NATCAR

Polak kapelanem Mistrzostw Europy

- Piłka nożna była i jest bardzo ważną częścią mojego życia – mówi ks. Krzysztof Pelczar - oficjalny kapelan Mistrzostw Europy.

Spotykamy się z nim w trakcie trwania Mistrzostw Europy 2008. Od kilku lat jest on proboszczem parafii Weikendorf. A na plebanii rzucają się w oczy akcesoria związane z futbolem - gdyż ks. Pelczar wcale nie porzucił futbolu dla kapłaństwa, na boisku bowiem spędza co najmniej tyle samo czasu co w kościele.

 

 

 

Nasi piłkarze musieli pożegnać się z ME. Był ksiądz blisko nich, rozmawiał z nimi. Jak wyglądało to wszystko od tej drugiej strony?
- Miałem możliwość osobistych spotkań i rozmów z polskimi piłkarzami, nawet przed chwilą dzwonił do mnie Marek Saganowski. Nastroje po przegranym meczu z Chorwacją nie były najlepsze. Mówiłem wszystkim, że musimy się nauczyć przegrywać. Jest to oczywiście smutne, ale powinniśmy się liczyć z tym, że nie mamy jeszcze na tyle stabilnej reprezentacji, żebyśmy mogli poważnie stanąć do walki z drużynami klasy światowej.
Całą napiętą atmosferę w naszej drużynie rozładowywały dwie osoby: Grzegorz Lato i Włodzimierz Smolarek. Opowiadali, jak oni radzili sobie z przedmeczowym stresem. Podkreślali, że właśnie wtedy byli razem: pili herbatę, żartowali, niektórzy kopali piłkę…Ale byli razem.
Zawiedli zawodnicy, ale nie kibice.
- Polscy kibice zasługują naprawdę na słowa uznania. Oczywiście że zdarzały się incydenty, sam oberwałem w metrze, w okolicach Karlsplatzu od polskich kibiców. Akurat jechałem do studia ORF, by nagrać program przed meczem Polska – Austria, a ubrany byłem w austriacki trykot, bo taka była prośba austriackiej TV.
Za to zbudowany byłem po meczu Polska – Niemcy, który spędziłem w kościele, modląc się całe 90 minut. Podobnie zresztą było w czasie meczu Polska – Austria. Wracając jednak do meczu z Niemcami: kibice krzyczeli, że „nic się nie stało”, „jesteśmy z wami”. To mnie bardzo podbudowało, że nie było bijatyk i zaczepek. Z polskiego kibica możemy być bardzo dumni.
Jak to się stało, że Austriacki Związek Piłki nożnej powierzył właśnie księdzu funkcję kapelana ME?
- Z piłką zawsze byłem na ty, jako młody chłopak grałem w klubie piłkarskim Miedź Legnica. Dla mnie piłka to jest coś więcej niż system i taktyka. To jest jakby program życiowy, kiedy też trzeba pokazać charakter. Często zastanawiałem się, co może przeżywać piłkarz. Wiem, że potrzebuje drugiego, otwartego człowieka. Studiowałem psychologię i robiłem kursy z psychologii prewencyjnej w Wiedniu i psychologii duchowości. Postanowiłem wykorzystać tę wiedzę. Opracowałem takie treningi duchowości. Spotkałem się z kierownikiem Akademii Rapidu Wiedeń, który bardzo tym się zainteresował. W ten sposób właśnie trafiłem do Rapidu Wiedeń i współpracuję z tym klubem. Jest to jedyna drużyna austriacka posiadająca takiego „trenera duchowego” i akurat jest to mistrz Austrii. Podejrzewam, że był to jeden z powodów mojej nominacji na kapelana ME.
Ksiądz prowadzi też wykłady dla sędziów.
- Tak, czasami jestem proszony o zorganizowanie takich wykładów. Chodzi tutaj o ten sam problem: umiejętność radzenia sobie ze stresem. A jak widzimy chociażby w czasie tych ME, niektórzy sędziowie w ogóle sobie nie radzą, po kilkunastu minutach gry tracą kontrolę nad sobą i nad swoimi ocenami. Negatywne oceny swojej pracy odbierają jako atak na siebie.
