaj?

- Należę od wielu lat do Zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców. Myślałem, że po święceniach pojadę do Niemiec, do których w 1987 roku wyemigrowali moi rodzice. Prowincjał wysłał mnie jednak do Austrii. Jako młody ksiądz złożyłem przysięgę posłuszeństwa, tzw. Obediencję, i w związku z tym nie miałem wpływu na to, gdzie się znajdę. Tak zaczęła się moja wielka przygoda z Wiedniem, której do dzisiaj nie żałuję. Na początku nieco się lękałem. Wiedeń jest ogromnym miastem w centrum Europy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jest tak piękny.
Jak Ksiądz wspomina swoje pierwsze święta Bożego Narodzenia spędzane w Austrii?
- Pierwsze Święta spędziłem w Wiedniu, a że należę do zgromadzenia, spędzałem je we wspólnocie zakonnej. Tamto Boże Narodzenie było bardzo ciekawe i inne. Nie świętowałem sam, co było dla mnie ważne, szczególnie na początku pobytu na obczyźnie. W zgromadzeniu pielęgnujemy tradycję życia we wspólnocie m.in. poprzez spotkania z okazji Świąt, które spędzamy na Rennwegu czy na Kahlenbergu. Jesteśmy razem w wigilijny wieczór, dzielimy się opłatkiem.
Powiedział Ksiądz, że pierwsze Boże Narodzenie w Austrii było ciekawe, inne.
- Same Święta nie różniły się od tych, które do tej pory spędzałem w Polsce, ponieważ Wigilię obchodziłem zgodnie z polską tradycją. Ciekawym przeżyciem były dla mnie tutejsze przygotowania do Świąt. Kiedy przyjechałem do Wiednia, nie znałem jeszcze wieńca adwentowego. Możliwe, że są regiony w Polsce, gdzie jest taka tradycja, ale dla mnie było to czymś zupełnie nowym. A tutaj, w Austrii, wieniec świąteczny jest w każdej szkole, w każdym urzędzie, kościele. W parafii każda grupa robi wianek adwentowy: ministranci, młodzież, kobiety. Nie znałem też zwyczaju związanego z przychodzeniem Mikołaja z prezentami 6 grudnia. Kiedy byłem dzieckiem Mikołaj przychodził do nas w święta Bożego Narodzenia. Na Kaszubach, skąd pochodzę, 6 grudnia wystawialiśmy jedynie but, w który wkładane były drobne upominki. Na początku w Austrii sam odwiedzałem rodziny, przedszkola i szkoły właśnie jako Mikołaj. Tutaj nawet do kościoła przychodzi Mikołaj. Bardzo ciekawy zwyczaj.
Polska tradycja bożonarodzeniowa obfituje w piękne, często nieznane nigdzie indziej zwyczaje. Czy jest coś, czego Księdzu w Austrii podczas tych Świąt brakuje, za czym szczególnie tęskni?
- Nie ma zwyczaju łamania się opłatkiem, który Austriakom się podoba, ale jest dla nich czymś zupełnie nieznanym. Nie ma również tak wielu świątecznych potraw. Święta w Polsce obchodzone są w bardzo podniosłej atmosferze. Cała rodzina siedzi przy stole, jest wspólne śpiewanie kolęd, na stole stoi kilkanaście potraw wigilijnych, w tym obowiązkowy karp i inne ryby. Jest mak, sianko pod obrusem, Pan Jezus i czytanie Ewangelii. To są motywy szczególne, romantyczne. Polskie Boże Narodzenie odbiera się wszystkimi zmysłami. Te zapachy, smaki, np. zapach pomarańczy na Święta. W domu była nas czwórka rodzeństwa. Pamiętam dokładnie, jak ta pomarańcza była dzielona na cztery części, gdybyśmy mogli, to zjedlibyśmy ją wraz ze skórką. I ten zapach będzie mi towarzyszył do końca życia, bo wtedy w Polsce na co dzień nie jadało się ani pomarańczy, ani szynki z puszki przeznaczonej zresztą na eksport.
