Dokąd dążymy?

– Jesteśmy krajem suwerennym. Młodzi Polacy mają wyraźne poczucie tożsamości narodowej, znają historię swojego kraju, tradycję, identyfikują się z ojczyzną, podkreślają przynależność do Wspólnoty i jednocześnie uznają odrębność i specyfikę własnego kraju. My nie budujemy czegoś nowego, tylko nawiązujemy do tego, co już było – podkreśla Jolanta Róża Kozłowska, nowa ambasador RP w Wiedniu.

 

Od listopada ubiegłego roku sprawuje Pani funkcję ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego, reprezentując tym samym Polskę w Wiedniu. Jakie są Pani priorytety jako szefowej polskiej misji?
– Rolą ambasadora jest nie tylko reprezentowanie własnego kraju i realizowanie polityki rządu, ale również inicjowanie i rozwijanie różnych działań, projektów np. w dziedzinie gospodarczej i kulturalnej. Ścisła współpraca w każdej sprawie zawsze przynosi efekty i to nie tylko na szczeblu państwowym, ale również regionalnym. Cieszę się, że nawiązano już współpracę między niektórymi landami, takimi jak Styria, Dolna Austria czy Karyntia a naszymi województwami, które budzą się po nieco pasywnym okresie i odczuwają potrzebę rozwijania i intensyfikowania kontaktów.
Współpraca gospodarcza pociąga za sobą współpracę kulturalną i odwrotnie. Te dwa filary promocji, czyli gospodarka i kultura, wydają się najważniejsze, ale nie można zapominać też o turystyce. Nie chodzi tylko o zachęcenie Austriaków do odwiedzania polskich miast, miejsc historycznych, miejsc pamięci, ale pokazanie, że Polska ma też przepiękne regiony geograficzne, parki narodowe, skanseny przyrody, które są warte poznania.
Wydaje mi się, że w ostatnim czasie współpraca między parlamentami Polski i Austrii nie była zbyt intensywna. Po kilku spotkaniach z przedstawicielami austriackiego parlamentu widzę jednak duże zainteresowanie sprawą i wolę intensyfikowania roboczych kontaktów.

W Austrii utworzony został nowy rząd. Jakich relacji między Polską a Austrią Pani oczekuje?
– Jestem przedstawicielem Polski, reprezentuję nasz kraj za granicą, dlatego zależy na tym, żeby relacje RP i RA były jak najlepsze. Nie zawsze nam było po drodze, w czasie ostatniej kampanii wyborczej wracały stereotypy na temat Polaków. Krytykowano nas w różnych kontekstach, nie tylko dotyczącym migracji. Przypisywano nam różne rzeczy w związku z tzw. łamaniem praworządności w naszym kraju. Poprzedni kanclerz niektóre sprawy wypominał nam wprost. Bierzemy jednak pod uwagę, że była to kampania, a w czasie kampanii używa się ostrych sformułowań. Wprawdzie z Austrią nie sąsiadujemy bezpośrednio, ale jest to dla nas ważny partner z racji współpracy regionalnej w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Ufam, że nowy austriacki rząd będzie dbał o dobre relacje z naszym rządem w kontaktach dwustronnych i w ramach UE. W pewnych sprawach, np. migracyjnych, jest nam po drodze. Austria nie akceptuje tego, czego chce większość krajów starej Unii Europejskiej, zależy jej na przyhamowaniu niekontrolowanego napływu uchodźców z północnej Afryki czy Bliskiego Wschodu. Zobaczymy zatem, jak nowy rząd ustosunkuje się do tzw. kwot uchodźców i do sprawy powstrzymania nowej fali migrantów, która może nadejść od strony Bałkanów Zachodnich, w związku z pogorszeniem się sytuacji na Bliskim Wschodzie. Region Bałkanów ma ogromne znaczenie dla polityki bezpieczeństwa Austrii.
Przed nowym austriackim rządem stoją ogromne wyzwania. Warto nadmienić, że to Austria będzie koordynować politykę europejską, bo za kilka miesięcy przejmuje przewodnictwo w Radzie UE. Punkty ciężkości polityki UE mniej więcej są nam znane, ale to Austria będzie miała możliwość jej modyfikowania. Obecnie Unia Europejska w wielu dziedzinach wymaga reform wewnętrznych. Będzie to zatem ważny rok, z pewnością niewolny od napięć. UE stoi przed wyzwaniem, jakim jest opuszczenie jej struktur przez Wielką Brytanię, i tak naprawdę nikt nie wie, jaka będzie Europa po brexicie. Nie tylko w dziedzinie gospodarczej…