Sędziowie powinni być szkoleni pod innym trochę kątem. Powinni się zainteresować osobowościami danych piłkarzy. Dobrze by było, gdyby sędziowie mieli możliwość zapoznania się ze składem danej drużyny przed meczem i zebrania informacji o zawodnikach. Jeśli sędzia by wiedział, że dany zawodnik jest wspaniały, ale nie radzi sobie z emocjami – to wtedy jego uwag pod swoim adresem nie będzie odbierał jako ataku na siebie. Ważne jest, by poznać możliwe reakcje danych zawodników i reakcji typowego choleryka nie karać od razu kartkami i przerywać widowisko – tylko spróbować inaczej do danego zawodnika dotrzeć. Właśnie na tej płaszczyźnie można by dużo zrobić. I to właśnie powinno być przygotowanie całościowe, a nie tylko kondycyjne.
Właśnie, tym bardziej że decyzja sędziego Howarda Webba w czasie meczu Polska – Austria wywołała prawdziwą burzę.
- To jest właśnie typowy objaw nieradzenia sobie ze swoją osobowością. Popełniam jeden błąd i potem chcę zdobyć zaufanie drużyny, którą skrzywdziłem. Staram się więc wynaleźć coś, żeby tej drużynie się przypodobać. Jeden błąd naprawiam potem drugim błędem. To jest diabelskie koło, a nie ma wiele czasu, bo piłka jest szybka. Sędziowie powinni być rozliczani ze swych decyzji. Tymczasem rozgrzeszanie błędnych decyzji przychodzi nadspodziewanie łatwo, podobnie było przecież w tym omawianym przypadku.
Jakie są zadania kapelana mistrzostw Europy?
- Mam towarzyszyć zarówno kibicom jak i zawodnikom. Mamy swoją tzw. strefę pokoju w Wiedniu na Josefsplatz, gdzie odbywają się różne spotkania, koncerty, odczyty. Spotykałem się tam z kibicami różnych drużyn, bardzo dużo pracowałem z Chorwatami, także z Niemcami. W Klagenfurcie, po zwycięskim dla Niemców meczu z Polską, gdy wyszedłem z kościoła oo. Kapucynów natknąłem się na dużą grupę niemieckich kibiców, dość agresywnych. Zamilkli, gdy pogratulowałem im zwycięstwa ich drużyny. Byli zdziwieni, że potwierdzam, że wygrali bo byli lepsi. Potem już w czasie rozmowy powiedziałem im, jaka jest moja rola w czasie tych ME. Początkowa zaczepka z ich strony spowodowana tym, że na ręku miałem biało – czerwony szalik przerodziła się potem w bardzo miłe spotkanie, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia.
Miał ksiądz pomysł przygotowania dla kibiców tzw. ściany płaczu?
- Tak, ta wysoka, drewniana konstrukcja miała stanąć Am Hof. Chodziło o to, żeby każdy kibic miał możliwość wypisania na tej ścianie swoich żalów, emocji, intencji, inicjałów itp. Niestety, policja, ze względów bezpieczeństwa, nie zgodziła się na parę dni przed ME na zrealizowanie tego pomysłu.
Jest ksiądz autorem książki wydanej w języku niemieckim „Szybkie podanie do bycia człowiekiem”. Jakie są paralele między wiarą a piłką nożną?
- Książka tłumaczy, niejako przekłada boisko sportowe na wnętrze człowieka z takiej lekkiej filozoficznej i duchowej strony - co oznacza róg, co oznacza karny, rzut wolny itp. A to wszystko przeplatane wywiadami z austriackimi piłkarzami. Podobną książkę chcę wydać za parę miesięcy w Polsce, oczywiście z wywiadami z polskimi piłkarzami na temat wiary w piłce nożnej. A jeśli chodzi o paralele religia – Kościół – piłka nożna, to jest wiele takich momentów, które można przez te podobieństwa tłumaczyć. Na przykład fakt dostania się przez polską drużynę do ME to „hosanna”, radość wielka, innymi słowy - Niedziela Palmowa. Potem gramy trzy mecze i okazuje się, że to już Wielki Piątek. Wołamy: na krzyż z Beenhakkerem, na krzyż z PZPN, na krzyż ze Smolarkiem, Lewandowskim – połowę kadry wyrzucić! Nagle nie ma nic. To są paralele które pokazują, że musimy uczyć się przegrywać, ale także uczyć dobrego obejścia z takimi sytuacjami. To znaczy musimy umieć w takich momentach znaleźć coś, co nam da siłę w takim momencie, w takim momencie Wielkiego Piątku.