My, Polacy w Austrii, uważamy, że polska i austriacka tradycja świąteczna bardzo się od siebie różnią. Naprawdę dzieli nas tak wiele? Czy według Księdza są to różnice o charakterze powierzchownym, czy może chodzi o coś więcej? Na przykład o niepowtarzalną atmosferę polskich Świąt. A może jako Polacy, Słowianie jesteśmy po prostu sentymentalni?
- Oczywiście, że jesteśmy sentymentalni. Jesteśmy znani z tego, że jesteśmy niezwykle mocno przywiązani do wszystkiego, co jest dla nas ważne, drogie. To jest polska mowa, a także nasza ojczyzna, która nie istniałaby bez polskiej tradycji. Historia pokazuje, że wiele razy próbowano nam tę tradycję odebrać. Trzy rozbiory, pierwsza wojna, druga wojna, później okres komunizmu. Zabierano nam tę tradycję na wszystkie sposoby. Myślę, że różnicę stanowi bardzo mocny związek Polaków z dziedzictwem narodowym. W czasie ważnym, takim jak np. święta Bożego Narodzenia, szukamy siebie nawzajem, jesteśmy jedną Polską. Ten mesjanizm narodowy płynie w żyłach każdego z nas, i dobrze, że płynie, ponieważ jest symbolem wspólnej myśli. Ale to nie znaczy, że jedni są gorsi od drugich. Byłbym ostrożny z tego typu stwierdzeniami, ponieważ mają one charakter osądzający. Cieszmy się z tego, co mamy, ale szanujmy to, co mają inni. To też są piękne tradycje. W Wiedniu żyją ludzie wielu narodowości, dlatego to miasto obfituje w różne zwyczaje i religie. My, Polacy, możemy tylko skorzystać na tej różnorodności. Możemy też pokazać innym, na czym polega piękno naszych Świąt bez porównywania i oceniania. Poza tym mamy wiele wspólnych tradycji, jak choćby jedno wolne miejsce przy stole. W Austrii tak samo jak w Polsce w ten wieczór każdy jest mile widziany. Austriacy są pod tym względem bardzo socjalni. Zdarza się, że w Wigilię zapraszają samotnych sąsiadów. Obojętnie kto zapuka do drzwi, może wejść. W wigilijną noc nikt nie powinien być sam.
Powiedział Ksiądz, że Wiedeń jest miastem wielonarodowym, w którym obok siebie żyją wierni różnych kościołów. Mimo nawoływań duchownych do dialogu w atmosferze wzajemnego szacunku, zgodnie z tradycją ekumeniczną, niemal każdego dnia jesteśmy świadkami zatargów pomiędzy przedstawicielami różnych wyznań. Za przykład niech posłuży konflikt w sprawie oddania kościoła w parafii Neulerchenfeld, którego eskalacja godzi w dobre imię polskich wiernych i wszystkich Polaków.
- Kościół austriacki jest bardzo otwarty na różnorodność wyznaniową w Wiedniu. To zasługa przede wszystkim kardynała Christopha Schönborna, który jest życzliwy obcojęzycznym grupom wiernych, w tym bardzo licznej wspólnocie polskiej. W Wiedniu mieszka trzydzieści siedem tysięcy Polaków, z czego znakomita część uczęszcza na msze święte i bierze aktywny udział w życiu kościelnym. Kardynał i kuria są otwarci na polskich wiernych i księży. Ci ostatni stanowią dziesięć procent wszystkich duchownych diecezji wiedeńskiej. W Wiedniu jest trzynaście kościołów, w których odprawia się mszę świętą w języku polskim. Wikariusz biskupi Miasta Wiednia jest Polakiem.