Jaka wizja Europy jest Pani najbliższa?
– Chcę pracować na rzecz Europy, która powinna utrzymać własną tożsamość, szanować własne korzenie. Europy, która jest zbudowana na fundamentach wartości chrześcijańskich. Czy ktoś tego chce, czy nie chce większość krajów europejskich to kraje chrześcijańskie. To ten fundament pozwolił Europie przetrwać, zatem nie można go osłabiać.
Powinna to być Europa, która jest wspólnotą, ale wspólnotą suwerennych państw. To proces, który oczywiście wymaga czasu, zakłada, ucieranie, ścieranie różnych wizji, strategii. Moim zdaniem bolączką współczesnej Europy jest to, że brakuje jej wizjonerów. Dzisiaj, z perspektywy czasu, możemy powiedzieć, że twórcom wspólnoty europejskiej po II wojnie światowej z pewnością przyświecała dalekosiężna wizja naszego kontynentu: oni mieli świadomość, jak unia powinna wyglądać, jakie są jej zadania, role, w jaki sposób kształtować relacje z innymi kontynentami. Teraz świat stał się bardzo skomplikowany – w pewnym sensie się skurczył, a jednocześnie połączył się za sprawą ogromnych możliwości technologicznych, które stały się właściwie nieograniczone. Z jednej strony to bardzo ułatwia życie, rozwija pewne nowe dziedziny życia społecznego i gospodarczego. Z drugiej strony niesie zagrożenia, bo jest narzędziem, które można wykorzystać przeciwko człowiekowi. Tzw. sieci są ogromnym zagrożeniem dla naszej tożsamości, bezpieczeństwa kontynentu, poszczególnych krajów, ale też osób. To jest wielkie wyzwanie, stąd zadajemy sobie pytanie jako obywatele krajów, co dalej. Zwykły obywatel oczekuje, że ktoś mu na to pytanie odpowie, a przynajmniej wskaże, w jakim kierunku dążymy. To jest właśnie najważniejsze pytanie: dokąd zmierzamy.

Jakie miejsce ma zająć Polska we wspólnocie narodów europejskich?
– Polska leży w Europie, zawsze była częścią kultury łacińskiej, zatem w tym sensie jesteśmy tu od zawsze. Z Europy sami dobrowolnie nie wyszliśmy, nas zepchnięto za „żelazną kurtynę”. Naprawdę przecież znajdujemy się między Wschodem a Zachodem, gdzieś pośrodku kontynentu. Mamy ogromne dziedzictwo, oparte na ponadtysiącletniej spuściźnie wieków, dziedzictwo, w którym krzyżują się wpływy kultury zachodniej i wschodniej, południa i północy. Miejsce Polski jest tam, gdzie jesteśmy – a więc na pewno we wspólnocie narodów europejskich, we wspólnocie państw suwerennych.