Kościół i stadion to są miejsca, które oferują pewną przestrzeń, czyli przestrzeń wyzwalania swoich emocji. W kościele przeżywam emocje inaczej, bardziej w ciszy i skupieniu, na stadionie zaś mogę je wykrzyczeć. Kościół powinien być więc źródłem siły – a więc stadion i kościół to jest coś, co się wspaniale uzupełnia. I nie można mówić na przykład, że piłka nożna zastępuje religię.
A niektórzy tak twierdzą. Amerykański dziennikarz Franklin Foer w książce „Jak futbol wyjaśnia świat” twierdzi, że futbol jest czymś więcej niż zwykłym sportem, że jest niemal czwartą religią świata i udział w meczach zastępuje np. pielgrzymkę do miejsc świętych.
- Nie uważam, żeby futbol mógł stanowić zastępstwo dla wiary. Pokazują to sami piłkarze i kibice. Widziałem np. włoskich i chorwackich kibiców, którzy siedzieli na dworcu metra i czytali Biblię. W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o słownik, ze próbują się jakoś dogadać.
Futbol nie stanowi źródła siły, z którego można czerpać. Religia i wiara sięgają poza sferę materialną, futbol niestety nie, on się kończy w pewnym momencie na funkcjonowaniu albo niefunkcjonowaniu, na stronie materialnej. Można widzieć tylko boisko i 22 aktorów. Ale nawet dla samych piłkarzy to nie wystarczy, że wszyscy krzyczą, dopingują ich, stadion wrze – emocje sięgają zenitu. Mówi się wtedy o nieziemskich emocjach. Piłkarz wchodzący na taki stadion, wykonujący znak krzyża świętego odwołuje się do czegoś więcej – to jest dotknięcie tej sfery pozamaterialnej. I możemy tak naprawdę dotknąć i doświadczyć jej tylko w wierze i religii.
Kościół austriacki i szwajcarski przygotował się rewelacyjnie do spotkania z młodzieżą z całej Europy. Pod hasłem „Kościół 08 – przy piłce od 2008 lat” jest w samym centrum wydarzeń.
- Jesteśmy pierwszym kościołem obecnym w tak aktywny sposób na tak ogromnej imprezie. Przygotowany został niesamowity wprost program, koncerty, spotkania, dyskusje, turniej piłki nożnej chrześcijańsko – muzułmańsko – żydowski. To jest pierwsza w ogóle akcja, w której wszystkie kościoły i wolne wspólnoty znalazły wspólny cel.
Zrobiliśmy bardzo wiele, nawet zostały przygotowane specjalne szaliki dla kibiców z napisem „ Kirche 08”. Przed Euro zorganizowaliśmy turniej piłkarski U-16 dla młodzieży. Nie byliśmy tylko tymi, którzy staną na ambonie i będą prawić kazania – chociaż naturalnie było sporo mszy dla kibiców. Ale to nie może być coś nachalnego, to ma być zwykłe towarzyszenie człowiekowi. Być człowiekiem – to jest najważniejsze. To jest pierwszy stopień. Później zaś jest bycie chrześcijaninem, muzułmaninem czy żydem, a później bycie księdzem, lekarzem czy piłkarzem. Najpierw trzeba być człowiekiem, bo na tej płaszczyźnie wszyscy jesteśmy jednakowi.
A jakie zadania postawił sobie kapelan Mistrzostw Europy?
- Chcę zmienić obraz księdza ubranego w długą czarną sutannę, którego rola ogranicza się do odprawiania mszy. Lubię prowokować, bo największym prowokatorem był Jezus z jego przypowieściami, hasłami i myślami, którymi wyprowadzał z równowagi faryzeuszów, sadyceuszów i innych. Przez to pokazał też, jak można inaczej żyć. Trzeba niektórych wyrywać z tych schematów, bo za głęboko zapuścili korzenie, tak głęboko, że nawet kosiarka firmy Kärcher nie pomoże.
Rozmawiamy, gdy Euro jeszcze trwa. Obowiązki czekają.
- Tak, czeka mnie wiele obowiązków, m.in. wyjazd do Braunau na wielkie sympozjum na temat fascynacji futbolem. Przyjadą specjaliści z całego świata i będą analizować futbol od każdej strony: psychologicznej, socjologicznej, duchowej itp.
Tymczasem na boiskach trwają dalej mecze. Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Halina Iwanowska, Polonika nr 162-153, lipiec/sierpień 2008

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…