Po katastrofie smoleńskiej wygłosiłem kazanie w Katedrze Wiedeńskiej, gdzie my, Polacy, mogliśmy się licznie zgromadzić, pomodlić się, zadumać nad naszym narodem i zaśpiewać narodowy hymn Polski. Również w katedrze,1 maja 2011 została odprawiona msza dziękczynna w związku z beatyfikacją ojca świętego Jana Pawła II. Kardynał Schönborn jest bardzo związany z Polakami, był wielkim przyjacielem Jana Pawła II. Chętnie odwiedza Kościół Polski w Wiedniu i odprawia msze w języku polskim. Zarzuty na temat jego rzekomo wieloletniego konfliktu z polskimi wiernymi w Wiedniu są nieprawdziwe. To bardzo przykre, że się pojawiły, ponieważ nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Nie sądzę, aby w innych krajach było wielu wikariuszy biskupich, będących Polakami, ponieważ to nie jest wcale takie oczywiste. Tak jak nie są oczywiste przywileje, którymi w Wiedniu cieszy się polska grupa. Austriacka wspólnota parafialna wspaniale się wobec nas zachowuje. Troszczą się o to, co z nami będzie. Korelacja między Polakami a Austriakami jest dobrą korelacją i nie powinniśmy dać sobie tego odebrać przez tworzenie niepotrzebnych konfliktów. Powinniśmy być raczej wdzięczni za to, że mamy tu coś do powiedzenia, że mamy tylu dobrych księży Polaków, którzy tutaj pracują. Polacy cieszą się w Austrii dobrą reputacją, są tu jedną z najlepiej zintegrowanych grup cudzoziemców. Nie dajmy więc sobie tego zabrać. Nie dajmy się zmanipulować. Jak w każdym obcym kraju jesteśmy w Austrii gośćmi, ale bardzo mile widzianymi. Doceńmy to. Poza tym Polska to pod wieloma względami wspaniały kraj. Jako naród mamy tyle pięknych rzeczy do pokazania. Jesteśmy poważani w Europie, rozwijamy się gospodarczo, mamy wspaniałych, znanych rodaków.
Sugeruje Ksiądz, że na emigracji pełnimy funkcję ambasadorów własnego kraju?
-Jak najbardziej. Jesteśmy ambasadorami Polski, którzy jako migranci mają wpływ na obraz społeczeństwa austriackiego. Kształtujmy go za pomocą dobrych rzeczy.
Od 1 września 2011 jest Ksiądz wikariuszem biskupim w Wikariacie Miasta Wiednia. Co obecnie należy do Księdza obowiązków?
-Jako wikariusz biskupi odpowiadam za sto siedemdziesiąt dwie parafie w Wiedniu. Kontaktuję się z władzami miasta i burmistrzem. Poza tym jestem odpowiedzialny za sprawy personalne w wikariacie, np. za przenosiny księży, za obsadzanie parafii, za przeprowadzanie wyborów rad parafialnych w całym wikariacie. Kontaktuję się intensywnie z dziekanami dwudziestu trzech dzielnic i Klosterneuburga, pośredniczę między ordynariuszem a dziekanami. Jestem również przewodniczącym rady wikariatu i rady dziekanów. Należę do wszystkich gremiów w diecezji oraz do rady biskupiej, która jest odpowiedzialna za obsadzanie parafii w całej diecezji wiedeńskiej. W dalszej kolejności wprowadzam oficjalnie w urząd nowych proboszczów w moim wikariacie oraz bierzmuję, co jest bardzo przyjemnym obowiązkiem. Sprawuję więc funkcję koordynacyjną, prowadzę dużo rozmów oraz pełnię obowiązki duszpasterskie. Oprócz tego wciąż jestem proboszczem.
Czy mógłby nam Ksiądz jeszcze pokrótce przedstawić plany, cele i wyzwania w związku z objęciem funkcji wikariusza biskupiego oraz w sytuacji aktualnego kryzysu Kościoła?
