BETA-CAR
NATCAR

Przychodzimy, odchodzimy...

Przypominamy rozmowę z Piotrem "Kubą" Kubowiczem (18.07.1955 - 29.06.2020) - żegnając dziś tego wspaniałego Artystę, związanego także z Wiedniem.

 


W wiedeńskim teatrze Odeon dane nam było przeżyć chwile wzruszeń na koncercie artystów legendarnej „Piwnicy pod Baranami”, którzy przyjechali do Wiednia na zaproszenie Wiener-Krakauer Kultur-Gesellschaft. „Przychodzimy, odchodzimy leciuteńko na paluszkach” - koncert zaczął się od tej piosenki, a zakończył jak zwykle „Desideratą” i owacjami na stojąco.
Tuż przed koncertem rozmawialiśmy z Piotrem „Kubą” Kubowiczem, który wiele lat związany był z Wiedniem - ostatnim artystą Piwnicy przyjętym przez Piotra Skrzyneckiego.

Co sprawia, że kabaret „Piwnicy pod Baranami” już od 55 lat cieszy się nieprzerwaną popularnością?
- Na to najlepiej odpowiedzą ci, którzy do nas dalej przychodzą. Myślę, że są rzeczy nieprzemijające, nieprzemijające w dobrym stylu, i „Piwnica” o ten styl cały czas dba. To, czym jesteśmy karmieni przez media, cała ta papka, niezbyt ambitna, ma taki zamiennik, i myślę, że ludzie tego właśnie oczekują. Poza tym tęsknią za tym, czego media nie dają. Może taka różnica, że w „Piwnicy” ludzie się śmieją, a gdzie indziej rechoczą.
Jaka jest publiczność? Przychodzą starzy bywalcy, czy młodzi ludzie równie chętnie chcą uczestniczyć w tego typu rozrywce?
- Publiczność jest zróżnicowana. Przychodzą też ludzie bardzo młodzi i wychowani przez rodziców, wujków, ciotki, którzy mają coś, co wynieśli z domów. Proste wychowanie też, ale nie tylko, bo także jakąś tęsknotę i wrażliwość.
Ewa Demarczyk, Marek Grechuta czy Grzegorz Turnau to tylko niektóre nazwiska znakomitych artystów, którzy występowali w „Piwnicy”. Czy dziś trudno o młodych twórców, którzy umieliby zmierzyć się z legendami polskiej piosenki i im dorównać?
- Są młodzi artyści. Chodzi o to, żeby weszli w ten klimat. Jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej. Niech próbują. Jest taki zwyczaj, że każdy w „Piwnicy” może raz wystąpić na własną odpowiedzialność, przed kabaretem jest taka możliwość. Wtedy się sprawdzają – albo są zaakceptowani, albo nie. Jest nas też niemało, więc nie można tego zespołu rozciągać w nieskończoność, ale w „Piwnicy” każdy, kto ma coś do powiedzenia i jest akceptowany przez publiczność oraz zespół, zawsze ma szansę zaistnieć.
Wraz z biegiem lat, z postępem technicznym wszystko się zmienia, „Piwnica” zapewne także. W jaki sposób znalazła „złoty środek”, by nie zatracić uroku dawnych lat i jednocześnie nie pozostawać daleko w tyle za konkurencją?
- My za nowoczesnością nie dążymy. Natomiast naszą przewagą są ci młodzi ludzie, którzy przychodzą z tymi swoimi tęsknotami, to jest nasz punkt wyjścia. W Polsce gatunek tej tak zwanej „poezji śpiewanej” – lepiej jest powiedzieć piosenki literackiej, bo kabaret „Piwnica pod Baranami” jest kabaretem literackim – jest gatunkiem, który się specjalnie wykształcił, to właściwie jest ewenement na skalę europejską na pewno, nie większą niż światową.
„Piwnica pod Baranami” urosła już do formy jednej z krakowskich legend. Sama atmosfera tego miejsca, miasta, historii daje ludziom poczucie obcowania w niezwykłym miejscu. Czy jest jakaś różnica między występami w kraju a tymi za granicą?
- My robimy swoje. To, że niektórzy z nas mogą występować w różnych językach nie jest niczym dziwnym – tak było zawsze. Jeżeli jedziemy do Niemiec, śpiewamy po niemiecku. Wielojęzyczność należy też do dobrego tonu.
Jaka jest publiczność polonijna? Czy występy dla niej różnią się od tych w kraju?
- Ja publiczności nie różnicuję. Każdą publiczność należy traktować poważnie, wtedy nie ma żadnych różnic. Widz musi czuć się doceniony. Nie uważa się go za kogoś, do kogo się mówi „z góry”. Całe to nasze pokazywanie się tutaj to jest swego rodzaju rozmowa z widzem, wykonywana w takich warunkach, jakie są nam narzucane.
Czego należy życzyć z okazji Jubileuszu 55 roku istnienia „Piwnicy pod Baranami”?
- Wysokich lotów.
I następnego 55-lecia?
- Jasne!


Rozmawiała Justyna Kwiecień, Polonika nr 203/204, grudzień 2011/styczeń 2012

 

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…