Dwa lata temu obchodziliśmy jubileusz 1050. rocznicy chrztu państwa polskiego, natomiast w tym roku obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości Polski. Co w kontekście tej rocznicy chciałaby Pani przekazać?
– Chciałabym zaprosić wszystkich do włączenia się w ten wielki jubileusz, bo sto lat, tak jak w życiu człowieka, zdarza się tylko raz. Tylko szczęśliwcy dożywają takiego wieku. Cofnijmy się pamięcią do 1918 roku, do czasów burzliwych, wydarzeń, które doprowadziły do odzyskania przez Polskę państwowości, samostanowienia, choć w zmienionych granicach i – jak się okaże – tylko na 20 lat… Był to czas budowania zrębów państwa, krótki wprawdzie, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy – okres ogromnie ważny w dziejach naszego kraju. Do XX-lecia międzywojennego słusznie dzisiaj powracamy, budując na fundamentach II Rzeczypospolitej nową jakość polityczną, nową współczesną państwowość. Warto przypominać zasługi ówczesnych ojców polskiej państwowości, którzy mimo odmiennych wizji politycznych potrafili wznieść się ponad te różnice i zjednoczyć w jednej sprawie, aby stworzyć silne państwo polskie. Myślę, że dzisiaj jest nam potrzebna taka społeczna solidarność, która została nadszarpnięta. Ten kryzys społeczny, w którym Polska się teraz znalazła, być może jest naturalny jako następstwo zmian ustrojowych. Ustrój można szybko zmienić, ale zmiana mentalności ludzi jest bardzo skomplikowaną sprawą i wymaga czasu. Stefan Wyszyński, nasz wielki prymas, napisał kiedyś, że zniszczyć człowieka można bardzo szybko, w ciągu jednego pokolenia, ale żeby wizerunek tego człowieka odbudować potrzeba dwóch lub trzech pokoleń. To były mądre słowa Polaka, który miał wizję Polski, takiej w jakiej żyjemy i udział w jej budowaniu, Polska, która potrafiła przetrwać wszelkie reżimy. Jesteśmy krajem suwerennym, a młode pokolenie Polaków ma poczucie przywiązania do historii, tradycji, narodowej tożsamości, podkreślając przynależność do wspólnoty i jednocześnie uznając naszą odrębność i specyficzność.
Świętowanie takiego jubileuszu nie jest tylko zadaniem dla rządu, to jest sprawa każdego obywatela. Chodzi o to, żeby każdy Polak poczuł się częścią narodu. Jest to wspaniałe zadanie dla osób aktywnych społecznie, artystów, wielu organizacji. Chodzi o to, żeby w choć w symboliczny sposób, każdy na własną miarę, włączyć się w te obchody. Jest to zadanie również dla naszych rodaków za granicą.

A jak postrzega Pani Polaków za granicą?
– Nie ma zakątka świata, gdzie by ich nie było. Świat stał się bardzo otwarty i wielu Polaków z tego korzysta. Od kilkunastu lat obserwuję, jak zmienia się postawa Polaków za granicą. Cieszy mnie to, że są coraz bardziej widoczni. Moje doświadczenia z Niemiec, a teraz Austrii, prowadzą do wniosku, że Polacy podnieśli głowy, odważyli się być pełnoprawnymi obywatelami, a nie jakąś drugą kategorią obywateli, jak niektórzy chcieliby ich widzieć. To w dużym zakresie konsekwencja zmiany wizerunku naszego kraju. Używane niegdyś z pogardą w stosunku do polskiej gospodarki określenie – „polnische Wirtschaft”, dzisiaj nabiera nowego sensu, bo polska gospodarka ma się bardzo dobrze, zwłaszcza w porównaniu z gospodarką innych krajów.
W Austrii wszędzie można usłyszeć język polski. Cieszę się, gdy słyszę swoich rodaków np. w czasie nocy muzeów, w Musikverein, operze, na uniwersytetach. Jesteśmy obecni w różnych obszarach gospodarki, kultury, szkoda tylko, że nie jesteśmy obecni tak bardzo, jakbyśmy sobie tego życzyli w lokalnych samorządach. Być może wynika to z naszej wrodzonej apolityczności, mimo że przecież bywamy bardzo rozpolitykowani. Stronimy przez to od działań politycznych. Niesłusznie, ponieważ stanowimy w Austrii liczną grupę narodowościową, szóstą pod względem liczebności, liczną szczególnie w Wiedniu. Chciałabym zachęcić, aby ta znacząca społeczność polskiego pochodzenia bardziej włączała się w codzienne życie społeczno-polityczne Austrii, dla dobra kontaktów polsko-austriackich i wspólnej Europy.