- Kryzys kościelny to sytuacja, na którą musimy odpowiedzieć. Przyglądamy się dziekanatom, parafiom. Przyglądamy się też życiu w tych parafiach. Oceniamy, które z nich dobrze funkcjonują, a gdzie są trudności w życiu duszpasterskim. Patrzymy, które parafie nie mogą sobie poradzić z utrzymaniem budynków. Jednocześnie mamy do czynienia ze wspólnotami innych wyznań, które proszą o kościoły, jak w przypadku Neulerchenfeld. Chodzi o bardzo liczne grupy wiernych innych wyznań, które mają za mało kościołów. Diecezja Wiedeńska utrzymuje niezmiennie tę samą liczbę parafii i budynków, przy czym jest coraz mniej wiernych. Dlatego niektóre parafie nie radzą sobie finansowo. Na podstawie liczb będziemy musieli zdecydować, gdzie wprowadzić uszczuplenia. Zmiany będą zapewne odczuwalne. Będzie też prawdopodobnie więcej takich sytuacji jak sprawa przejęcia kościoła parafialnego w szesnastej dzielnicy. Proces zmian w kościelnych strukturach organizacyjnych zostanie rozłożony na kilka lat. Dzięki Bogu wciąż jeszcze możemy sobie pozwolić na spojrzenie o charakterze teologicznym i pastoralnym, a nie wyłącznie finansowym. Pamiętajmy, że zmiany nie są celem samym w sobie. Chodzi przede wszystkim o rozwój wiary, o stosunek do Chrystusa, czyli o to, jak można to spotkanie z Chrystusem polepszyć. Coś ulegnie rozwiązaniu, ale jednocześnie pojawia się możliwość powstania czegoś zupełnie nowego w postaci innych komórek czy wspólnot. Dajmy więc na to szansę Duchowi Świętemu. To jest również taki proces.
W poszukiwaniu przez ludzi ojczyzny dostrzega Ksiądz szansę dla Kościoła i twierdzi, że tak zwany „Kościół otwartych serc i drzwi" daje wiernym namiastkę spokoju i ojczyzny.
- Wielu Polaków w Austrii zintegrowało się z otoczeniem, uczęszcza na msze w swoich parafiach i tylko czasami odwiedza Polski Kościół. Aczkolwiek możliwość uczestniczenia w mszy prowadzonej w języku ojczystym jest dla Polaków tutaj wielkim darem, ponieważ bardzo ważne jest posłuchać czegoś w języku, w którym zostaliśmy wychowani.
A czy Ksiądz ma częsty kontakt z naszym językiem? Zbliżają się Święta, a polskie kolędy chwytają za serce, szczególnie Polaków na obczyźnie...
- Gdy słucham polskich kolęd, to mam łzy w oczach. Z rodzeństwem, które mieszka w Niemczech, rozmawiam po polsku. Moja siostrzenica jest dwujęzyczna, to zasługa mojej siostry, która stara się ją wychować po polsku. Oczywiście w obecności szwagra ze względów kulturalnych używamy języka niemieckiego.
Na koniec chciałabym zadać Księdzu jeszcze jedno pytanie, które nie jest związane ani ze Świętami, ani z instytucją Kościoła, ani z żadnym z dotychczas poruszonych w naszej rozmowie tematów. Już jako dziekan przywiązywał Ksiądz ogromną wagę do poczucia zadowolenia duchownych. Powiedział Ksiądz kiedyś, że gdy księża są szczęśliwi, mają powody do radości, emanują pozytywną energią. Co sprawia, że duchowni są szczęśliwi?
- Chyba nigdy nie uda się nam zdefiniować szczęścia. Myślę, że szczęście jest wtedy, kiedy ludzie nie lękają się z siebie czegoś dać, podzielić się tym, co jest dla nich drogie. A im więcej z siebie dajemy, tym więcej dostajemy z powrotem. Ofiarowanie czegoś z siebie bez lęku jest właśnie wyrazem szczęścia, wolności. Myślę, że w życiu księdza jest nieporównywalnie więcej szans na dawanie z siebie, niż to ma miejsce w innych zawodach. To czyni nasz „zawód" bardzo ciekawym, ponieważ przy każdym spotkaniu możemy z siebie coś dać. Święty Brat Albert mówił: „Bądź dobry jak chleb". Po to, żeby każdy z ciebie mógł coś wziąć, daj się każdemu po trochu. Tak jak Jezus Chrystus, który z siebie ofiarował. Dawanie z siebie jest czymś w rodzaju klucza do bycia człowiekiem. A być człowiekiem, to znaczy patrzeć na Chrystusa. Być człowiekiem można jedynie przez Chrystusa.

 

Rozmawiała Marta Hruz, Polonika nr 203/204, grudzień/styczeń 2012

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…