NATCAR
BETA CAR

Moja przyjaciółka księżna

Historia tej niecodziennej znajomości – licząc w latach – nie jest może zbyt długa, z pewnością jednak obfituje w zadziwiające przypadki i nieoczekiwane sploty zdarzeń. Zresztą od jednego z nich się zaczęła...

 

 

Późną jesienią 1981 r., tuż przed ogłoszeniem w Polsce stanu wojennego, do Wiednia przybywa czteroosobowa rodzina z Krakowa, Anna i Andrzej Ptakowie z dwiema córkami, Agnieszką i Małgorzatą. Zaledwie przed rokiem udało jej się – na cudem zdobyte paszporty – wyjechać do Austrii. Wówczas cała czwórka umieszczona została w obozie dla uchodźców, a wskutek porozumień między krajami zachodnimi, wspierającymi „solidarnościową” opozycję w Polsce, mogła wybrać kraj docelowy spośród Australii, Austrii i Stanów Zjednoczonych.
Cała czteroosobowa rodzina jako świeży azylanci poleciała za Atlantyk, by po kilku miesiącach zmagań z przeciwnościami losu i kłopotami zdrowotnymi wrócić do Wiednia. Dzięki Caritasowi mogli na krótko zamieszkać w hostelu, który służył ludziom w podobnej do nich sytuacji życiowej, a wspomaganych przez organizację pomocową Polenhilfe. Nie mają jednak środków do życia, pracy, perspektyw.
W roku 1981 jeszcze nikomu się nie śni o mediach społecznościowych, a internet znany jest jedynie w kołach wojskowych i naukowych. Na co dzień ludzie słuchają radia. Pewnego listopadowego poranka, zjadłszy skromne śniadanie, księżna Eleonora Maria Teresa Sibylla Zofia Schwarzenberg z domu Stolberg słyszy w radiu ogłoszenie o poszukującej pomocy polskiej rodzinie. Księżna Eleonora Schwarzenberg, od 16 lat wdowa po Heinrichu księciu Schwarzenberg, spośród wielu nieruchomości posiada klasztor sióstr na Rennwegu przy Palais Schwarzenberg, który sama zamieszkuje. Ponadto posiada nieograniczone pokłady empatii...
Zajęliśmy kilka pomieszczeń przyklasztornego hotelu, prowadzonego przez siostry zakonne. Sam adres: Palais Schwarzenberg, przyprawiał o zawrót głowy – wspomina Anna Ptak. – Z okien widzieliśmy przepiękny ogród, oczko w głowie księżnej Lori, jak nazywali ją najbliżsi. Musiał być piękny na wiosnę, wyobrażałam sobie przede wszystkim kwiaty na klombach, grządkach, i bzy, ogromne pachnące bzy.
Tej samej zimy rodzina Ptaków będzie się przeprowadzać jeszcze kilkukrotnie do różnych miejsc, udostępnianych im przez księżną. Raz po raz ona sama będzie podsuwać ojcu rodziny, Andrzejowi, kolejne propozycje pracy. Ten jednak żadnej nie podejmuje: nigdy nie był ogrodnikiem czy leśnikiem, nie jeździł traktorem, nie zna się na orce. Księżna załamuje ręce nad, wydawałoby się, jego beztroską, ale Andrzej podświadomie czuje, że najlepsze dopiero nadejdzie. Przeczucie go nie myli: wiosną 1982 r. w technicznej szkole HTL w Hollabrunn jest wakat na stanowisku nauczyciela wychowania fizycznego. Rodzina Ptaków osiada w tamtejszym przyszkolnym internacie. Andrzej Ptak jest w swym żywiole, trenuje młodzież w różnych dyscyplinach lekkoatletycznych, już po kilku tygodniach oklaskuje na stadionie swojego pierwszego mistrza kraju. „Die Presse” poświęca mu artykuł.
Pewnego wiosennego dnia w swym pałacu położonym 60 km od Hollabrunn, księżna Eleonora Maria Teresa Sibylla Zofia Schwarzenberg z domu Stolberg natrafia w porannej prasie na zdjęcie znanej sobie postaci. Jeszcze tego samego dnia przyjeżdża do Hollabrunn.
Najpierw w drzwiach naszego mieszkania pojawia się ogromny bukiet pięknych pachnących bzów, za nimi wkracza księżna. Od progu tłumaczy się, że musiała na własne oczy zobaczyć, że Andrzej pracuje i że radzimy sobie – opowiada pani Anna. – Zaprosiła nas wtedy do spędzenia z nią wakacji w jej leśniczówce w Katsch nad rzeką Mur, rodowych terenach Schwarzenbergów.
Leśniczówka w Katsch an der Mur w Styrii, ukryta wśród gęstych, iglastych lasów, do której wiedzie kręta, wyboista droga, to doprawdy zaczarowane miejsce. Budowla wzniesiona z drewna zachowała specyficzny zapach substancji konserwującej drewno, wewnątrz skrzypiące schody i podłogi, podczas burz wystawiona na bezlitosne działanie wyładowań atmosferycznych, siedziało się wtedy przy świecach. Na piętrze tajemnicze królestwo – biblioteka z regałami do sufitu, zapełniona starodrukami, białymi krukami oraz albumami z fotografiami członków tego zasłużonego artystokratycznego rodu od połowy XIX w., czyli od czasu, gdy mamy do czynienia z fotografią. – Tam uwielbiałem się zaszywać – wspomina Andrzej Ptak. – Z kolei nasze córki uciekały na strych, gdzie mogły przebierać się w dawne stroje składowane w skrzyniach.