Jakie jest Pani zdanie na temat emigracyjnych decyzji Polaków?
– Jesteśmy społeczeństwem wolnym i w imię tej wolności każdy z nas ma prawo wybrać sobie najlepsze – jego zdaniem – miejsce na świecie. Gdy granice do wielu krajów są otwarte, jako wolni obywatele możemy z tego korzystać, co nie zawsze oznacza, że nasze wybory wynikają z tego że nie odpowiada nam to, co jest w Polsce. Nie można się dziwić młodym ludziom, którym może coś w życiu się nie udało (zdobycie wykształcenia, sprawy prywatne, mieszkaniowe, brak pracy), że chcą poszukać szczęścia gdzie indziej. Bezrobocie i migracje ludzi młodych to zresztą ogólnoświatowy problem i nie tylko Polska jest tym zagrożona, bo np. też kraje południowe UE. Tak było zawsze, że ludzie wędrowali za chlebem do krajów zamożniejszych. Oczywiście emigracja Polaków nie jest dla rządu sprawą obojętną, ubolewamy nad tym, że Polskę opuszczają ludzie bardzo aktywni zawodowo, bardzo dobrze wykształceni. Niestety, zdarza się, że ci najlepiej wykształceni znajdują sobie lepszą przyszłość za granicą i nie zawsze mogą czy też chcą potem wracać. To jest duża strata dla kraju. Należy mieć nadzieję, że z każdym rokiem, gdy w Polsce sytuacja będzie się poprawiać, decyzje o powrotach do kraju Polaków będą dla nich łatwiejsze.
Mam wrażenie, że fala wyjazdów straciła na sile właśnie dlatego, że przed młodymi ludźmi w Polsce otworzono nowe perspektywy, dzięki prorodzinnej polityce państwa, kreowaniu nowych miejsc przy, budowie tanich mieszkań, poprawie infrastruktury. Może z czasem powrócą również Ci, którzy dziś nie planują powrotów, a lata za granicą będą ich kapitałem. Nie wszyscy też wyjeżdżają na stałe. Wyjazd emigracyjny może być pozytywnym doświadczeniem, przydatnym po powrocie do kraju. Wiem to z własnego doświadczenia.

W swoim życiu miała Pani również etap emigracyjny – w 1983 roku wyjechała Pani do RFN.
– Jak wielu młodych ludzi chciałam poznać inny świat, zachodni; wyrwać się na kilka miesięcy z Polski, jednak nie chciałam jej nigdy opuszczać. Wielokrotnie odmawiano mi wydania paszportu. Dostałam go dopiero wtedy, gdy komuniści uznali, że może wraz ze mną na stałe wyjedzie z kraju również mój ojciec i w ten sposób pozbędą się politycznego opozycjonisty. W rzeczywistości mój ojciec wcale nie miał zamiaru z kraju wyjeżdżać. W Niemczech miałam podstawy, aby prosić o azyl, ale tego nie zrobiłam. Uważałam, że azyl zamknie mi drogę powrotu do kraju. Wtedy nikt nie wiedział, że za kilka lat w Polsce zmieni się ustrój i będzie to bez znaczenia, czy ktoś prosił o azyl, czy nie. W 1984 r. ojciec został ponownie aresztowany i moi bliscy odradzali mi powrót do Polski. Zwlekałam więc z przyjazdem. Wiedziałam, że gdy wrócę, to będę musiała uzasadnić przed komunistami swój przedłużony pobyt na Zachodzie. Podjęłam więc we Fryburgu studia z zakresu etnologii, muzykologii i historii. Wróciłam na stałe po 8 latach, w 1992 roku.

Kiedy zdecydowała się Pani po raz pierwszy odwiedzić Polskę?
– W konsulacie w Kolonii otrzymałam paszport konsularny z wizą wielokrotnego przekraczania granicy i w maju 1989 r. przyjechałam do Polski tuż przed wyborami. Już po dwóch tygodniach wróciłam do Niemiec jako jedna z trzech osób, aby z ramienia „Solidarności” być obserwatorem w ambasadzie PRL w Kolonii, podczas czerwcowych wyborów 1989 roku. Z opaską „Solidarności” wzbudzaliśmy entuzjazm wśród tysięcy Polaków, którzy przyszli do ambasady w Kolonii oddać swój głos. Natomiast przez ówczesny personel ambasady traktowani byliśmy niechętnie, wręcz wrogo, co było spowodowane ich strachem i niepewnością o wyniki wyborów...