Przy leśniczówce miała księżna swój ogródek, gęsto porośnięty różnymi gatunkami traw, bylin, krzewów i kwiatów. Właściwie nie było w nim ścieżek. – Pewnego dnia chciałam nieco przetrzebić tę gęstwinę i pozbyć się chwastów, energicznie zabrałam się do plewienia. To jednak nie spodobało się księżnej, która – jak na biologa z wykształcenia przystało – każdą roślinę traktowała jako okaz badawczy, napisała przecież kilka książek z dziedziny botaniki. Więc to, co dla mnie było chwastem, dla niej niezbędną częścią flory, której zmieniać nie należało.
Po przeprowadzce rodziny Ptaków do Wiednia (Andrzej Ptak przez lata dojeżdżał codziennie do Hollabrunn i wciąż trenował sportowców), Anna, dzięki wstawiennictwu księżnej, dostaje pracę w księgowości w kancelarii prawnej Johanny Kammerlander, obsługującej większość wiedeńskich spraw Schwarzenbergów. Również ta kancelaria przeprowadza w 1994 r. przekazanie państwu polskiemu kolekcji książąt Lanckorońskich.
Ptakowie są na tyle zaprzyjaźnieni z księżną, iż ta bywa na „parapetówce” w ich pierwszym mieszkaniu, na przyjęciu komunijnym ich młodszej córki, wręcza im klucz do bramy głównej pałacu, by spojrzeli gospodarskim okiem na ogród podczas jej nieobecności w mieście, a nawet daje się sportretować temperą kilkunastoletniej wówczas Małgorzacie, która po latach ukończy architekturę na Uniwersytecie Wiedeńskim. Obraz do dziś wisi na honorowym miejscu w mieszkaniu pp. Ptaków.
Księżna jest bardzo aktywna, jeździ na rowerze, uwielbia pływać, z satysfakcją opowiada o osiągnięciach dzieci jej jedynej córki Elżbiety, czyli aż siedmiorga jej wnucząt! Lata płyną, powoli role zaczynają się odwracać: teraz częściej księżna potrzebuje pomocy. Andrzej wozi ją do lekarzy specjalistów, służy transportem o dowolnej porze. Księżna rezygnuje z dość uciążliwych w jej wieku wyjazdów do Katsch, coraz częściej i dłużej przebywa w Wiedniu. W marcu 1994 r. planowała spędzić miesiąc w Afryce, była bardzo podekscytowana perspektywą egzotycznej podróży.
Obawialiśmy się nieco tej Afryki dla niej. Przecież w tym wieku tak drastyczna zmiana klimatu nie jest wskazana – zauważa pani Anna. – Wróciła zachwycona tym kontynentem. Pod koniec życia nieoczekiwanie przeżyła wspaniałą przygodę.
Lecz wtedy zbliżał się koniec: diagnoza nowotwora nie pozostawiała zbyt wiele nadziei. – Księżna uznała, że to rodzaj przeznaczenia, poddała się, przyjęła to nie jako wyrok, lecz kolej losu, pogodziła się. Próbowałam ją rozweselić, późną jesienią odwiedziłam ją w szpitalu wraz z moim małym wnukiem, lecz w niej nie było już woli walki, woli życia. Odchodziła tak jak żyła – w przekonaniu, że wszystko jest człowiekowi na górze zapisane. Z pełną świadomością i godnością.
27 grudnia 1994 r., księżna Eleonora Maria Teresa Sibylla Zofia Schwarzenberg z domu Stolberg odeszła otoczona rodziną w swej rodowej siedzibie, Gusterheim.
Księżna Lori była człowiekiem wybitnym, bo była... taka normalna – kończy wspomnienie Anna. W gablocie kredensu stoi używany od wielkiego święta zestaw do herbaty z wytwórni porcelany Weiden w Bawarii. Jedna z dwu pamiątek po księżnej Eleonorze Schwarzenberg. Ta druga – klucz do bramy głównej pałacu – leży zawinięta w chusteczkę w szufladzie.
Księżna Eleonora Maria Teresa Sibylla Zofia Schwarzenberg, z domu Stolberg (ur. 8 sierpnia 1920 r. w Micheldorf, zm. 27 grudnia 1994 r. w Gisterheim) – córka księcia Georga Ernsta Marii Karla Josepha Antona Stolberga i księżnej Reginy z d. Reuss. Od 1946 r. małżonka księcia Heinricha Schwarzenberga (ur. 1903 w Preßburg, dziś Bratysława, zm. 1965 r. w Wiedniu), Kawalera Zakonu Maltańskiego, adoptowanego w 1940 r. syna księcia Adolfa Schwarzenberga. Jej córka Elżbieta Regina Gabriela (ur. 1 października 1947 r.) wraz z mężem Bernhardem Friedrichem Arnoldem Rüdigerem von Pezold początkowo mieszkała w Pöls, by po latach przyjąć obywatelstwo czeskie i w Pradze zabiegać o zwrot majątku Schwarzenbergów, anektowanego podczas II wojny z rozkazu Hitlera, a następnie znacjonalizowanego przez rząd Czechosłowacji.

Andrzej Ptak – wieloletni trener lekkiej atletyki w Polsce i Austrii, był bohaterem jednego z wywiadów „Poloniki” w numerze lipcowym 2019 r. pt. „Wędrowny Ptak”.

Anita Sochacka, Polonika nr 278, maj/czerwiec 2020

Top
Na podstawie przepisów art. 13 ust. 1 i ust. 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. informujemy, iż Österreichisch-Polnischer Verein für Kulturfreunde „Galizien“, jest administratorem danych osobowych, które przetwarza na zasadach określonych w polityce prywatności. Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług na zasadach określonych w tej polityce. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie w można określić w ustawieniach przeglądarki internetowej z której Pan/Pani korzysta lub konfiguracji usług internetowej. More details…