Kto by przypuszczał, że po 20 latach powróci Pani na Zachód w zupełnie nowej roli: w 2009 r. została Pani konsulem generalnym ambasady RP w Kolonii. Wcześniej, w latach 90., była Pani konsulem w Monachium, a niedawno, w listopadzie 2017 r., objęła Pani funkcję ambasadora RP w Wiedniu.
– Reprezentowanie Polski to jest duże wyzwanie. Jak każdy, kto tutaj przyjeżdża, chcę pozostawić jakiś ślad. Takim imperatywem kierowali się moi poprzednicy w Austrii, polscy dyplomaci II Rzeczypospolitej, a potem po 1989 roku, począwszy od ambasadora Władysława Bartoszewskiego i jego następców. Naszym głównym zadaniem, dyplomatów -ambasadorów, konsulów, , jest realizowanie zadań polskiej polityki zagranicznej. Ale jest tu również miejscaena własną inicjatywę, na realizowanie własnych projektów w sprawie. Ja też chciałabym taki ślad zostawić. Oby był trwały...

Rozmawiał Sławomir Iwanowski, Polonika nr 264, styczeń/luty 2018

Jolanta Róża Kozłowska
pochodzi z Podkarpacia. Jej ojciec, Jan Kozłowski, w okresie PRL był aktywnym działaczem opozycji demokratycznej, sądzonym za działalność polityczną. W stanie wojennym internowany, w 1989 r. został wybrany senatorem z województwa tarnobrzeskiego. Jolanta Róża Kozłowska również włączyła się w opozycyjną działalność – nawiązała współpracę z KOR-em, Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, należała do Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Wielokrotnie była zatrzymywana przez Służbę Bezpieczeństwa i aresztowana. Szykanowana przez komunistyczne władze, została relegowana ze studiów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i straciła prawo do studiowania w PRL. W 1979 r. udało się jej wznowić studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ale jako wolny słuchacz. Po przywróceniu jej praw w 1980 r. została studentką kierunku muzycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W trakcie strajku sierpniowego w 1980 r. w Stoczni Gdańskiej uczestniczyła w obradach komitetu strajkowego.
W roku 1983 wyjechała do Niemiec, gdzie inicjowała wiele działań na rzecz polsko-niemieckiego porozumienia i wymiany młodzieży. Była współzałożycielką ośrodka Deutsch-Polnisches Zentrum we Fryburgu, który też prowadziła. Tytuł magistra uzyskała na Uniwersytecie we Fryburgu.
Po powrocie do kraju, w 1993 r. podjęła pracę w administracji publicznej w Ministerstwie Kultury i Sztuki. W 1994 r. rozpoczęła karierę w służbie zagranicznej jako wicekonsul, potem konsul ds. kultury w Konsulacie Generalnym RP w Monachium. Po raz drugi pojechała do Bawarii w 1998 r. jako konsul generalny. Od 2009 r. kierowała Konsulatem RP w Kolonii. W 2012 r. MSZ kierowany przez Radosława Sikorskiego podjął decyzję o sprzedaży zabytkowej willi z 1925 r., w której znajdowała się siedziba konsulatu. Uważając sprzedaż budynku za szkodliwą dla interesów Polski, wielokrotnie zwracała się do MSZ z prośbami o zmianę decyzji. Zapłaciła za to utratą stanowiska konsula generalnego – z końcem 2012 r. została natychmiastowo zwolniona. Niezgodne z prawem zwolnienie zaskarżyła i wygrała sprawę w polskim sądzie. Po powrocie do Polski była doradcą do spraw współpracy zagranicznej Marszałka Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie.
W 2015 r. została prezesem Fundacji Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Stalowej Woli. Funkcję tę pełniła do lipca 2017 roku. W sierpniu 2017 r. w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy szef polskiej dyplomacji, minister Witold Waszczykowski, wręczył Jolancie Róży Kozłowskiej nominację na ambasadora RP w Austrii. Od października 2017 r. reprezentuje Polskę w Republice Austrii.

Dodatkowo:

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać mailem informacje na bieżąco wpisz swój adres e-mail
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…